Bielinski Bielinski
236
BLOG

Gówniany świat

Bielinski Bielinski Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 1
O tym, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Wiele się dzieje. Na niwie politycznej, społecznej i medialnej. Mamy nową gwiazdę parlamentarnego talk – szołu, celebryta i marszałek: Rysiek Cebula. Kto jest najpikniejszy we wsi? Wiadomo, Rychu. A kto najmendrzejszy? Też wiadomo – Rysiek. Kto najcudowniejszy, najdowcipniejszy, słowem: kilo, mega, hiper, super, giga i tak dalej, żeby trzymać się modnego, młodzieżowego slangu? Nasz marszałek Rysiek Cebula! Jaki nam się cud objawił. Zdaniem postępowych mediów, które pieją z zachwytu nad Ryśkiem. Co by nie zrobił, co by nie powiedział. Nawet jak Rychu pierdnie to zapachem fiołków i róż, lubo lawendy! Kanał sejmowy bije rekordy popularności na popularnych serwisach streamingowych. Szkoda tylko, że ten cud Ryśka wspaniałego trwał będzie tylko dwa lata. Niestety albo stety, marszałek Rysiek Cebula jest rotacyjny i za dwa lata wyrotują go, lub wyautują, Jaka strata dla oglądalności talk-szołów, talent szołów, innych telewizyjnych programów i kabaretów! I zastąpi go… Kto? Kolejny cud natury! Tym razem z lewicy: stary, postkomunistyczny wycieruch postarzały i wyłysiały w politycznej rozpuście zostanie rotacyjną, drugą osobą w państwie. I co z tego? Będzie piknie. Będzie śmieszne. Będzie dobrze. Naprawdę, nie czepiam się marszałka rotacyjnego. Lubię go. Bywa człowiek czasem smutny czy przygnębiony. Włączy sobie telewizor, a tam transmisja z Sejmu i nadęty Rysiek Cebula rozsiądnięty dużym zadem na tronie marszałkowskim. Ta jego fryzurka na jeża, te załzawione oczęta zza okrągłych szkieł okularów, ta pucułowata gęba wioskowego głupka i od razu człowiekowi lepiej, cieplej i weselej. Interesujące połączenie debila, małego cwaniaczka i wielkomiejskiego nygusa. Poprzedni marszałkowie, czy marszałkinie – z ręką na sercu, kto pamięta ich nazwiska? – nie dostarczali okazji do takich rozważań. Już samo to jest wielkim plusem marszałka rotacyjnego, Ryśka Cebuli. Będą i inne, Rysiek Cebula i jego koalicjanci już się o to postarają.

A zwłaszcza numero uno, wódz nad wodze, furher posród furherów, Herr Donald Okrutny, alias Straszliwy. Już zaciera ręce, już gębę wykrzywia marząc o rzezi niewiniątek z partii prawych i sprawiedliwych a tak mu nienawistnych. Nie będzie zmiłowania. Nie będzie prawa dla wrogów prawa. Nie ma miłości dla synów nienawiści. Na będzie litości dla wrogów praworządności i lepszego, niemieckiego porządku. Kaci już ostrzą noże, oliwią kajdany, piły, obcęgi i szczypce, pilnują ognia bacząc, by węgle jarzyły się czerwienią… Wszystko gotowe. Nadchodzi czas nowego, czas panowania Donalda Okrutnego, ale Sprawiedliwego. Który przyjaciół miłuje, zwłaszcza tych mówiących teutońską mową, a wrogów niszczy. Będzie palenie i wieszanie, wbijanie na pal i ćwiartowanie, i obdzieranie ze skóry. I inne tego typu zabiegi. Ale tyko dla złych, złych, podłych i występnych. A niszczenie złych jest dobre. Wyrywanie języków głoszącym mowę nienawiści wzmacnia mowę miłości. Więc jest dobre. Kto jest z nami jest dobry, kto nie jest z nami jest zły. Wszystko co czyni Herr Donald jest dobre i słuszne i sprawiedliwe. Trzeba wykorzenić zło, wytępić, wypalić do poziomu skały. By nie odrosło, by nie wróciło. By żyło nam się lepiej. Nam albo im. Co za różnica? Komuś na pewno będzie żyło się lepiej. Wyobrażam sobie, jak wszechmocny Herr Donald staje w domu przed wielkim lustrem otulony w wielki, biały płaszcz z czarnym krzyżem… widząc siebie jako Wielki Mistrz Teutońskiego Zakonu na rubieży zachodniej cywilizacji. Herr Donald z wielkim, czarnym krzyżem? Tak byłoby kiedyś. Dziś Herr Donald staje przed lustrem w wielkim, białym płaszczu z tęczową flagą pośrodku. Tęczowa flaga to symbol miłości tolerancji, afirmacji i toleranci, symbol tego co najlepsze… Oraz połączonych wydzielin zewnętrznych: śliny, potu, spermy, śluzu z pochwy, kału. Krwi!? To dla pożądających ekstremalnych wrażeń zmysłowych. Tak flaga siedmiobarwna współcześnie łączy, powiedzmy, piękno wewnętrzne, duchowe, z dajmy na to, z pięknem zewnętrznym w postaci różnych wydzielin organicznych. Duch i ciało są jednym. Symbole się zmieniają, ale obcęgi, piły i kajdany pozostają takie same dla wrogów dobra i/lub postępu. Tu się nic nie zmienia

Herr Donald ćwiczy przed lustrem. Herr Donald stroi miny. Otulony w swój teutoński płaszcz, jak rzymski cesarz w togę. Ćwiczy krok monarszy, majestatyczne przysiądnięcie, i iście monarsze wstawanie z zydla. Wypina zadek pod białym płaszcze to w prawo, to w lewo, uważając z której strony wygląda najlepiej. Przy okazji wyciska pryszcze, tu i ówdzie. Herr Donald ćwiczy gest ułaskawienia. To mu nie wychodzi. Znacznie lepiej udają się gesty typu: dobić go! Rzymski gest – kciuk skierowany w dół. Nowoczesna wersja – przeciągniecie kantem dłoni po gardle - ten gest Herr Donaldowi wychodzi iście po mistrzowsku. Potem Herr Donald nie zdejmując białego płaszcza siada przy biurku do pracy. Planuje wstępne tortury – komisje śledcze i parlamentarne. Na te myśl aż uśmiecha się, jak rzadko, promiennie. Pierwszy problem: ile ma być tych komisji? Herr Donald myśli. Myśli i myśli. I nic. Łeb jak kamień. Wydrążony kamień: na zewnątrz skała, w środku pustka. Wreszcie Herr Donald sięga po telefon. Specjalny telefon z zabezpieczeniami. Dzwoni do pewnej ambasady. Wiadomo jakiej, nie amerykańskiej. Przyjmuje go telefonicznie trzeci sekretarz ambasady. Trzeci sekretarz nie szczędzi Herr Donaldowi gorzkich uwag i upomnień. Za to, że jeszcze nie rządzi, że się leni, że się obija, a prawica nadal u władzy, za całokształt. Herr Donald pokornie wysłuchuje reprymendy oraz późniejszych instrukcji stojąc na baczność, wyprostowany jak struna. Po niemiecku, zna ordnung. Ale to nie rozwiązuje problemu. Herrr Donald wpada na sprytny pomysł. Wyciąga kości do gry. Rzuca jedną. Wypada: dwa. Kolejny rzut: jeden. Następny: cztery. Herr Donald placem obraca kostkę i jest: sześć! Tyle ile ma być! Los zdecydował. Komisji śledczych będzie sześc. Albo więcej. Jutro rzuci dwiema kostkami. Sześć, ale nie więcej niż dwanaście.

Zadowolony z siebie i znużony intensywna pracą Herr Donald udaje się na zasłużony wypoczynek a w nocy śni o torturach jakim podda wrogów swoich, Hiematu, tudzież postępu, a szczególnie radują go marzenia o mękach prezesa nienawistnej mu partii. Tak go to cieszy, że aż… Ale pomińmy pewne wydarzenia milczeniem. Nie wszystko trzeba i można powiedzieć. Wystarczy tyle wiedzieć, iż przygotowania do objęcia władzy nie są proste ani łatwe, ale czasami bywają przyjemne. Szczególnie w marzeniach.

 Pan marszałek rotacyjny Rysiek Cebula celebruje swoja nowa godność, Herr Donald knuje w ukryciu plany zemsty i okrutnej vendetty na oponentach, a inni politycy obozu światła i postępu już walczą o nowe lepsze jutro, lub przywrócenie praworządności. Mam tu na myśli panią posełkę Kamilę GaPa, tak ja nazwijmy, z partii postępowej i obywatelskiej, a jakże, którą koledzy partyjni wybrali do rady od sadownictwa, z zadaniem przywrócenia praworządności. Zadanie trudne, ale na było kogo nie trafiło. Sama wybór, najlepsi z najlepszych, a na czele pani Kamilka Gapa. Jeden z wybranych senator ma oskarżenia o korupcje i nepotyzm, ale co z tego? W krajowej radzie dla sądów oczyści się jak złoto w ogniu. Samą Kamilkę, czy też jej męża źli ludzie, a takich nie brak, oskarżali niecnie o zachachmęcenie funduszy partyjnych. I co? Niewinność pani Kamilki i jej męża wyszła na jaw w całej pełni. Dokładnie: sprawa ucichła, ukręcono jej łeb jak to zwykle u nas bywa. Być może pomógł romans między posyłką Kamilką o łysym przewodniczącym partii postępowej, o którym rozpisywała się prasa. Przewodniczący może i łysy, ale też i jurny i potrzeby swoje ma. Żar zmysłów zagłuszył ogień oskarżeń i pani Kamilka bez problemu dostała się do nowego parlamentu, gdzie z mety zabrała się do przywrócenia praworządności pośród niepraworządnych sędziów tworzących ową radę. Sejm głosami partii postępu wybrał trzech muszkieterów i dwie muszkieterki, wszyscy z partii postępowych, do zrobienia porządku w tej sędziowskiej stajni Augiasza. A tym członkiem (dokładnie członkinią) z ramienia na czoło wysuniętą objawiła się pani posełka Kamilka Gapa. Przed posiedzeniem rady była konferencja prasowa trzech muszkieterów i dwóch muszkieterek, po posiedzeniu był konferencja rzeczonych obrońców praworządności, a w trakcie wrzaski, obelgi i kłótnie połączone ze wyzwaniem policji. Osobliwa rzecz policja na takim zgromadzeniu, jako że chodzi o zebranie sędziów. Cyrk na kółkach. Ale człowieka już nic nie dziwi.

"Dziś jest początek końca neo-KRS. Wzywamy 15 nielegalnych sędziów – członków KSR do ustąpienia" - zagrzmiała na konferencji porannej posełka i członkini, rozumiem jak najbardziej legalna, Kamilka Gapa. Pani Kamilka wzywała nielegalnych członków do ustąpienia przed posiedzeniem, wielokrotnie na posiedzeniu i po posiedzeniu także wyzwała. Wzywała, wzywa i będzie wyzwać, bo ma jeszcze cztery lata mandatu posłeki. Ale przecież to bez sensu. Skoro ci sędziowie są nielegalnie wybrani, zdaniem pani posełki Kamilki i jej partyjnych współbraci i współsióstr oraz samego Donalda Okrutnego także, to przecież nie ustąpią. Wniosek: do ustąpienia można wyzywać tylko legalnie wybranych. Ale, jeśli są legalni, to po co ich wzywać do ustąpienia? Cóż, logika i rozum to nie są mocne strony posęłki Kamilki Gapa. Ale w gadaniu, w gębie, to niewielu ją prześcignie. Gdy posełka Kamilka Gapa uczestniczy w jakim programie to aż podskakuje z niecierpliwości, tak ją rozpierają te niewypowiedziane słowa, te mądrości, które kryje w sobie, że nie może usiedzieć w miejscu. A jak już dorwie się do słowa to jak karabin maszynowy; słowa leja się jej z ust jak woda ze strażackiej sikawki i ma końca tego potopu. Mogłaby mówić do wieczora i przez dwa dni i przez tydzień. I ciągle jedno i to samo! Rzadki talent. Trzeba przyznać, że pani Kamilka Gapa na włos nie odstępuje od partyjnej linii, nic dziwnego, ze załapała się na kolejną kadencje w parlamencie. Ma być może inne talenty, w to nie wnikam. Kiedyś nazwano ją myszka. Mysz, która ryczy. Istotnie, było coś na rzeczy.

Dziś posełka Kamilka Gapa mocno obrosła w piórka, znaczy utyła, ale ryczy jak dalej. Ryczy jak lew, czy gdaczę jak kura? Co kto woli. Jest powiedzenie, które pasuje tu jak ulał. Gdyby głupota mogła latać, to latałby jak gołębica. Albo jak pusty balon uniosłaby się do stratosfery. Pani posełka Kamilka Gapa zrobi karierę w nowym układzie parlamentarnym lub w nowym rządzie. Może zostanie ministra albo ministerką? Daj jej panie Boże zdrowie, bo na rozum już za późno. Na posiedzeniu rady posłeka Kamilka od razu ruszyła do walki, pretekstem było krzesło. Zajęła te, które jej się podobało i nie było siły by jej ruszyć. Godna podziwu wytrwałość. Inni powiedzą, że to głupie, ale nie, dla pani Kamilki krzesło to wartość sama w sobie. Nikt i nic, a zwłaszcza neo sędziowie jej nie ruszą. Nie wiem, kto zwyciężył w boju o krzesło, ale pani posełki Kamilki nikt z miejsca nie ruszy, zwłaszcza neo-sędziowie, i stawiam, że to ona była górą.

Kiedy czytałem o walce o krzesło, przypomniały mi się lata dziecinne i kolonie, na które wysyłano mnie w każde wakacje. A na koloniach, i to w czasach komuny, twarda walka o byt. Tylko się odwrócisz, a świsną ci podwieczorek albo ciastko. Czy podmienią jabłko tego ładnego na robaczywe. Dzieci znalazły sposób. Wystarczyło polizać swoje ciastko czy jabłko i nic nie ginęło. Zasada: polizane, nie ruszane. Mam radę na te spory. Na następnym posiedzeniu prześwietnej rady, posełka Kamilka Gapa zamiast się kłócić niech wyliże krzesło albo przynajmniej siedzisko, ale dokładnie: od kąta do kąta. I spokój. Polizane, nie ruszane. Jeśli braknie jej śliny, może obsikać. I też jej krzesła nikt nie riuszy. Nie trzeba będzie wyzwać policji. Może się także wypróżnić na swoje krzesło, by pokazać tym neo-sędziom co o nich myśli. Ale to wymaga pewnego samozaparcia. Od czego są koledzy, co maja farmy, co hodują krowy, czy świnie?

Na następne posiedzenie rady neo-sędziów pani posłeka Kamilka powinna przynieść worek krowiego łajna, takiego podsuszonego, żeby dał się formować w kulki. Jak który neo sędzia się odezwie to posełka Kamilka ukręciwszy po kryjomu kulkę, bęc go gównianą kulką w czoło. I będzie wesoło. Jeżeli jaka neo sędzina będzie coś tam szczekać prawie, o konstytucji, to posełka Kamilka usmaruje jej gębę w krowim łajnie. Jak będą się sprzeciwiać żądaniom przewodniej siły narodu, to dopiero na neo - sędziów spadnie grad gównianych kulek. Trzech muszkieterów i dwie muszkieterki co sił w palcach będą kręcić gówniane kulki i rzucać we wrogów praworządności. I dobrze im tak. Nawoływania do ustąpienie neo sędziów nabiorą siły i że tak powiem odpowiedniego aromatu. Że będzie to gówniana dyskusja na gówniane argumenty? A czy teraz i bez krowiego łajna jest inaczej?

Jak my mamy dobrze! Sami nie wiemy, co posiadamy ani nie potrafimy tego docenić. A przecież mamy Ryśka Cebulę, celebrytę i szołmena co daje darmowy szoł na stanowisku rotacyjnego marszałka. Mamy geniusza polityki, Herr Donalda Okrutnego, srogiego, ale sprawiedliwego, współczesnego Machiavellego, co w zaciszu swoich apartamentów obmyśla dalsze błyskotliwe ruchy na szachownicy dziejów, widząc co najmniej na osiem ruchów do przodu. No i mamy posełkę Kamilkę Gapę – mysz, co ryczy jak lew i gdacze jak kura – walczącą o praworządność z worem gównianych argumentów. Że gówniany to świat? Może i gówniany, ale nasz. Mając tyle dobrego, tyle ciekawych, a przynajmniej śmiesznych postaci, grzechem byłoby się na cokolwiek uskarżać. I tego warto się trzymać.


  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.


Bielinski
O mnie Bielinski

Dla chcących więcej polecam książkę: "Kto może być zebrą i inne historie" wydawnictwo: e-bookowo

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka