38 obserwujących
253 notki
254k odsłony
2641 odsłon

Trzeba odzyskać MSZ dla Rzeczpospolitej!

Wykop Skomentuj69

Jeśli cel przyświeca, sposób musi się znaleźć.
Andrzej Sapkowski

image

Jak sprawy drugo-  i trzeciorzędne potrafią absorbować naszą uwagę dowiodły wydarzenia ostatnich dni. Ot, choćby obłędne wynurzenia P. Śpiewaka, bokserskie popisy Biedronia czy też słomiany Judasz. Nie przeczę, iż niektóre z nich są w jakiś sposób istotne, bo dotyczą kwestii godnościowych, polityki historycznej lub kondycji moralnej tzw. klasy politycznej. Obok nich jednak pojawiają się – pardon! – duperele zrodzone przez od dekad ukrytą w lamusie aktorkę lub wystrzelony w eter kolejny „petruizm” zrozpaczonego opozycjonisty. Wiem, wiem…  Życie nie składa się wyłącznie z  wiekopomnych wydarzeń i na drobiazgi poświęcamy większość naszego czasu. Nie zmienia to faktu, że sporo niezwykle ważnych zagadnień tonie w powodzi informacyjnej tandety.

Jako wzorcową kwestię tego rodzaju, postrzegam funkcjonowanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tak się bowiem składa, że przypominamy sobie o jego istnieniu od wielkiego dzwonu. Zwykle wtedy gdy któryś ze światłych Europejczyków - miejscowego lub zagranicznego chowu – kolejny raz dowiedzie swego obłąkania ideą postępu lub ograniczenia umysłowego poprzez wygłaszania tyrad potępiających „polskich faszystów”. Za pośrednictwem mediów dowiadujemy się wtedy o takim zdarzeniu, a za uspokojenie obywateli biorą się mniej lub bardziej dystyngowani pracownicy gmachu przy Alei Szucha, uzbrojeni w poważne miny i eleganckie gajerki.  Potem fala opada i znów zapada cisza. Moim zdaniem to bardzo źle.

Nie od rzeczy będzie przypomnienie, że MSZ to wielki biurokratyczny organizm (może raczej -  mechanizm?), zatrudniający około 5 000 pracowników, z budżetem opiewającym na ponad dwa miliardy złotych. Ma 33 departamenty i biura oraz ponad 100 funkcjonujących ambasad (nie licząc innych placówek dyplomatycznych). O znaczeniu tej instytucji świadczy fakt, że wraz z MON i MSW stanowi obiekt tytanicznych starań poszczególnych członków każdorazowej koalicji, a do roku 1997 powołanie szefa MSZ wymagało kontrasygnaty prezydenckiej. Trudno się temu dziwić, gdyż zakres kompetencji i odpowiedzialności tego resortu jest olbrzymi, a przy tym niezwykle znaczący. To właśnie urzędnicy MSZ wdrażają w życie plany i scenariusze kierunkowe wykoncypowane przez byłych i obecnych decydentów. To z gabinetów gmachu przy Szucha rozchodzą się głośne i szeptane sugestie dotyczące fundamentalnych kwestii, czyli: z kim?, komu?, jak?, kiedy?, ile?, którędy? itd. To pieczęć referenta, wicedyrektora lub ministra często decyduje o zawarciu intratnego kontraktu, sprzedaży partii broni, subwencji, udzieleniu azylu lub przyznaniu obywatelstwa, zakupie drogich nieruchomości, nawiązaniu albo zerwaniu stosunków. Naprawdę poważna sprawa.

Przypomnijmy kto przez minione trzydzieści lat kierował omawianym ministerstwem. Krzysztof Skubiszewski, Andrzej Olechowski, Władysław Bartoszewski, Dariusz Rosati, Bronisław Geremek, Włodzimierz Cimoszewicz, Adam Rotfeld, Stefan Meller, Anna Fotyga, Radosław Sikorski, Grzegorz Schetyna, Witold Waszczykowski i obecnie Jacek Czaputowicz. Spośród wymienionych zdecydowana większość to osoby o niezbyt chwalebnych życiorysach. Obok agentów komunistycznych służb (np.: „Carex”- Włodzimierz Cimoszewicz, „Kosk” – Krzysztof Skubiszewski, „Ralf” - Adam Rotfeld, „Must” – Andrzej Olechowski i „Buyer” - Dariusz Rosati), widzimy osoby oficjalnie uznające Rzeczpospolitą za „brzydką pannę na wydaniu” i posiadające mocne powiązania z nieboszczką partią. Czasem wszystko na raz. Dodatkowo, niektórzy z tych ludzi wywodzą się z mniejszości narodowych albo posiadają rodziny z nich się pochodzące. Oczywiście, nie można a priori zakładać, że wspomniane uwarunkowania dowodzą braku - nawet dziwacznie pojmowanego - patriotyzmu u wymienionych ministrów. Z drugiej strony uznanie, że w swym życiu zwykle kierowali się patriotycznymi pobudkami byłoby jeszcze bardziej nierozsądne i nieuzasadnione; żeby nie powiedzieć głupie. Generalnie w kontekście zaufania do ministra, niezbędnego przecież dla powierzania mu sterów niezwykle ważnego urzędu Najjaśniejszej, wyglądało to bardzo, ale to bardzo  słabo. I dopowiem: zastanawiająco…

image

Byli włodarze MSZ ze "stadniny" TW i odpowiednio ustosunkowany „księciu”

No, ale jaki pan taki kram. W roku 2015 lub 2016, czyli za szefostwa W. Waszczykowskiego, udało się lekko uchylić zasłony szczelnie dotąd otulające przybytek na Szucha. Andrzej Papierz (były działacz „Ligi Republikańskiej” i obecny Dyrektor Generalny Służby Zagranicznej) w jednym z wywiadów tak wspominał stosunki zastane w MSZ:

A.P.- Osiem lat temu [za „pierwszego PiSu”], gdy byłem szefem kadr w MSZ, ponad 230 osób przyznało się do tego [tj. współpracy ze służbami komunistycznymi]. Część z nich przeszła na emeryturę, część odeszła. Na tej podstawie szacujemy, że jest ich teraz około stu. Rzeczywista liczba może być jednak wyższa, ponieważ sposób działania IPN jest dużo bardziej precyzyjny, a dokumentacja bardziej usystematyzowana. Obawiam się, że jest jeszcze cała grupa osób, która złożyła nieprawdziwe oświadczenia lustracyjne, czyli po prostu nie przyznała się do współpracy. Proszę też pamiętać, że jeszcze kilka lat temu istniał zbiór zastrzeżony archiwum w IPN i często się zdarzało, że aktywni oficerowie przejęci z PRL, a takich nie brakowało w służbach do czasów PiS-u, pracując pod przykryciem w MSZ, składali nieprawdziwe oświadczenie w ministerstwie, a prawdziwe u siebie w jednostce, w której pracowali.

Wykop Skomentuj69
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka