Okiem ogrodnika
Rodzina i społeczeństwo, czyli - jak żyć?
99 obserwujących
1561 notek
559k odsłon
  187   2

Dlaczego nie popieram Ukrainy. Zdanie odrębne

Pewnie będę miał przechlapane, ale sumienie nakazuje przedstawić i tę opcję.

Jakie perspektywy są dla relacji polsko - ukraińskich w przypadku wygranej Ukrainy?

Czy tzw. "poważni" politycy roztaczają przed Polakami wizję przyszłych stosunków? Jakoś cała narracja przypomina "program " PO, który składa się z jednego hasła: odsunąć PiS od władzy. Tu mamy też podobne ujęcie - "dop... Rosji".

W zasadzie nie mam nic przeciwko "dop..." Rosji, ale powstaje kwestia - co dalej?


Chyba jest oczywistym, że przegrana Rosji w tym konflikcie musiałaby doprowadzić do niestabilności i możliwego rozpadu państwa. Tak jest w Rosji  jako kontynuatorce Księstwa Moskiewskiego. Można rozważać, czy wtedy nie doszłyby do władzy czynniki gorsze od obecnych. Ten kierunek pozostawiam otwarty.

Opcja rozpadu i utworzenia drogi dostępu dla eksploatacji rosyjskich bogactw naturalnych przez Zachód - jest łagodniejsza i bardziej kusząca. Ale jawi się pytanie, czy te korzyści będą też udziałem Polski, czy też jak w Iraku i Afganistanie ...


Sądzę, że warto sobie przemyśleć ten wariantowy rozwój sytuacji - z wszelkimi wskazaniami wpływów na Polskę w świetle kierunków rozwojowych i dążeń Polaków, a wynikających z polskiej odrębności. Pewne wskazania są wyraźne - choćby kwestia "covid",  nacisków na polską "praworządność", czy zasady współżycia (LGBT+).  Sprawa kosztów utrzymania (energia, żywność), a dochodzi edukacja i wiek emerytalny.  Już nie rozpatruję kryzysu finansowego wynikającego w znacznej mierze ze swobodnego dodruku $. To tylko rysujące się kierunki przemian z jakimi spotkamy się w najbliższej przyszłości, a ich natężenie będzie powiązane z wynikami kampanii ukraińskiej.


I kwestia relacji polsko - ukraińskich. Jak zareaguje Ukraina przy wygranej? Czy przeprosi za Wołyń, czy też raczej wysunie roszczenia do Chełmszczyzny i Przemyśla z okolicami? Na jakich zasadach możliwe jest budowanie wspólnej przyszłości - bez rozwiązania kwestii zaszłości?

Konflikty nie trwają wiecznie - przychodzi czas pokoju wymuszonego choćby brakiem sił i zdolności do dalszych walk. I trzeba jakoś życie ułożyć. A tu brak jest nawet rozważań na ten temat.


Drugi wariant - wygrana Rosji i osiągnięcie przez nią założonych celów. Ten wariant wydaje się i bardziej prawdopodobny, i perspektywicznie korzystniejszy. 

Oczywiście - wymaga wymiany ekipy rządzącej Polską i to w równym stopniu chodzi o PiS jak i PO (jako opozycja). Po prostu - trzeba wymienić całą klasę polityczną. Dlaczego? Bo ta się skompromitowała i straciła historycznie mandat władzy. Aby to było możliwe - musiałyby zajść też istotne zmiany na Zachodzie - i być może "ukraińskie zaangażowanie" się do tego przyczyni. Może spełnić rolę wyzwalacza, gdyż jest też dużo innych czynników osłabiających istniejące struktury.


Z jaką sytuacją mielibyśmy do czynienia? 

Rosja nie chce (nie jest zdolna) do okupacji całej Ukrainy. Od Kijowa na Zachód istnieje pas, który byłby bardzo kłopotliwy w zarządzaniu. Do tego biedny. To "gorący kartofel", który Rosja chętnie podrzuciłaby komuś innemu (potencjalnie - Polsce). Złośliwość takich zamierzeń - jest nad wyraz oczywista.

Moim zdaniem - ta kadłubowa, a faktycznie obejmująca tereny o nacjonalistycznych skłonnościach, Ukraina - powinna pozostać samodzielną jednostką i budować zręby własnej państwowości. (Mam poważne wątpliwości, czy Ukraińcy to potrafią - patrząc na ich roszczeniowość pozbawioną odpowiedzialności).

Ale taka próba powinna zostać podjęta już z uwagi na wyładowanie nacjonalizmu; to ruch podobny chęci wyzwolenia się nastolatka z wpływu rodziców, który musi doświadczyć konieczności zapracowania na swoje utrzymanie.

Polska powinna życzliwie przyglądać się procesowi. Dlaczego życzliwie - mimo zaszłości? Bo zawsze będzie to nasz sąsiad z którym trzeba utrzymywać jak najlepsze stosunki. Przyszłość ma sens tylko we współżyciu, a jątrzenie nie prowadzi do dobrych następstw.


W zarysowanej, ale bardzo realnej perspektywie (zmęczona wygraną Rosja, Zachód bardzo osłabiony przegraną), jest szansa na budowanie Trójmorza jako struktury pozwalającej na odbudowę relacji społecznych w regionie. Oczywiste, że muszą to być relacje win - win, a takie leżały o zasad Rzeczypospolitej. Na takiej też zasadzie budują swe wpływy Chiny.

Pozostaje kwestia Rosji.

Tu trzeba zauważyć, że Rosja, po wygranej, znajdzie się w trudnym położeniu. Dotychczasowy model (turańszczyzna) nie jest w stanie sprostać wyzwaniom. Przecież powstaną nowe odrębności (czy o charakterze państwowym?) - DRL, ŁRL, ale też Noworosja, być może  Zaporoże - konieczne będzie ułożenie relacji i nie będzie to system w pełni scentralizowany z jakim mamy obecnie do czynienia w Rosji.

Będą problemy odbudowy zniszczeń powojennych - a przecież z Zachodem będą kiepskie relacje. Do tego będzie silny, narastający nacisk ze strony Chin.

Jednym słowem - Rosja będzie potrzebowała odmiennych dotychczasowym, nowych koncepcji rozwojowych - albo zostanie podporządkowana Chinom. Jedynym ratunkiem jest skorzystanie z polskich doświadczeń i rozwiązań występujących w Rzeczypospolitej.


Perspektywicznie - upatruję szans na  stworzenie stabilnych zasad współistnienia właśnie we współpracy z Rosją. To odległa perspektywa, ale mająca szanse na stabilność. Inne warianty mają dużo gorsze rokowania. Ale o tym już w innych zapisach.

Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale