Miałem napisać kolejną notkę z rozwinięciem dotyczącym tworzenia elit. A tu wpadła do mnie sąsiadka z listą poparcia dla swej kandydatury na radną.
Pogadaliśmy, likwidując moje zasoby nalewki na cytryńcu, które „chomikowałem” na czarną godzinę. Walory zdrowotne napitku są już dosyć znane – mnie suszone owoce uratowały w Tybecie życie, ale tu, na nizinach, forma nalewki wydaje się słuszniejsza. (I w ten sposób powstanie kolejnej notki odsunęło się o kolejne dni...).
Nie biorę udziału w wyborach, co pozwala na bardziej wyważoną ocenę. Powstało pytanie:
Jakie mamy wybory? Jakich kandydatów? Jakie programy?
Trzeba przyznać, że mało interesująco to wszystko wygląda. Kampania wyborcza prowadzona jest dokładnie w tej samej formie, co poprzednio; kandydaci przebierają nogami z nadzieją na stołek - tylko, czy zmiana wójta zmieni cokolwiek na lepsze w Gminie?
Sądzę, że podobnie jest w wielu innych Gminach. Kampania wyborcza ma się nijak do rzeczywistych działań beneficjantów wyborów; jakaś tam liczba „swoich” obsadzi stołki, zrobi się kilka spektakularnych działań. Tylko, czy szanowni Czytelnicy zauważyli jakieś zmiany w podejściu do obywateli? Jakieś działania w ich , podmiotowym, interesie?
W moim przekonaniu zmian takich praktycznie nie da się zauważyć.
Podam przykład. Kilka lat temu zaświadczenie o posiadaniu gospodarstwa rolnego dla celów stypendialnych dzieci załatwiało się „od ręki” (Gmina Raszyn i Tarczyn – bo tam mam swe „posiadłości”). Później było z dnia na dzień, a ostatnio to chyba 3 dni.
Co daje udział w wyborach z punktu widzenia zwykłego obywatela?
Dlatego w swojej Gminie zaproponowałem, aby nie „zmieniać” wójta, ale „wyciąć" jego kandydatów na radnych. Tak, aby wszystkie decyzje były krytycznie kontrolowane.
I powołać OKO – Obywatelski Komitet Obserwacyjny. Organ, który zaopiniuje kandydatury poszczególnych radnych.
Bo jest oczywistym, że część kandydatów jest „z łapanki” – komitet, aby wystawić kandydata na wójta, musi też wystawić pewną ilość kandydatów na radnych. I nie wszyscy z nich są tymi „właściwymi”.
Ta notka jest też odpowiedzią na przynaglania SL i innych odnośnie konkretnych działań dążących do przebudowy Polski. OKO byłoby formą realizacyjną dla organizacji jaką prezentowałem. Ale też OKO nie może mieć nawiązań partyjnych – to musi być grupa ludzi znająca się lokalnie z kandydatem – dać ocenę na podstawie znajomości w miejscu zamieszkania. A „wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi”.
Nie ukrywam, że to rozwiązanie może zostać wykorzystane w wyborach parlamentarnych.
Jest też częścią idei EDEN – tak nazwałem całość projektu.
Ale o tym w następnych notkach; tu jedynie dla wskazania, że nie jest to projekt oderwany od realiów.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura