Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
147
BLOG

Wojna cywilizacji (11) - feminizacja ojcostwa.

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Kultura Obserwuj notkę 4
     W czym przejawia się podstawowa różnica między kobietą, a mężczyzną? Ja jestem zdania, że w postrzeganiu świata; kobieta patrzy na świat przez pryzmat realizacji swych potrzeb i pożądań, czyli przyjemności, mężczyzna zaś przez pryzmat walki.
      Oczywiście ta walka nie musi przybierać formy bezpośredniej konfrontacji – raczej wiąże się z przezwyciężaniem przeszkód stojących na drodze do wytyczonych celów.
      Kobieta dostosowuje się do okoliczności, a mężczyzna stara się te okoliczności zmienić.


      Ten punkt widzenia najbliższy jest chińskiej zasadzie yang/yin, chociaż znajduje odzwierciedlenie także w podstawach filozoficznych innych cywilizacji.

      Z powyższych założeń można wyciągnąć szereg wniosków i interpretacji zdarzeń z jakimi się spotykamy w relacjach damsko-męskich, zwłaszcza w rodzinie.

      W pierwszym okresie związku nastawionym na prokreację kobieta oczekuje warunków i okoliczności zapewniających spokojną realizację celu. Rola ojca względem dzieci w tym procesie jest minimalna. Wszystkie potrzeby dziecka jest w stanie realizować matka. Ojciec jest tłem; zapewnia bezpieczeństwo socjalne rodzinie i stanowi podporę psychiczną żonie/matce. Oczywiście, że nie jest żadnym błędem zajmowanie się dziećmi, ale nie jest to niezbędne. To okres do lat 7 (dziecko, jako książę) , później chłopca, po postrzyżynach, przekazywano „ w męskie ręce”.

      O problemach związanych z wychowaniem pisał już Eine przywołując 7 letnie cykle rozwojowe; koncepcja najlepiej wyartykułowana w hinduizmie. (Można twierdzić, że koncepcje te były też żywe w świecie semickim, czego przykładem może być Chrystus - prawo nauczania  stosowano od 30 lat, a mentalną dojrzałość osiągało się po skończeniu 28 lat. A wtedy wiadomo, dla pewności lepiej rok więcej.)
      Eine swój wpis (w moim rozumieniu), oparł na obserwacji zmian potrzeb rozwojowych zależnie od wieku dziecka.
      Tu chciałbym raczej spojrzeć na ten problem z punktu widzenia mężczyzny – ojca.

      W komentarzu u Terlikowskiego, gdzie zarzuciłem autorowi właśnie feminizację ojcostwa, wskazałem, że jedną z cech ojca jest rola władcy, który nie tylko opiekuje się „poddanym” dzieckiem, ale też wskazuje kierunki rozwoju (i nie muszą one być zgodne z obowiązującymi trendami), a co więcej ma prawo wymuszać dostosowanie i realizację tychże.
     W koncepcji, opisywanej przez Einego, jest to okres między 7, a 14 rokiem życia, gdzie dziecko jest „sługą”. Właśnie odnośnie tego okresu występują najbardziej znamienne różnice zdań między matką i ojcem; matka nie chce rezygnować z swych funkcji łagodnej opiekuńczości – często wręcz występuje przeciwko, jej zdaniem, nadmiernemu rygoryzmowi.
     Na tym tle istnieje istotna różnica w koncepcjach pedagogicznych, gdzie „feminizacja” polega na ograniczaniu, do zaniku i zakazu, stosowania kar (różnych, w tym i fizycznych), w procesie wychowawczym. „Feminizacja” pozbawia więc ojca roli władczej w tym procesie.

      Dalszy okres – dorastania, to czas określany jako budowanie partnerstwa. To powolne wycofywanie się ojca na „z góry upatrzone pozycje”. 21/28 to  dojrzewanie mentalne, gdzie syn samodzielnie wybiera sobie mentorów, a może wśród nich być też i własny ojciec.

      Przełom tych dwu okresów zwykle wiąże się z poszukiwaniem własnego miejsca przez ojca. Czasami objawia się formą „motylem jestem”, czasami poświęceniem jakiejś wcześniej niezrealizowanej pasji. Bywa, że służbą społeczną.

      Tu chciałbym zwrócić uwagę na pewną zależność. Kobieta, jako przywiązana do „ogniska domowego”, osiąga w tym czasie pełnię swych możliwości – jest Panią Domu w pełni świadoma swych powinności i możliwości, i mająca, z racji bliskich kontaktów, poczucie bliskich więzi z dziećmi.

      Mężczyzna zaś „wypełnił” swą rolę. Znaczy, do tego czasu, jego obowiązkiem było nie tylko dbanie o funkcjonowanie rodziny, ale też zapewnienie trwałych podstaw materialnych dalszego istnienia.
      Wydaje się, że to naturalny cykl; to czas, kiedy następuje już mniejsza wydolność organizmu, a zatem też możliwość „przegranej”. Czyli możliwość „braku” w rodzinie. Dawniej ten „brak” fizyczny nie był równoważny z „brakiem duchowym” – fizyczny brak ojca nie wiązał się z odrzucaniem roli jaką mógł mieć do spełnienia w rodzinie. Wydaje się, że obecnie taki fizyczny brak wiąże się też z odrzuceniem potrzeby ojcostwa, zwłaszcza po zanegowaniu cech „władcy”.

       Czasy w których żyjemy zmieniają optykę widzenia problemu. Żyjemy dłużej, a zatem powstaje pytanie jaką rolę powinni pełnić ojcowie. Kiedyś ci, którzy dotrwali sędziwego wieku, byli cenieni jako źródło wiedzy o świecie. Obecnie wszelka „wiedza” wydaje się zmieniać kilkakrotnie w ciągu życia. Na pozór. Bo wielce cenne jest wskazanie młodemu pokoleniu, jak dostosować tę sytuację życiową do okoliczności. A młodzi ludzie, mimo odmawiania im tej umiejętności, potrafią obserwować i wyciągać wnioski.


członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura