37 obserwujących
231 notek
213k odsłon
348 odsłon

Brutus, obywatele RP i Zjednoczona Prawica

Wykop Skomentuj21

Jeżeli myślisz, że idzie dobrze – na pewno nie wiesz wszystkiego.
Jedno z ogólnych praw Murphy'ego

image

Nieodmiennie zadziwia mnie pewna przypadłość, która szczególnie doskwiera wielu liderom wielkich obozów politycznych. I to bez względu na epokę oraz szerokość geograficzną. Wzorcowym przykładem tej choroby i brzemienności jej skutków jest przypadek żyjącego ponad dwa tysiące lat temu sławnego mieszkańca Italii. Otóż, tenże wybitny wojskowy, gdy już przy pomocy wiernych legionów rozgromił, poniżył i uzależnił wszystkich, z którymi mógł  tak uczynić, postanowił ogłosić wszem i wobec, iż tego rozgramiania, poniżania i uzależniania dokonywał tylko i wyłącznie z powodu bezgranicznej miłości do swoich rodaków.  Między bogiem a prawdą - wspomnianą czynność traktował li tylko jako niezbędną formalność przed przystąpieniem do kolejnych samarytańskich reform, bo przecież z powodu jego dotychczasowych dokonań wszyscy... musieli go kochać. Dlatego, gdy 15 marca 44 roku p.n.e. Gajusz Juliusz Cezar przyszedł nieuzbrojony i bez eskorty na obrady senatu, nie spodziewał się, iż jego ciało stanie się celem dla właścicieli kilkudziesięciu sztyletów. Jako że był człowiekiem dzielnym zapewne nie uronił łzy, ale jedyne co z pewnością zabolało go znacznie mocniej od zimnego ostrza wbitego w gorące trzewia, to "zdrada" Marka Juniusza Brutusa. Dlatego broniąc się, a potem umierając w kałuży krwi, wyrzekł tylko trzy pełne bólu słowa: "I ty Brutusie?". Najpewniej wyzionął ducha nie pojmując przyczyn zachowania swego ulubieńca.


Przenosząc się teraz z antycznej Italii na rodzimy nadwiślański  grunt trzeba skonstatować, że istnieje wielkie niebezpieczeństwo, iż Zjednoczona Prawica w maju, a może również  na jesieni tego roku, po podliczeniu wyników elekcji, zakrzyknie przejmującym głosem: I ty obywatelu? Czy okrzyk ten nie będzie dowodem na to, że polityczna ślepota, podobnie jak Cezara,  dopadła  przywódców dzisiejszego obozu władzy? Absolutnie tak! Bez owijania w bawełnę i bawienia się w politologiczną analizę wystarczy stwierdzić, że  po następnych wyborach parlamentarnych  prawdopodobieństwo zamiany ekipy w ławach rządowych na tą będącą dziś w opozycji, staję  się coraz większe. Pisałem już kiedyś, że mam wielki sentyment do Jarosława Kaczyńskiego. Wspierałem i wspieram  kierowane przez niego formacje od ponad ćwierćwiecza na różne sposoby. Teraz jednak, gdy on i jego sojusznicy dysponują władzą jakiej nie miał w Rzeczpospolitej nikt od 1988 r., muszę stwierdzić, iż intensywnie pracują na oblaniem najbliższych wyborczych egzaminów.


Wiem, wiem... Ktoś zakrzyknie, że takich sympatyków i wyborców Zjednoczonej Prawicy nie trzeba. Że wszystko układa się dobrze, a nawet "najdobrzej". Że jeszcze chwila i momencik, a dojdziemy. Ostatecznie, że przecież nie ma alternatywy... OK, doceniam realizację kilku obietnic przedwyborczych. Przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego, 500+, leki dla seniorów oraz kilku innych, rzecz jasna mniej głośnych, zmian. Cóż z tego kiedy wbrew dawnym zapowiedziom, reformowanie (w wielu przypadkach nieumiejętne) koncentruje się przede wszystkim na sferze materialnej. A co z pozostałymi kwestiami? Gdzie sławne "wstawanie z kolan"?  Gdzie rozliczanie gangu rządzącego Polską przez poprzednie lata? Gdzie szerokie porozumienie sił patriotycznych? Gdzie asertywne zachowania reprezentantów Rzeczpospolitej? Gdzie zmiany na lepsze w zarządzaniu państwem? Zamiast tego promuje się partie skupiające przeterminowanych szulerów politycznych. Traktuje się z niezrozumiałym pobłażaniem psujów, jurgieltników i typów bojkotujących rozum. Jak równy z równym debatuje się z osobnikami nie znającymi pojęcia Prawda. Z członkami junty odpowiedzialnymi za setki zabitych istnień, tysiące złamanych karier i miliony wywróconych na nice żyć,  obchodzi się niczym z jajkiem. Na telefon wykręcony przez ambasador obcego mocarstwa połowa rządu przyjmuje postawę zasadniczą i z uśmiechem przylepionym do twarzy, spełnia jej - niekiedy niekorzystne dla Rzeczpospolitej -  życzenia. Lipną i fałszującą historię deklarację, sporządzoną dodatkowo w bunkrze na terytorium obcego państwa,  traktuje się niczym wiktorię wiedeńską. Wyssane z brudnego grandziarskiego palucha roszczenia przyjmuje się z powagą i nie informuje o tym tuziemców. Do uszu pierwszych osób w kraju i kieszeni polskich podatników dopuszcza się człowieka znikąd, którego w najlepszym razie uznać można za zamorską wersję Nikodema Dyzmy.  Groźby wysyłane ku Polsce przez trio w osobach: notorycznego pijaka, kryptokomunisty i bezwzględnego karierowicza, uznaje się za wyraz   troski o demokrację i los ludu tubylczego. Zaplątaną w amoralne i śmierdzące interesy prezydent wielkiego miasta "karze" się mandatem w kwocie wydawanej przez nią na przysłowiowe waciki. Toleruje się na państwowych posadach osobników kradnących na stacjach benzynowych i w marketach ...  Ach!


To wszystko lud widzi. Jeśli nie cały, to przynajmniej ta jego część, której nie jest wszystko jedno. I mówi o tym. Ostrzega... Widzą to również polityczni aplikanci. Już niebawem staną się niczym wilcy czujący ranionego zwierza i jego juchę. I ruszą za ofiarą. A wtedy jeśli nawet jej nie uśmiercą, to przynajmniej osłabią na tyle, iż nigdy nie będzie już Alfą. Jej miejsce zajmie ograniczony, zakompleksiony i parchaty, lecz gotowy na wszystko, okrutny, sprzedajny i ambitny osobnik Zet, któremu los dał  pięć minut tylko i wyłącznie z powodu politycznej ślepoty jego poprzednika. To bardzo zły, ale także bardzo prawdopodobny scenariusz.  Cholera jasna!



Link:
https://www.whitepress.pl/baza-wiedzy/135/slepota-bannerowa-otwiera-oczy-na-reklame-natywna



Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka