No to poleciałem. Ciężko przestraszony i niedostosowany. Najbardziej przestraszony niedostosowaniem; czy potrafię w miarę szybko dopasować się do warunków życia i okoliczności jakie będą mi towarzyszyć?
Początek fatalny. Kobieta z kazachskiej straży granicznej wbija mi źle pieczątkę na wizie. Dalsze wyjaśnienia i przeprawiania tylko pogarszają sytuację. Dla niej żaden problem, ale wiem, że ja będę miał później kłopoty. (I rzeczywiście).
Próbuję poznać „geografię” portu lotniczego w Ałmacie. Stado taksówkarzy z ofertami. Pytam o cenę dojazdu do dworca autobusowego: 300 tenge. (1USD = ok.120 tenge). To dobra cena. Na miejscu okazuje się, że on powiedział 300 za 1 kilometr. Awantura. Mówię, że jak chce to idziemy na policję. W końcu daję mu 20 USD, co odpowiada 2500 (1/3 żądanej sumy). Jestem wściekły, że dałem się podpuścić. W drodze powrotnej, za przejazd autobusem na tej samej trasie zapłaciłem 40 tenge.
No to początek fatalny.
Po wyjściu z taksówki jest natychmiastowa propozycja przejazdu taksówką do Biszkeku (Kirgizja), za 2000 tenge. Po 15 minutach pojawia się dziewczyna chętna do jazdy. Jest komplet. Ruszamy.
Przy wyjeździe jeszcze panoramka okolicznych górek; mimo wczesnej pory silne zamglenie, (kurz pustyni) które będzie mi towarzyszyć przez całą drogę.

Widok z drogi Ałmata - Biszkek w kierunku Ałtaju
Szybko pokonujemy trasę – ok. 200 km. Część to chyba jedyny w tym rejonie odcinek autostrady. Drobne problemy na granicy – służby musiały ustalić status Polaka i to jeszcze przekraczającego granicę pieszo (tak szybciej).
Kierowca dowozi nas do północnego dworca autobusowego. Tam w okolicy znajduję jakiś punkt noclegowy, w przeliczeniu to chyba całe dwa złote. Standard kiepski, ale można się wykąpać. I przespać. A byłem zmęczony całonocnym lotem i dojazdem do Biszkeku.
Koło południa wybieram się na przechadzkę po mieście. Zwiedzam tutejszy bazar – w zasadzie niewiele się różni od naszego np. Słomina. Zestaw towarów taki sam – wszystko chińszczyzna. Nawet ceny podobne w przeliczeniu.
Już chyba gdzieś podejmowałem ten wątek; świat się unifikuje telefonią komórkową, internetem i chińskimi produktami masowymi.
Miasto, jak na tamtejsze warunki ma trochę interesujących budynków. I tyle. Dziewczyna z którą podróżowałem mówiła, że ma tu rodziców, którzy jednak w czasie letnim zajmują się wypasaniem owiec itp. zajęciami hodowlanymi. Zatem dalej istnieją silne związki mieszkańców miasta z tradycyjnym sposobem życia.
Jedyną ciekawostką są oryginalne napoje o specjalnej fermentacji pozwalającej z produktu krowiego mleka uzyskać płyn o smaku zbliżonym do kumysu. (20 som/1/2l).

Biszkek. Aleja bohaterów.

Biszkek

Biszkek
Biszkek. Budynek "z Leninem". Czyżby chciał zatrzymać ruch?

Biszkek. Widok w kierunku gór.
Wracam do mojego „hotelu”. Przy przejściu przez okolicę dworca autobusowego zagabują mnie, czy nie zamierzam jechać dalej np. do Osz. Mam zamiar jeszcze trochę pobyć w Kirgizji. Tylko wymijająco wspominam, że może. Sam jeszcze nie wiem.
W pobliżu jest mini barek z jakimiś potrawami. Przy jedzeniu nawiązuję rozmowę z dziewczyną harującą w tym interesie. Może by tak nasze feministki... 30 lat, mężatka, dwoje dzieci i pracuje od wczesnych godzin rannych do zmroku. I jest zadowolona.
Wcześnie rano pobudka. Przyszedł kierowca jadący do Osz i stwierdził, że właśnie pojawił się Francuz, który też tam chce jechać. To ze mną będzie komplet. I żebym się zwijał.
No to w 10 minut się zebrałem.
Trasę (ok. 700 km) można przejechać albo „marszrutką” – zwykle np. mercedes bus starego typu), albo taksówką. Bus kosztuje ok. 600, a taxi ok. 1000. Jazda jak jest komplet. Naszą taksówką jest Wołga. Poza bagażami, gdzie mój plecak to „pikuś” jedzie: kierowca (Kazach, ale z Kirgizji), Uzbek, Tadżyk z żoną i ok. rocznym dzieckiem, Francuz i ja . Międzynarodowa obsada.
Po kilkudziesięciu kilometrach zbliżamy się do gór. Po drodze wielkie pola nieużytków z rozpadającym się systemem irygacyjnym.
Zatrzymujemy się na śniadanie. Jeszcze myślę po europejsku i zamawiam jakieś dziwne danie; trzeba jeść to, co tam się je o określonej porze. Miejscowość nazywa się Sosnowka. Tak typowo po kirgizku. Nasi tam byli?

U podnóża gór Kirgiz. Sosnowka.
Zaczynają się ciekawe widoki. Powoli wjeżdżamy na przełęcz ok. 4000 mnpm. To blisko granicy śniegu. Są płaty. I otwiera się rozległy widok na południe. Niestety zamglony. Ciekawostką jest, że z przełęczy akurat przygotowuje się do lotu jakiś paralotniarz. Cudowna perspektywa. Kilkadziesiąt kilometrów lotu. Jak mu zazdroszczę.

Widok z przełęczy
Zjeżdżamy w dół. Jeszcze po drodze zatrzymujemy się na kumys. Płacę za wszystkich (niezbyt wielka kwota – 20 som/czarka ok. 0,5 l), ale to przełamuje lody. Kierowca i inni towarzysze podróży zaczynają w nas (mnie i Francuzie) dostrzegać normalnych ludzi. Zaczynamy rozmawiać o ich sprawach rodzinnych, o warunkach życia. Także o powodach traktowania z dystansem Europejczyków.
Po drodze jeszcze zatrzymujemy się w barze serwującym dobre pierożki. To pierwsze symptomy przełamywania lodów. Pierożki rzeczywiście dobre. Przy okazji wyjaśnienie gestu „obmywania’ na zakończenie posiłku. W restauracji staruszka obwieszona wszelkimi możliwymi medalami. Także Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Ta tradycja jest tam jeszcze żywa i przyprawiona nostalgią.

Białe skały w okolicy "pierożków".

Nasz kierowca

Zalew Toktogul. Niezagospodarowany.

Poniżej zapory Kara Kol ...

...i sama zapora.

Przydrożny bazar

Zaprzyjaźniony sprzedawca.
Przed dojazdem do Osz musimy objechać enklawę uzbecką. Jakieś lokalne problemy. Nadrzucamy kilkadziesiąt kilometrów. Dzięki temu, po dogadaniu (wreszcie dotarło do kierowcy, co może być dla mnie interesujące), zwiedzamy minaret i pozostałości meczetu w Ozgon.

Meczet w Ozgon ...

...i minaret.
Wśród opowieści kierowcy jest i ta, że ma czwórkę dzieci, ( najstarsza córka ma właśnie wyjść za mąż), ale utrzymuje też troje dzieci siostry, która została zamordowana w Nowosybirsku (handel). Dopiero po takich informacjach trochę lepiej można zrozumieć istniejące zależności.
Już o zmroku docieramy do Osz. Ponieważ kierowca ma jeszcze ok. 100 km do przejechania, wysadza mnie na przedmieściu. (On mieszka w Kyzył-Kija – mówi, że jest tam źródło, o niezrozumiałym dopływie doń wody - ciekawostka). Wzywa lokalne taxi na dowiezienie do hotelu.
Melduje się w hotelu Ołeń. Przyzwoicie. Dzień na zwiedzanie miasta i znalezienie możliwości dojazdu do Kaszgaru (Chiny).

Tron Sulejmana

Panorama Osz ze szczytu Tronu Sulejmana

Krzak pamięci. Tam jest zwyczajem pozostawianie po sobie jakiegoś śladu obecności w miejscu, gdzie byliśmy. Buddyjskie stupy to chyba pozostałość po wcześniejszych wierzeniach, gdzie w miejscach uznawanych za święte, przechodnie dokładali kamieni do istniejących stert.
Tamtejsza mentalność polega na interesowaniu się tylko tym, co danej osoby bezpośrednio dotyczy. W hotelu był adres firmy turystycznej zajmującej się organizacją transportu do Chin. Obszedłem całe miasto, aby dostrzec, że wskazana ulica to przylegająca do hotelu. Od szczytu budynku była tablica informacyjna. Poniżej dwa lokale fryzjer i prawnik. Z prawnikiem porozmawialiśmy na tematy polityki ogólnoświatowej itd. Ale o biurze turystycznym nic nie wiedział. Fryzjer także. Wzdłuż dłuższej części budynku, poza wejściem do hotelu, było wejście do biur turystycznych sprzedających bilety linii lotniczych itd. O wspomnianym biurze oczywiście nikt nie wiedział. A wejście było od drugiego szczytu.
Miasto typowo wschodnie; życie koncentruje się wokół bazaru i lokalnego dworca autobusowego, usytuowanych w centrum.
Ponieważ do Kaszgaru autobus odchodzi dopiero o godz 21.00 zatem miałem jeszcze czas na zwiedzanie okolicy. Jadę w kierunku miejscowości Marhamat (to już Uzbekistan) obejrzeć rysunki naskalne.

Podnóże skały z malowidłem. Opiekun miejsca.

I skała z prehistorycznym rysunkiem. Klacz ze źrebięciem.
Później wędruję po okolicznych wsiach podglądając warunki życia. Jak na mój gust zadziwiająco normalne. Typowe osadnictwo, gdzie są warunki utrzymania rodziny w tamtejszych okolicznościach. Rolnictwo ekologiczne; tylko w małym stopniu nastawione na sprzedaż nadwyżek produkcji.

Róża chińska

"Krowi" opał suszony na zimę.

Chodnik przed domem. Dość typowy sposób zagospodarowania.
Po drodze widać wiele ruin zakładów czasu sowieckiego. Ten okres Kirgizi wspominają jako czas rozwoju. Bo Rosjanie dali im ludzi, którzy tworzyli podstawy bytu. Po rozpadzie Rosji sowieckiej upadło też wiele z istniejących zależności. I brak miejscowych, którzy byliby w stanie podtrzymać i rozwijać życie gospodarcze. Dlatego we wszystkich krajach rejonu wspominają czasy Sowieckiej dominacji z nostalgią i szczerym żalem. Obecne władze to skorumpowane klany dbające „po wschodniemu” wyłącznie o swoje interesy.
Wracam do Osz. Jakiś posiłek. Drobne zakupy i właściciel biura turystycznego odwozi mnie na dworzec kilka kilometrów za miastem przy tej samej ulicy.
Dworzec to monumentalna budynek powoli popadający w ruinę, ale jeszcze w przyzwoitym stanie. Pozostałość po rozmachu poprzednich władz.
Autobus (sypialny) zapewnia komunikację dla lokalnych handlarzy udających się do Kaszgaru. O 21.00 ruszamy. Mamy jechać całą noc do granicy. Trochę żałuję widoków. Na przełęcz Erkesztam (3500 mnpm), docieramy o świcie. Zimno – przymrozek. Trochę ładnych widoków.

Przed przełęczą

Przed przełęczą

j.w.

j.w.

j.w.

Na przełęczy
Odczuwam pierwsze objawy braku tlenu. Korowody graniczne. Chiny w porównaniu z Kirgistanem to kraj wysokiej cywilizacji.
Do kirgiskiego punktu granicznego dotarliśmy ok. 7.00, a po chińskiej stronie znaleźliśmy się dopiero po 15.00. Dalej już tylko droga do Kaszgaru, gdzie docieramy ok. 20.00 .

Ponad kilometrowe zbocze o charakterystycznym kolorze gliniastych skał. Widoczne ślady erozji.
Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na posiłek; zmuszony zostałem do użycia pałeczek. I to mi zostało do dziś; są wygodniejsze w użyciu.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura