96 obserwujących
669 notek
1008k odsłon
  3394   14

„Polska - Niemcy. Dziesięć wieków zmagania”, czyli najgorsze jeszcze przed nami

Niemców ma się albo pod butem, albo na gardle.
Winston Churchill

image

W czołówce notki świadomie użyłem tytułu pracy prof. Zygmunta Wojciechowskiego. Naukowca, działacza społecznego, polityka, człowieka nieustannie zatroskanego o los swojej Ojczyzny. Co ciekawe, wiele jego prac poświęconych zostało relacjom polsko-niemieckich. Nie bez kozery. I to z kilku powodów. Pomijając fakt, że w ciągu wieków wpływy niemieckie na życie ludności zamieszkującej Odrowiśle były bardzo znaczące, to z punktu widzenia Profesora najistotniejszym było to, iż od tysiąca lat nasze relacje z zachodnim sąsiadem w znacznym stopniu ogniskowały się wokół… konfliktu. Raz zimnego, a raz gorącego. Warto zaznaczyć, iż nie był to spór jakich wiele; np. taki jaki znamy z dziejów Europy Zachodniej, gdzie poszczególne strony walczyły najczęściej o jakiś stosunkowo niewielki skrawek terytorium, uprzywilejowanie w relacjach handlowych, albo o  chwałę czy urażoną dumę. W przypadku konfrontacji polsko-niemieckich szło o coś znacznie bardziej poważnego.

Najwcześniejsze źródła dotyczące naszej historii informują nas o tym, że przez jakiś czas nasz pierwszy historyczny władca opłacał królom niemieckim trybut z terytorium „aż do rzeki Warty”. W jakich okolicznościach doszło do takiej zależności trudno powiedzieć. Jedynie przypuszczeniem (chociaż bardzo prawdopodobnym) jest hipoteza mówiąca o tym, iż w epoce rządów Ottona I, margrabiowie Wschodu rozpędzili się zanadto i po przekroczeniu Odry, wprowadzali niemieckie porządki z pomocą ognia i miecza, a potem stanęli nad brzegiem Warty. Po drugiej stronie przyglądał się temu albo sam Mieszko I, albo jego poprzednik. W każdym razie po niewielu latach Bolesław, słusznie zwany Chrobrym, wrzucił do piachu roszczenia królów i cesarzy zza Odry. Ba! Sam poczynał sobie bardzo śmiało i wypchnął wpływy niemieckie aż po Łabę. Germańskie roszczenia nie zostały jednak spacyfikowane i przez kolejne prawie dwa wieki prawdziwym i egzystencjonalnym problemem Polski i Polaków było powstrzymanie zapędów niemieckich wobec państwa polskiego. Gdyby nie to, to najpewniej podzielilibyśmy nieszczęsny los Połabian. Kosztowało to naszych przodków mnóstwo potu, łez i krwi. Niestety, dość często musieliśmy uznawać przewagę niemiecką. Ponadto w okresie rozbicia dzielnicowego migracje ludności żyjącej nad Renem, Łabą i Wezerą doprowadziły do utraty słowiańskiego oblicza etnicznego na rozlicznych obszarach Odrowiśla. Zmieniło się do dopiero, gdy niezłomny książę kujawski, czyli Władysław Łokietek, zjednoczył znaczną część polskich dzielnic i wprowadził do powszechnego obiegu przekonanie, że Polacy mają prawo żyć w państwie zjednoczonym, a poprzez to urządzać sobie życie według własnych planów.

Trzeba przyznać, że zrazu idea Korony Królestwa Polskiego, pojmowana jako stworzenie i utrzymanie własnego domu dla Polaków, nie wystarczała do zatrzymania Drang nach Osten. Brandenburczycy, Krzyżacy i… Czesi systematycznie rozszerzali wpływy niemczyzny. Korzystali przy tym z pomocy utożsamiających się z obcymi potęgami niemieckimi mieszczanami, rycerstwem, chłopami i duchownymi żyjącymi w miastach i wsiach Królestwa Polskiego. Jednak ani bunt krakowskiego wójta Alberta (1311 lub 1312 r.), ani  goła siła militarna (ataki Brandenburczyków, inwazja czeska, rejzy krzyżackie) nie złamały polskiego oporu. Z biegiem lat sytuacja się odwróciła. To Królestwo, a potem Rzeczpospolita, stała się stroną silniejszą w stosunku do krajów i państewek niemieckich. Niestety, nie wykorzystano tej przewagi i nie odwojowano Śląska, Ziemi Lubuskiej, Pomorza Zachodniego i nie spacyfikowano skutecznie zmory, która do dziś spędza sen z oczu naszych wojskowych, a więc Prus Książęcych. Przez bezczynność na kierunku zachodnim utraciliśmy również na zawsze setki tysięcy, a może nawet miliony Polaków, żyjących jeszcze w XVI i XVII stuleciu nad Odrą, dolną Wisłą, Notecią oraz na Warmii i Mazurach.

To zaniechanie doprowadziło prostą drogą do upadku naszej państwowości, gdyż pamiętać należy, iż to z Berlina wyszła inicjatywa rozbioru Rzeczypospolitej. Berlina, który obecnie dumnie nosi miano stolicy RFN, ale swego czasu drżał na myśl, iż do jego bram zapukają chorągwie husarskie. Jak potoczyły się dalej losy rywalizacji polsko-niemieckiej - wiadomo. Odzyskaliśmy dawne polskie ziemie, uzyskaliśmy na zachodzie granice oparte o naturalne przeszkody, zagospodarowaliśmy przyzwoicie tysiące wsi i miast na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Wydawać by się mogło, że po wiekach uzyskaliśmy podstawy do stania się państwem w pełnym tego słowa znaczeniu europejskim, posiadającym prawie optymalne podstawy geograficzne i gospodarcze, które pozwolą stać się Polsce jednym z wiodących krajów naszego kontynentu. Jednak licho nie śpi… Nigdy!

Lubię to! Skomentuj109 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura