„Ja jestem Drogą, Prawdą, Życiem” powiedział Chrystus.
Kto, czy też co zostało ukrzyżowane: człowiek, czy wskazane wartości będące wytycznymi dla życia w zgodzie z Jego nauczaniem?
Haniebna śmierć Chrystusa, Jego ukrzyżowanie na wzgórzu, gdzie mieszkańcy wyrzucali odpadki wskazuje, że chciano zniszczyć wszystkie ślady nauczania. Nawet zabranie ciała Ukrzyżowanego przez Józefa z Arymatei nie zawiera nadziei; jest tylko godnym pochowaniem pamięci pięknej idei. Gest słuszny, ale nie rzutujący na przyszłość.
Czy obecnie nie jesteśmy w identycznym położeniu? Przecież wskazane wartości są powszechnie hańbione, a ludzie, którzy starają się je przestrzegać są wyśmiewani, a nawet poddawani ostracyzmowi. Podobnie jak wtedy, gdy samo przyznanie się do znajomości z Chrystusem stwarzało zagrożenie.
Nie chcę nadmiernie epatować przykładami, bo jest ich dużo – choćby próby potępienia za logiczną ocenę stanu psychiki sędziego Rzeplińskiego dokonaną przez Ziobrę; sam fakt wypowiedzi poddawany jest ostracyzmowi z punktu widzenia tzw. „poprawności”. Odmiennym jest mycie nóg imigrantom przez papieża Franciszka: czynność nawiązująca do sceny przez Ostatnią Wieczerzą. Tyle, że to umycie nóg dotyczyło członków wspólnoty, gdy imigranci nie tylko do niej nie należą, ale często deklarują niechęć do takiej przynależności. Jaki przekaz niesie ten gest?
Dalsze przykłady każdy może sam znaleźć.
Inspiracją tekstu była notka Godziemby (http://chris1991.salon24.pl/703122,wielka-noc#comment_11371114), gdzie Autor przytacza Zbigniewa Herberta w opisie obrazu sceny ukrzyżowania „Męczeństwo Pana Naszego malowane przez Anonima z kręgu mistrzów nadreńskich.”
Inspiracja szczególna, bo krytyczna, a to z tej racji, że koncentruje się na plugastwie bohaterów tej sceny, gdy w moim przekonaniu, jest to błędne ustawienie akcentów; plugawość postaci wykonujących ten niecny proceder nie może być pomijana, jednak znacznie bardziej obciążeni są ci, którzy doprowadzili do skazania człowieka uczącego innych zasad życia, a wykonania wyroku w warunkach mających sugerować pogardę dla tych zasad.
Razi mnie ta postawa zauważana zwłaszcza w działaniach instytucji, które mienią się być strażnikami nauki Jezusa. Koncentracja nad formą samego czynu przeważa nad refleksją o jego przyczynie, a często staje się jego nieświadomym kultem.
Przyznaję, że nie akceptuję tych form i z racji wskazanych nie chcę uczestniczyć tak rozumianych przejawach kultu.
Końcowa refleksja jest jednak inna – radosna. Bo pomimo tych wszystkich działań mających uśmiercić i skazać na hańbiące zapomnienie Drogi, Prawdy, Życia – te zmartwychwstały dając nam radosną nadzieję na przyszłość.
Nie warto więc szpecić swej wyobraźni plugastwem postaci realizujących plany zdegenerowanych mocodawców. Raczej pogrążmy się w zadumie, dlaczego do tego doszło i jaki w tym udział naszej spolegliwej uległości.




Komentarze
Pokaż komentarze