44 obserwujących
295 notek
322k odsłony
1030 odsłon

Żydzi, Niemcy, Polacy i kilku Białorusinów, czyli Jedwabne wpisane w kontekst

Wykop Skomentuj18

Gdy nauka odkrywa odciski palców – zbrodniarze zakładają rękawiczki…
K. Turaliński

image

Prawdę mówiąc chciałem napisać notkę na temat toruńskiego małolata, który wszedł w ostry spór z równoletnim gloryfikatorem S. Bandery. To sprawa głośna i – wbrew pozorom – istotna. No, ale czasem bywa tak, że trzeba plany skorygować  (wybacz @force!). Zresztą powód zmiany nie jest błahy, ponieważ w ostatnich dniach boleśnie przekonałem się, że polska polityka historyczna nie może wyrwać się poza sferę, którą pięknie ukazano w filmie Siekierezada. Zapewne niektórzy pamiętają, lecz nie zaszkodzi przypomnieć…

D. Olbrychski (Kątny) ratując E. Żentarę (Pradera) otoczonego wściekłymi troglodytami, rzuca pełne ekspresji słowa:

"- Zawołać naszych chłopaków?
- Zawołaj!
Miejscowe zabijaki słysząc to znikają jak niepyszni. Dopiero po chwili okazuje się kogo Kątny miał na myśli:
- Jakich chłopaków? Tak w ogóle.
- Naszych chłopaków. Na przykład tych z powstania listopadowego.
- Aha. To i tych z powstania styczniowego też miałeś na myśli?
- Też. Miałem też na myśli tych z powstań śląskich.
- To i tych z powstania warszawskiego.
- Tak. Tych oczywiście też miałem na myśli.
- Gdybyś ich zawołał i gdyby cię posłuchali, byłaby to wielka i piękna armia. Duchów. Tych trzech tak się wycofało, jakby wiedzieli, co im grozi."

Literackim bohaterom udało się odstraszyć napastników, ale w realnym życiu nie można liczyć na to, iż sprytny propagandowy fortel na pewno przyniesie oczekiwane efekty. Odnoszę wrażenie, że mimo dobrych chęci, skala i zasięg, a poprzez to efektywność działań mających wreszcie postawić naszą historię z głowy na nogi, są wciąż niewystarczające. Dobitnym przykładem na potwierdzenie tego spostrzeżenia jest dyskusja jaką prowadziłem niedawno z pewnym – interesującym się historią – człowiekiem. A dotyczyła ona sprawy Jedwabnego. Można wierzyć lub nie, ale mój – bystry przecież – interlokutor bronił tez zawartych w pracy J.T. Grossa (pt. Sąsiedzi) niczym progu własnego domu. Dzięki tej wymianie zdań inaczej spojrzałem na skuteczność oddziaływania polityki historycznej i przekonałem się organoleptycznie, iż dalsze uznawanie, że jest „cacy” może zakończyć się absolutną i poniżającą  katastrofą. Dlatego też postanowiłem jeszcze raz wrócić do lipcowych wydarzeń z 1941 r.

Nie będzie przesadą jeśli powiem, że obywatel zainteresowany wspomnianą  kwestią prawdopodobnie czuje się zagubiony. Mnogość wątków, opinii i relacji oraz niejasność przekazu, powodują spory rozgardiasz w zakresie rozpoznawania przyczyn, przebiegu i skutków. W efekcie znaczna część publiki definiuje swój stosunek do sprawy nie w oparciu o fakty, jeno zdaje się na instynkt. Nie mam ambicji ani możliwości by dokonać rewolucyjnych zmian świadomości moich rodaków, sądzę jednak, iż próba wpisania wydarzeń jedwabińskich w szerszy i praktycznie nie uwzględniany kontekst, pozwoli zobaczyć tragedię w innym świetle. Zatem…

I.    Podglebie
Jedwabne leży w regionie, który w II Rzeczpospolitej był  prawdziwym tyglem narodowościowym. Przewagę liczbową mieli w nim Polacy, a codzienne spory wynikające z  rywalizacji ekonomicznej oraz różnic religijnych i kulturowych, znajdowały odzwierciedlenie w wynikach wyborów do władz ustawodawczych, które ze znaczną przewagą wygrywały ruchy i partie o charakterze chrześcijańsko-narodowym (w lokalnych bywało inaczej!).  Budziło to niezadowolenie ludności nie-polskiej posuwającej się nawet do czynnego zwalczania Państwa Polskiego i jego przedstawicieli. Skutek był taki, że gdy w wyniku IV rozbioru Jedwabne i okolice wpadły w łapy Sowietów, wielu reprezentantów mniejszości narodowych, a w szczególności żydowskiej, przyjęło ten fakt z zadowoleniem. Dotychczasowi gospodarze zostali zepchnięci do roli prześladowanej  i eksterminowanej fizycznie większości (sic!).  Niemały wpływ na taką przemianę mieli kolaborujący z Sowietami Żydzi; głównie komuniści. Zmiana okupanta na niemieckiego nie wróżyła niczego dobrego, ale o tym mieszkańcy miasteczka mieli przekonać się dopiero później, bowiem początkowo wygnanie bolszewików oceniali jako zamiany dżumy na katar. Najbardziej odczuwalnym okazało się zakończenie szarogęszenia się sowieckich popleczników. Znaczna lub nawet większa ich część uciekła przed hitlerowską nawałą, pozostali zaszyli się w domach oraz zlokalizowanych poza miastem ukryciach. Chwilowe zamieszanie umożliwiło przeprowadzenie samosądów, których ofiarami padło kilku komunistów pochodzenia polskiego  i żydowskiego (najpewniej już 25 czerwca 1941 r.). Niemcy zdawali sobie sprawę z napięcia panującego na linii Polacy-Żydzi i z lisią chytrością postanowili je wykorzystać.

II.    Media kontra rozum
Jak doskonale wiadomo, w medialnym świecie, również w naszym kraju, dominuje wersja prezentowana przez J.T. Grossa oraz jego zwolenników. W sposób jednoznaczny przedstawił ją stosunkowo niedawno  dr K. Persak:
„W Jedwabnem – miejscowości w powiecie łomżyńskim – 10 lipca 1941 roku doszło do straszliwej zbrodni, o której możemy powiedzieć, że miała cechy ludobójstwa. Tego dnia żydowscy mieszkańcy miasteczka zostali zgromadzeni na rynku, przez wiele godzin przetrzymywani, bici, upokarzani, a potem zapędzeni do drewnianej stodoły na obrzeżach miejscowości i tam spaleni żywcem. Bezpośrednimi sprawcami tej zbrodni byli Polacy – z Jedwabnego, ale także mieszkańcy okolicznych wsi. […] Wygląda na to, że Niemcy raczej stali na uboczu, przyglądali się, dopilnowywali, ale nie angażowali się bezpośrednio. Nie ma żadnego świadectwa, które by opisywało sytuację, że 10 lipca ktokolwiek zginął bezpośrednio z rąk Niemców. Nikt nie mówił, że ktoś użył broni palnej, strzelał albo choćby słyszał wystrzały. A przecież gdyby tak było, ktoś powinien się na to powołać choćby dla obrony – a tymczasem nie ma ani jednej podobnej wzmianki w aktach procesu sprawców.”

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura