Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
387
BLOG

Psia baba

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Kultura Obserwuj notkę 10
     Mam dwie psy. Znaczy dwie suki. Jest pies starszy Sonia i pies młodszy - córka zresztą, Krecia (bardziej skundlona, a przez to bardziej oddana).
    A wpis nawiązuje do „uśmiechniętego psa” Sosenki.

     Kotka, psy, dzieci i żona należą do wspólnoty rodzinnej. Na zasadzie hierarchii. Wszyscy znają swe miejsce w „szyku”, a wątpliwości są tłumaczone stosownymi metodami. Wiadomo kto daje jeść i kogo trzeba słuchać, ale też Sonia – najważniejsza wśród „braci i sióstr młodszych” jest moim psem, a Krecia psem żony. Kotka jest córki.

     Dawno temu, kiedy Sonia była jeszcze młoda i nie do końca akceptowała porządek świata zdarzało się jej zachowywać nie całkiem stosownie. A to ściągnęła ze stołu i wylizała do czysta cukiernicę, a to inne też niestosowne czyny typu przywołanie do porządku kotki z użyciem siły fizycznej (kotka była karana np. za próbę wskoczenia na blat kuchenny – (ordnung muss sein).

     Po jakimś kolejnym wyczynie zacząłem łajać swą podopieczną grożąc jej wyrzuceniem legowiska i miski z domu, a nawet użyciem środków przymusu bezpośredniego. 

     Nie była przekonana o słuszności moich racji, jednak z wrodzonej uprzejmości wysłuchała do końca tyrady, a następnie „chapnęła” mnie ... no wiadomo za co.
     Jeśli łobuzerstwo dałoby się zobaczyć, to było ono widoczne wtedy u Soni zaczynając na nosie, a kończąc na czubku ogona, ślepiów nie pomijając.
      Więcej. Ona była skłonna ponieść (ograniczoną) karę za swój czyn. Ale swoje zrobiła. A co.

Ale też i inna historia.

      Właśnie o takiej porze roku jak teraz wykonywałem prace gospodarskie z użyciem niebezpiecznego narzędzia, czyli ręcznej pilarki elektrycznej. No i zdarzyło się. Już puściłem przycisk zasilania, ale źle skoordynowałem ruchy i obracające ostrze zaczepiło o mój kciuk. Tarcza „widiowa” wjechała w głąb zatrzymując się na kości, ale jej nie przecinając. Miałem rękawiczkę, więc części materiałowe przemieszały się z masą mięsno kostną. Mało sympatyczne.

     Żona nakazała natychmiastową wizytę u lekarza. Ja, że wolę umrzeć. Awantura.

     Podeszła Sonia. Obwąchała i zaczęła czyszczenie rany.

     Mina żony na ten widok była nieszczególna. Do lekarza nie poszedłem. A Sonia z instynktem zawodowej pielęgniarki, co kilka godzin przychodziła i regularnie czyściła ranę. Przyznam, że robiła to niezwykle delikatnie, zwłaszcza przy usuwaniu resztek materiałowych.

     Ponieważ początkowo rana nieco „paprała się”, wzrosła temperatura ciała, a ja niekiedy przysypiałem, to Sonia sama dbała o regularność zabiegów. Mój podziw wzbudzało zwłaszcza usuwanie kawałków zmartwiałej tkanki – potrafiła zębami odcinać kawałeczki ok. ½ mm długości.

     Nie muszę chyba dodawać, że proces rekonwalescencji był znacznie szybszy niż w przypadku konwencjonalnego leczenia.

     Niestety druga pies nie ma takich zdolności i umiejętności, co spraktykowałem na licznych skaleczeniach jakie mi się przytrafiały. Ma za to inne „babskie” cechy.

      A sprawa przypomniała mi się w czasie wizyty w szpitalu, gdzie odwiedzaliśmy syna, który „nadciął” sobie palec przy rąbaniu drzewa, co wymagało interwencji chirurga.

     Sugestia dotycząca zwierząt w rekonwalescencji wydawała się na miejscu, zwłaszcza, że syn jest studentem medycyny, a ma kotkę (mieszka już osobno), która potrafiła stanąć do walki w jego obronie. A kotki to przecież „kocie baby”.



członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura