We wspomnieniach jednego z naszych kondotierów, chyba Gan – Ganowicza, wyjaśniał czemu azjatycką dzicz, która przewaliła się przez Polskę w 1945 roku darzy tak wielką niechęcią; Dlatego, że ci niszczyli wszystko, co nie odpowiadało wyobrażeniom o potrzebach ludzi z ich kręgu cywilizacyjnego. A wiadomo, że były to niewielkie potrzeby.
W kręgu znajomych dziennikarzy opowiadane były w latach 70-tych historyjki z „życia” naszych geodetów robiących pomiary dla „rury”, czyli Rurociągu Przyjaźni, gdzieś w rejonie Uralu.
Pierwsza, kiedy to pokazywano, w ramach rozmów zaprzyjaźniających, zdjęcia z różnych okazji i okoliczności. No i trafiło się zdjęcie żyrafy. „Starszy” grupy zaprzyjaźnianej popatrzył z namysłem i bezkompromisowo stwierdził : „ takich zwieriej niet”.
Koniec dyskusji.
Druga dotyczy pracy samej geodetów. Gdzieś w tajdze znalazł się w pobliżu jakiś miejscowy „mużik”. Zdziwiony obecnością „obcych” zapytał , co ci robią. A nasi, jak to nasi, niefrasobliwie stwierdzili, że wytyczają granicę polsko – chińską. Chyba zrozumiałe, że już dwa dni później znaleźli się w Warszawie. Podejrzewam, że do tej pory zastanawiają się, jakimi metodami Sowieci utrzymywali łączność, aby operacja była możliwa w tak krótkim czasie.
A Rolexowi, z racji pisania zbyt dobrych tekstów dedykuję autentyczną historię rodzinną z lat 50-tych, a mającej miejsce w Malborku.
Otóż w tradycji rodzinnej jest, że kształcąc się w jakiejś dziedzinie i tak ktoś w rodzinie zostaje ogrodnikiem (brat kształcił się na ogrodnika i mu przeszło, a mnie przyszło – trauma).
Ojciec prowadził zakład ogrodniczy (państwowy) w tamtych okolicach. No i zrobiono wystawę produktów ogrodniczych. Jednym z wystawianych produktów był okazały pomidor. Podobno miał ponad 1 kG, co w owym czasie stanowiło ewenement.
To jest podstawowa różnica między cywilizacją łacińską, a niektórymi innymi cywilizacjami.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)