2 obserwujących
130 notek
67k odsłon
  524   0

Petardą w czółko

Fajerwerki – jak co roku z okazji Sylwestra grupa rodaków pożegna się z własnymi dłońmi. Niektórzy nawet tego nie zobaczą z powodu utraty wzroku. Prawo pozwala na durne pirotechniczne zabawy i mało kogo to obchodzi

Niemiecka straż graniczna już wzmacnia kontrole aby wyłapywać szmugiel „Polen-Boeller”, czyli polskich petard. Niemieckie petardy mogą zawierać tylko do 6 gram czarnego prochu, bez innych substancji wybuchowych. Dlatego odgłos wybuchu jest marny, atrakcja słaba i jedynie lekko poparzyć się można. Co innego polskie petardy. Huk ogromny a i posmak ryzyka większy, o czym świadczą dziesiątki pokaleczonych Niemców, którym zachciało się bawić z „Polen-Boeller”.
Także w Holandii policja ciężko pracuje nad ukróceniem procederu sprowadzania polskich fajerwerków. Media podają, że już namierzyła 350 osób które fajerwerki kupiły w naszych internetowych sklepach. W zeszłym roku polskie petardy konfiskowano na tony. Warto dodać, że w Niemczech i Holandii petardy i fajerwerki wolno kupować tylko przed Sylwestrem.
A u nas wolność, wolność i swoboda. Materiałów pirotechnicznych można kupić kiedy się chce i ile chce, na przykład tonę, po czym odpalać je ku radości własnej i całej rodziny. Formalnie wolno je sprzedawać tylko osobom pełnoletnim i tylko pod kontrolą dorosłych odpalać. Faktycznie jest to przepis martwy, po ulicach już snują się stada małolatów walących petardami gdzie się da.
Czyli powtórka z rozrywki – rozerwane ręce, uszkodzone oczy, poparzenia, pożary. Zgonów osób o słabym sercu, którym ktoś cisną petardę pod nogi, nikt nie liczy. No i setki jeszcze te tysięcy przerażonych psów i kotów, przez 2 – 3 miesiące uspokajanych przez wkurzonych właścicieli, bo tyle przeciętnie trwa zabawa petardami.
Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że są wojewodowie którzy poszli po rozum do głowy i ograniczyli prawo do pirotechnicznych popisów do sylwestrowej zabawy. Ale to za mało. W Polsce powinno się odgórnie wprowadzić przepisy wzorowane na niemieckich, zarówno co do terminów odpalania fajerwerków i petard, jak ich składu chemicznego.
A spragnieni wybuchowych zabaw powinni pamiętać, że każdy może się pomylić. Tak jak pewien Filipińczyk, który grożąc granatem uprowadził samolot lecący z Davao do Manili. Zrabował współpasażerom równowartość 25 tys. dolarów, odbezpieczył granat, wrzucił zawleczkę do kabiny i wyskoczył na spadochronie domowej roboty. Nie dość, że spadochron okazał się nieskuteczny, to porywacz wciąż ściskał odbezpieczony granat. Ile zostało z Filipińczyka, pozostawiam wybitnej domyślności Szanownych Czytelników.
Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale