Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
346
BLOG

Połoniny w październiku

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Kultura Obserwuj notkę 18
     Dawno nie byłem w Bieszczadach, a ponieważ w tym roku nie miałem czasu i możliwości oderwać się od codziennych zajęć to skorzystałem z chwilowej przerwy w działalności. Zwłaszcza, że pogoda po temu sprzyjała.
     Nie bywałem „na szlaku" i z tej przyczyny, że silne skaleczenie powyżej kostki (żyła, ścięgna i nerwy) powodowało reakcje na niskie temperatury i opuchliznę nogi po dłuższej przechadzce. Co prawda w ub. roku udało mi się „zaliczyć” Kailash Korę, ale chyba było to stymulowane psychiką. Postanowiłem więc sprawdzić rzeczywiste możliwości.
       Żona została „pilnować domu” – nie, nie z racji „podziału obowiązków”, a z uwagi na stan zapalny kolana. A ja zaplanowałem sobie dojechać do Wetliny, wejść na Połoninę Wetlińską, zanocować w Chatce Puchatka, przejść do Ustrzyk Górnych przez Caryńską, a następnie przez Szeroki Wierch wejść na Halicz i wrócić przez przełęcz Bukowską i Wołosate do UG. Dalej w zależności od stanu pogody i własnego.


      Jako pomny Bieszczadów nabyłem sporo jedzenia – aby przetrwać w „dzikich ostępach”. Plecak zatem trochę ważył, bo choć rzeczy osobistych miałem mało, ale za to lat już dużo, a przenosiłem się z miejsca na miejsce z „dobrodziejstwem inwentarza”.

       Spokojnym marszem, przy słonecznej pogodzie, dotarłem na Przełęcz Orłowicza.

Z przełęczy Orłowicza w kierunku Smereka

 


A to w przeciwną stronę


 2 godz. Czyli norma. Na Smerek się nie zdecydowałem, bo nie byłem pewny swych możliwości. Zwłaszcza, że plecak stawał się coraz cięższy, a do schroniska jeszcze trochę . Mijający mnie turyści wyrażali swe uznanie dla mego „garbu” – sami zwykle mieli jedynie „kosmetyczki” na plecach. Ich zdziwienie i uwagi zamierały dopiero przy stwierdzeniu, że ci z moich rówieśników, którzy nosili mniejsze plecaki, już nie chodzą po górach, a „mnie jeszcze zostało”.


       Schronisko na Połoninie nieco się zmieniło. Dyżurka GOPR znajduje się teraz w dobudowanej części – przyzwoita, a dawny „hall” wejściowy, po „ucywilizowaniu” dawnej drewutni stanowi salę recepcyjną, gdzie można napić się i odpocząć w czasie deszczu. Część kuchenno-mieszkalna została powiększona o dawną GOPR-ówkę, co zwiększyło możliwości płynnej obsługi „ruchu turystycznego”. Takie zmiany planował Lutek Pińczuk (to ten z „wiatr od połonin, od Wetliny”) już ponad 10 lat temu, kiedy ostatnio o tym rozmawialiśmy. Fakt, że część wschodnią należałoby jeszcze powiększyć – dałoby to możliwość jednoczesnego posadzenia ok. 30 osób, ale są z tym jakieś problemy własnościowe.

 

W kierunku na Suche Rzeki

     A Lutek na Połoninie króluje od ponad 20 lat ( wraz z Dorotą). I jak rozmawiałem z kimś „na dole”, to chyba tylko oni są w stanie podołać warunkom tam panującym. Lutek dobiega 70-ki. Trzyma się dobrze. Może właśnie trudne warunki konserwują – Dorota obsługuje turystów. Trzeba tam przywieźć wodę i zapewnić drewno do gotowania i ogrzania budynku. Jak mi mówił, wreszcie jakoś dogadał się z Parkiem i przestały występować problemy z pozyskiwaniem wiatrołomów. Ściągnąć, pociąć i porąbać drewno dla całego schroniska.Trzeba też zwozić śmiecie, których, zwłaszcza latem, jest dużo. To ciężka fizyczna praca.


Połonina

      Tymczasem w zimie samo przetrwanie tam dla niejednego byłoby wyczynem. Miałem taką przygodę: w gestii GOPR jest palenie agregatu celem ładowania akumulatorów zapewniających łączność. Robi się to wieczorem tak, aby w czasie pracy agregatu było też światło w schronisku. Pełniłem tam kiedyś dyżur sam i poprosiłem znajdującą się w schronisku dziewczynę o poświecenie latarką przy „odpalaniu” agregatu. Urządzenie to znajduje się w osobno stojącym budyneczku ok. 15 m od schroniska. Dziewczyna raczej szczupła, szybko zarzuciła na siebie jakąś obszerną kurtkę i po wyjściu .... dobrze, że szedłem za nią i miałem dobry refleks. Zawiało bowiem , kurtka nabrała powietrza i dziewczę chciało „ulecieć” za grań. Trzeba było dobrze dociskać się do ziemi, aby te 15 m. przejść.


       Bywa, że schronisko jest zasypane powyżej dachu śniegiem i trzeba odkopać przynajmniej przejścia, bo przez okna i tak nic nie widać, a zawszeć to trochę cieplej.

 

Buki na grzbiecie Poloniny - skarlałe i poskręcane 

      Nocowało nas tam ok.10 osób i to, co chyba jest najcenniejsze w takich warunkach – szybko wytworzyła się schroniskowa atmosfera wzajemnej sympatii. To chyba jeszcze tylko tam.


Może już widać schronisko?

      Rano bez pośpiechu zbierałem się do wyjścia. Jeszcze pogadałem z Lutkiem i z pełniącym dyżur ratownikiem; tu też spore zmiany. GOPR bieszczadzki jest teraz bardziej profesjonalny i chyba znacznie lepiej wyposażony w niezbędny sprzęt. (latem quady, zimą skutery ). Dobrze też układa się współpraca z transportem lotniczym – śmigłowiec startuje , jeśli tylko warunki pogodowe na to pozwalają. Większość tras jest dokładnie opracowana pod względem możliwości dotarcia – w sumie czas dotarcia do poszkodowanego od momentu zgłoszenia określany jest z dokładnością do kilku minut.

 
       Przyznam, że nieco byłem zdegustowany istniejącym profesjonalizmem wynikającym z konieczności dostosowania do wymogów istniejącego teraz tam „przemysłu” turystycznego. Trochę się łezka kręciła w oku, kiedy wspominałem swój pierwszy tam pobyt w 1965 roku. Cóż „dawne życie poszło w dal...”.


      Problemem GOPR-u są oczywiście pieniądze. Wydaje się, że w utrzymaniu tej instytucji winny być zainteresowane wszystkie jednostki związane z turystyką i czerpiące z tego korzyści. Ustawowo GOPR winien np. otrzymywać 15 % wpływów ze sprzedaży kart wstępu na teren Parku. Tak jest w odniesieniu do szlaków turystycznych, ale nie ścieżek dydaktycznych. Co można zrobić? No oczywiści przemianować wszystkie szlaki na ścieżki dydaktyczne. Wystarczy umieścić w odpowiednich miejscach znaki informacyjne o występujących ciekawostkach.


      A przecież ofiary zdarzeń losowych GOPR „zdejmuje” zarówno ze szlaków jak i ścieżek.

       Co zaś jest najtrudniejsze w Służbie Ratowniczej? Sadzicie Państwo, że udzielanie pomocy w warunkach górskich?

      Nic podobnego. Najbardziej męczące i stresujące jest oczekiwanie w gotowości na mogący zdarzyć się wypadek. Bo wyobraźcie sobie sprawnych i dobrze wyszkolonych ratowników przez 12 godzin dyżuru czekających na akcję. Zwykle zaś bywa, że jak już - to zdarzają się grupowo, a później znowu nawet tydzień nic (najlepiej wcale). A gotowość trzeba zachować, gdyż w górach bardzo liczy się czas dotarcia, zwłaszcza zimą z uwagi na wychłodzenie. No i czasem zdarzają się akcje niestandardowe np. poszukiwawcze, gdzie liczy się kondycja, wyszkolenie i znajomość terenu.



Jeszcze barwy jesieni - niestety już mało wyraziste     

       Przejście do UG standardowe – góry się nie zmieniły; otoczenie tak. Zatrzymałem się na dyżurce, trochę pogadaliśmy, a rano wybrałem się na Halicz. Widoczność się pogarszała, ale i tak na trasie przewinęło się blisko 100 osób.

     Na przełęczy Bukowskiej jeszcze zauważyłem ślady istnienia tam okopów z I WŚ – kiedyś znajdowaliśmy tam łuski i naboje, a szczytem marzeń było odkręcenie znaku granicznego ze słupka. Radzieckiego oczywiście – chyba był to odlew z „kwasówki”. Piękny.


Po drodze świerki ustrojone spadającymi liśćmi

  Ostatni turyści na szlaku   

Ścieżka dojściowa do Wołosatego

      Do UG dotarłem już wieczorem i to mocno zmęczony. I nieco zdegustowany, bo Bieszczady do tej pory były dla mnie symbolem swobody. Teraz wszystko ucywilizowane, przeliczone i wycenione. 
Pogoda się spaprała, więc stwierdziłem beż żalu, że mam w domu sporo do zrobienia.


Najbardziej znany bieszczadzki biust

      Czy są jeszcze góry, gdzie można chodzić „na szagę”, palić ogniska i siedzieć przy nich do rana? A jak się nie weźmie jedzenia to będzie się głodnym? Teraz pewnie jak się chce napić żentycy to podchodzi do bacówki i płaci kartą kredytową.
 
Może to już czas umierać?



członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Kultura