38 obserwujących
264 notki
267k odsłon
273 odsłony

O zabawach pogody z historią…

Wykop Skomentuj8

Parasol noś i przy pogodzie.
Aforyzm chiński

image

 I znów jednym z głównych tematów międzyosobniczych pogadanek jest pogoda. Trudno się temu dziwić, ponieważ nie często czerwiec obdarza nas takim słońcem i ponad trzydziestostopniowym upałem. Oczywiście aura nie zadawala wszystkich, bo prawdziwie szczęśliwymi mogą być tylko ci, którzy w te dni nie są zobowiązani w pocie czoła zwiększać polskie PKB. Pozostali muszą uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieję na powtórkę warunków pogodowych w okresie urlopowym. Zanim to jednak nastąpi nie zaszkodzi przypomnieć, że pogoda to kapryśna bestia i nie jeden raz okazała swą potęgę krzyżując plany nie tylko plażowiczów, ale także wielkich statystów historii oraz bezpardonowo wpływała na bieg dziejów.

W IV wieku n.e. Imperium Rzymskie wciąż było pierwszorzędną potęgą. Wewnętrzne walki o władzę powodowały liczne trudności i osłabiły potencjał rzymski, ale mimo płonących nieustannie granic oraz licznych najazdów, legiony prawie zawsze wychodziły zwycięsko ze zmagań z barbarzyńcami. Przetrącenie kręgosłupa Rzymu nadeszło niespodziewanie. 31 grudnia 406 roku zamarznięty Ren został sforsowany przez luźne oddziały z różnych plemion pod wodzą – najprawdopodobniej – króla Wandalów o imieniu Gunderyk i władcy Alanów zwanego Respendialem. Różnoplemienna armia splądrowała niemiłosiernie Moguncję, Trewir i Reims, a potem rzuciła się w głąb interioru.

Armia rzymska dzieliła się ówcześnie na dwa rodzaje wojska: limitanei i comitatenses. Pierwsi, stacjonujący na granicach cesarstwa, byli rekrutowani z ludności prowincji, której bronili i zazwyczaj ich wartość bojowa była bardzo niska. Comitatenses natomiast stanowili jednostki doborowe, wchodzące w skład orszaku cesarskiego. Szkopuł w tym, że jedyną realna siłą broniąca linii Renu byli sprzymierzeni z Rzymem Frankowie (jednostki zawodowców ściągnięto na krótko przedtem do Italii). Do czasu omawianych wydarzeń Frankowie wywiązywali się całkiem nieźle ze zobowiązań, ale wyjątkowe mrozy umożliwiły masie najeźdźców przeprawę przez ściętą lodem rzekę, będącą zwykle przeszkodą nie do przebycia. To było dla obrońców limes-u sporym zaskoczeniem. Masy dzikich wojowników oszołomionych bogactwem i brakiem oporu plądrowały wzdłuż i wszerz całą Galię

image

Barbarzyńcy likwidujący Imperium Rzymskie

Taka sytuacja okazała się niezwykle bolesna dla władz imperium, gdyż w owym czasie Galia była dlań podstawowym źródłem podatków i rekruta. Ponadto wejście Wandalów, Swebów i Alanów na rdzenne ziemie cesarstwa zmusiło władze rzymskie do podjęcia próby wybicia klina-klinem. Niestety, lud rzymski oburzony i przestraszony rozwojem wypadków zareagował bardzo brutalnie dokonując pogromów wojowników i cywilów pochodzenia germańskiego. Zamieszanie jakie z tego wynikło doprowadziło do pierwszego od tysiąca lat zdobycia „Wiecznego Miasta” w roku 410 n.e. przez Wizygotów. Dla starożytnych był to potężny wstrząs. Dziś nawet trudno wskazać paralelę. W każdym razie od tego momentu mit niezwyciężonego Rzymu prysł i nic już nie było w stanie zatrzymać upadku zachodniej części imperium. Być może gdyby w noc sylwestrową 406 r. n.e. przyszła odwilż, dzieje Europy potoczyłyby się inaczej i zamiast w językach germańskich czy romańskich, w Paryżu, Madrycie, Wiedniu, Lizbonie i  Rzymie wciąż mówiono by po łacinie.

W drugiej połowie XIII stulecia na wyspach japońskich ścierały się dwie frakcje polityczne. Pierwsza –procesarska, uznająca za boskiego namiestnika na ziemi każdego z kolejnych cesarzy i przyznająca mu władzę nieomal absolutną oraz druga, opierająca się na sile wielkich rodów feudalnych, które z panującego pragnęły uczynić posłuszną sobie marionetkę.  Zmagania pomiędzy zwolennikami obu opcji były przerażająco krwawe, a sam kraj i jego mieszkańcy cierpieli  chroniczną bezsilność i głód. Stan ten dla rozszerzenia swego panowania postanowił wykorzystać pierwszy mocarz ówczesnego świata czyli Kubilaj, w prostej linii potomek wielkiego Czyngis-chana.

W roku 1274 mongolska flota zaatakowała Japonię. W skład sił inwazyjnych weszło podobno cztery tysiące okrętów i statków, mających na swych pokładach niemal 140 000 ludzi. Najeźdźcy zdobyli przyczółki na wybrzeżu i toczyli na plażach zacięte boje z tymczasowo pogodzonymi samurajami oraz masami powołanego pod broń chłopstwa. Po niedługim czasie straszliwie poturbowani obrońcy wycofali się w głąb lądu. Droga do serca kraju stanęła w ten sposób otworem. Mongołowie uznali to jednak za wojenny fortel i w celu przegrupowania sił oraz znalezienia innego, słabiej bronionego miejsca do lądowania, wsiedli na środki transportu. Zdawać się mogło, iż dni niepodległości Kraju Kwitnącej Wiśni są już policzone, a jego ludność zapłaci krwawy haracz za stawianie oporu „panu czterech stron świata”.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura