Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
125
BLOG

Ćwiczenia umysłu. Nowa fizyka. Zbliżenie

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Kultura Obserwuj notkę 6



     Wspólnym zadaniem filozofów i fizyków jest odtworzenie praw ustanowionych przez Boga przy stwarzaniu świata (lub, w wersji bezbożnej, zasad jakie sobie ustaliła Przyroda w procesie samoorganizacji).
     Chyba bardziej lapidarnie celów nauki w tej mierze określić nie można.
     Dążymy do osiągnięcia celu poprzez żmudne obserwacje, porównania i doświadczenia - krok po kroku „rozgryzamy” prawidła obowiązujące w naszym świecie. Obecnie penetracja sięgnęła poziomów subatomowych, gdzie wyniki otrzymywane są drogą pośrednią.
     Tu okazuje się, są one niejednoznaczne, a niekiedy nawet przeczą wcześniejszym ustaleniom.
     Można stąd wnosić, że przyjęto błędny model budowy wszechświata.


      W poprzedniej notce wskazałem kilka przykładów zjawisk, które nie znajdują wytłumaczenia. Na tej podstawie, cofając się retrospekcyjnie, doszedłem do stanu, gdzie zaprzeczyłem możliwości niezależnego istnienia przestrzeni, a nawet wymiarów. Dałem też wyraz przekonaniu, że to nie światło porusza się względem nas, a raczej my (nasza świadomość ?) względem zjawiska jakim jest światło.

      Pozostał punkt będący , jak to określiłem, „przestrzenią bezwymiarową”, a będący superpozycją trzech Elementów Podstawowych pozwalających na pojawienie się pojęć czas, przestrzeń i ruch.

     Znalazłem też analogię w tekstach hinduskich, gdzie tym Elementom (tam gunom) nadano nazwy sattwa, rajas i tamas, a ich uzupełnieniem, odpowiednikiem sfery duchowej jest atman . 

     Ten stan pozwala na pewien eksperyment myślowy – rozpatrywanie kwestii nie ze strony ludzkich doświadczeń, a z pozycji Stwórcy. Na pierwszy rzut oka to super megalomania, ale kiedy Drogi Czytelniku(czko) przestaniesz się śmiać, to zastanów się jak należałoby dzieło wykonać.
     Wydaje się, że punkt startowy został wybrany właściwie. Określony został punkt – „przestrzeń bezwymiarowa”, jako miejsce pozwalające przejawić się przestrzeni (już w naszym rozumieniu), ruchowi (czyli prędkości) i czasowi (z określoną prędkością upływu czasu).
     Rozważanie „powyżej” Elementów, wobec braku pojęć mogących je opisać wchodzi w zakres przynależny teologom i mistykom, podobnie jak nie będzie rozważane „PO CO” świat był tworzony.

    To rozpatrywane jest tylko „JAK”.

    Mamy więc stan, gdzie istnieje tylko potencjalna możliwość powstania „czegoś”. Pierwszą czynnością jest wprowadzenie pojęcia wymiarów.

    Samo pojęcie wymiaru nie tworzy przestrzeni – ale daje już taką możliwość. W tym momencie należy zauważyć i podkreślić: wprowadzenie pojęcia wymiaru jest czynnością, która mogła zostać dokonana tylko w sposób świadomy. Wymiar jest tworem pojęciowym, bez żadnych cech bytu.

    Jeśli przyjąć, że jeden z wymiarów ma charakter kołowy, a drugi jest wymiarem krzywizny, to dwa obiekty o takich samych parametrach i ustawione prostopadle do siebie (trzeci wymiar?- kąt), tworzą potencjalną przestrzeń naszej rzeczywistości.

     Tu wprowadzić należy pierwsze prawo: wszystkie zjawiska i zdarzenia odbywają się wg praw obowiązujących w tej przestrzeni rzeczywistości (na razie potencjalnej).

     Ale żeby nie było za łatwo: należy pamiętać, że pozycja punktu „przestrzeni bezwymiarowej” wynika z superpozycji pewnych stanów Elementów. Istnieje zatem nieskończona ilość różnych kombinacji Elementów skutkująca możliwością istnienia odrębnych punktów „przestrzeni bezwymiarowych” stanowiących ośrodek tworzenia innych światów. Mogą tam istnieć inne prawa, a tamte rzeczywistości mogą nakładać się na naszą rzeczywistość.

     Kolejnym etapem jest skonstruowanie praw, które będą obowiązywać w tej naszej „przestrzeni rzeczywistości”.

      Z mojego punktu widzenia nie jest celowym od razu określać wszystkich praw. Teraz należy określić tylko te, które pozwolą na powstanie pierwszego obiektu wewnątrz „przestrzeni potencjalnej”.

     Istnieją potencjalnie trzy wielkości pochodne Elementom, czyli czas, ruch (prędkość) i przestrzeń. Ale żeby zaistniał już jakiś pierwszy „fizyczny” obiekt musi mieć miejsce zjawisko asymetrii . Można przyjąć, że te potencjalnie istniejące wielkości stanowią substrat (pojęcie wprowadzone przez S. Hellera) naszego wszechświata.

     Tutaj, do zaistnienia asymetrii potrzebna jest ponownie ingerencja świadomości.

Dygresje

     Już drugi raz odwołuję się do informacji dotyczących powstania naszego świata występujących w przekazach religijnych. Nie jest jednak tak, że swoje wnioski staram się dopasować do występujących tam wskazań. Raczej odwrotnie.
Fakt, że najpierw zapoznawałem się z tymi przekazami - jednak w ówczesnym stanie moich wyobrażeń dotyczących świata, gdzie dominująca była czterowymiarowa czasoprzestrzeń, nie widziałem żadnych analogii. Dopiero po wykształceniu się u mnie pewnych pojęć zauważyłem, że stają się one zbieżne z występującymi opisami.

    Należałoby głębiej zastanowić się nad konstrukcją języka opisu tych informacji i ich źródła. Jest bowiem pytaniem, czy zawarte w przekazach treści mogły być tworem ludzkiej imaginacji, czy też pochodzą z pozaludzkiego źródła.


     Sytuacja odpowiada opisowi powstania świata jaki obowiązywał w zaratusztrianizmie. Tam Stwórca, Ahura Mazda, stworzył najpierw możliwość powstania świata, następnie pierwociny - człowieka, zwierzę, drzewo itd., które miały być początkiem sobie pokrewnych bytów. Na początku twór ten był doskonały – trwał w bezruchu. Dopiero Angra Manju , negatyw Ahura Mazdy i pierwowzór Arymana, włamał się do tego świata i zniszczył symetrię, czyli wprowadził ruch.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Część pozamerytoryczna:

     Jeśli zdecydowałem się na wprowadzenie idei rozważania kreacji świata z punktu widzenia Stwórcy, to powstaje konieczność odnotowania pewnych kwestii. Sprawa jest poważna, dotyka bowiem podstaw naszej religijności i stosunku do Boga. Skoro tak, to aby nie popaść w megalomanię, należy rozważania prowadzić z ironicznym dystansem.

  Bo wiem „JAK” kreować światy tyle, że jeszcze nie potrafię.

    Zatem należałoby zgłosić się do Pana Boga z prośbą o przyjęcie do terminu. Jak się wykreuje kilka mniejszych światów to później, po usamodzielnieniu, można przyjmować zlecenia i już tylko „kasa, Misiu, kasa”.
    A w praktyce?
    Warto rozważyć pewną kwestię. Otóż w poprzednim wpisie wskazywałem możliwość wędrówki w czasie. To implikuje, że Istota mająca te możliwości staje się doskonałą, gdyż znając przeszłość i przyszłość nie może popełnić błędu.

    Błąd (np. ewolucyjny), gdyby pojawił się w przyszłości, to natychmiast zostałby skorygowany w przeszłości. Czyli błędy nie mogą być udziałem Istoty posiadającej możliwość kontroli czasu.

    Tymczasem w dziejach ludzkości zdarzały się rzeczy dziwne. W zamierzchłych czasach były podobno różne rasy. Także Giganci. Jakieś potwory i nagminne zboczenia, które wymagały interwencji w ewolucję. Bo kiedy wskazówki nie pomogły to trzeba było potopu. Później także interwencje się zdarzały – choćby sprawa Sodomy i Gomory. ;-)))

    Wskazuje to, że nasz świat nie jest dziełem bezpośrednio Boga, a jakichś Podwykonawców i to nie najbardziej biegłych w swym fachu.

    W końcu Bóg nawet zesłał Syna swego, aby wprowadzić niezbędne zmiany – a skutek widoczny.

     Wskazanie na Podwykonawców wynika właśnie z popełnionych przy „produkcji” błędów, co świadczy o tym, że Bóg nie przekazał im pełni umiejętności – nie otrzymali umiejętności poruszania się w czasie.

   Cóż. Można tylko cieszyć się przekonaniem, że przy wszystkich popełnionych przy naszym powstawaniu błędów, spodobaliśmy się Bogu i dlatego obdarzył nas, ludzi, swą miłością. Tylko to przekonanie pozwala patrzeć w przyszłość z ufnością i nadzieją.
-------------------------------------------------------------------

       Dochodzimy zatem do powstania pierwszego „czynnika materialnego”. To można określić jako moment założycielski nauki zwanej fizyką.

      Jest tylko jeszcze jeden problem: określić w którym miejscu „przestrzeni rzeczywistości” znajduje się nasza świadomość?

    Od razu dygresja:

jest dziwnym, że wszyscy ludzie odbierają świat w identyczny sposób. Genetyka i wspólne ukształtowanie doznań mózgu nie jest tu wyjaśnieniem; znany medycynie jest np. przypadek życia człowieka(w Anglii i to niedawno), który miał zaawansowane wodogłowie. Zatem można domniemywać, że siedliskiem myśli nie jest li tylko głowa.

     W poprzednim wpisie dałem wyraz przekonaniu, że to nie światło przemieszcza się względem nas, a raczej my względem światła. Równie dobrze bowiem miejsce tarczy z tam podanego przykładu może zająć nasza świadomość. Stąd warunkiem jest rozpatrywanie sytuacji zaistnienia takiej możliwości.

     Realne byłaby to wtedy, gdyby nasz „ruch” względem światła odbywał się identycznie wobec tej formy przejawiania się energii, gdzie następowałoby jedynie odrębne określanie kierunku oddziaływania.

     Czy takie rozumowanie jest logicznie dopuszczalne?

     Rozpatrzmy model rzeczywistości z wymiarem kołowym i krzywizny kołowej (to z pracy p. Boratyńskiej) + wymiar kątowy – tu można go utożsamić z osiowością.
Wcześniejsze uwagi wskazać miały, że nasz „punkt obserwacyjny” znajduje się wewnątrz „przestrzeni rzeczywistości” i nie jest wykluczone, że na obwodzie jakiegoś wymiaru kołowego.

     Chcę jednoznacznie wskazać, że tym punktem może być punkt wymiaru kołowego o krzywiźnie wynikającej ze stałej Plancka. Jest to jedyny punkt mogący spełniać postawione kryteria.

     Z przyjętego modelu kreacji świata obowiązuje przestrzeń „kołowa” i prędkość upływu czasu, które implikują ruch z prędkością c w wymiarze liniowym dla płaszczyzny lokalnie euklidesowej.
     W warunkach przestrzeni kołowej o krzywiźnie Plancka „punkt obserwacyjny” naszej świadomości pojawia się w tym samym miejscu okręgu z częstotliwością Plancka – to chyba oczywiste.
     Jeśli teraz przyjąć model grawitora fotonowego zaproponowany przez p. Boratyńską, to należy rozważyć, jak będzie on widziany z „punktu obserwacyjnego”.

     Najpierw uwaga.

     Energia fotonu jest uzależniona od częstotliwości, a nie od amplitudy sygnału; można więc twierdzić, że wymiar krzywizny kołowej każdej długości światła (używam starych określeń), jest identyczny. Częstotliwość jest bowiem obserwowana jako notowana wartość pola elektrycznego i magnetycznego grawitora. Częstotliwość Plancka „punktu obserwacyjnego” jest o wiele rzędów wielkości większa od częstotliwości „drgań” elektromagnetycznych, zatem obserwacja ta może być traktowana jako ciągła, ale wskazuje, że w pewnym momencie nastąpi kwantyfikacja procesu.

     Jest jeszcze problem postrzegalności światła tylko w „od czoła”, czyli brak obserwacji promienia światła „z boku”. To zjawisko można tłumaczyć brakiem postrzegalności fali elektromagnetycznej grawitora nie znajdującego się na wprost „punktu obserwacyjnego”, czyli jeśli płaszczyzna obrotu „punktu obserwacyjnego” nie jest prostopadła do pól grawitora.

     Kierunek rozchodzenia może być związany z fazą – kierunkiem ruchu pola elektrycznego, bądź magnetycznego, co wiąże się z osiowością. 
     Obrót osi grawitora w płaszczyźnie prostopadłej do naszego „punktu obserwacyjnego” na obwodzie wymiaru kołowego o krzywiźnie Plancka będzie tożsamy z określeniem (odbiorem) kierunku ; należy zauważyć, że jest jeszcze obrót osi w płaszczyźnie równoległej, co odpowiadałoby transpozycji „wysokościowej”.

     Przy takim modelu obserwacji grawitora pojawia się jeszcze jeden problem. Otóż energia grawitora fotonowego związana jest z częstotliwością. Tylko. 
     Energia ujawnia się jako wynik asymetrii zaistniałej w „przestrzeni rzeczywistości” skutkującej zamianą ruchu po obwodzie o „krzywiźnie rzeczywistości” na ruch po krzywiźnie grawitora. Jednak prędkość tego ruchu nie ulega zmianie. Tymczasem notowania częstotliwości przy tej samej krzywiźnie kołowej wskazują na konieczność i możliwość „pozostawienia” części energii grawitora jako „ciemnej energii”, czyli ruchu po „krzywiźnie rzeczywistości”.

      Przyznam, że nie jest to proces do końca przeze mnie przemyślany, ale w tym można upatrywać sugestii zawartych w pracach prof. Bazijewa i prezentowanych przez waldemara.m, czyli jednak różnych „prędkości” rozchodzenia się światła.

     Dotychczasowe uwagi pomijają jeden czynnik – sposób przekazu informacji w „przestrzeni rzeczywistości”. To nieco inna pod względem właściwości przestrzeń aniżeli ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Tu naszym „łącznikiem informacyjnym” jest światło i podświadomie zakładać można podobną sytuację we wspomnianej przestrzeni. 

     Co zaś jest tym „łącznikiem informacyjnym” tam?

     Wydaje się, że problem należy do zasadniczych z uwagi na to, że przecież sama „przestrzeń rzeczywistości” istnieje tylko potencjalnie. Ta przestrzeń zaczyna istnieć dopiero jako efekt oddziaływania złamania pierwotnej symetrii skutkującej zaistnieniem grawitora i, wynikowo , skupisk energii. 
     W tym miejscu należy stwierdzić, że pojawienie się przestrzeni jest tożsame z pojawieniem się grawitacji w procesie opisanym przez p. Boratyńską. 
     W tym modelu grawitacja staje się „łącznikiem informacyjnym” naszego świata.


Podsumowanie.

     Podstawowym stwierdzeniem jest tu sugestia o umieszczeniu „punktu obserwacyjnego” na obwodzie wymiaru kołowego o krzywiźnie Plancka.

    To dawałoby asumpt do przyjmowanej bez dowodu i uzasadnienia, ale na podstawie odczuć i powstałych przekonań (jak widać uzasadnionych), zasady, że wszyscy jednakowo obserwujemy rzeczywistość – mamy bowiem wspólny ”punkt obserwacyjny”.

     Nie twierdzę, że ten „punkt obserwacyjny porusza się ściśle po geodezyjnej wymiaru; równie dobrze może znajdować się na powierzchni kuli – to także wynika z rzutowań wymiarów występujących w pracy p. Boratyńskiej; jednak na pewno parametry tego wymiaru kołowego określa krzywizna Plancka.

     Nie było moim celem rozważanie wszystkich aspektów przyjętego punktu widzenia; wskazałem, że po przyjęciu „punktu obserwacyjnego” i pojawienia się pierwszej asymetrii rozpoczyna swe istnienie fizyka, której celem jest określenie istniejących zależności. Możliwe jest przyjęcie wielu obiektów o różnych wartościach krzywizny, co wobec przyjętych wymiarów dają nieograniczone możliwości wyodrębnienia i określenia różnorodności.

    Moja rola, podobna roli p. S. Hellera wydaje się mieć tu swój koniec. Teraz potrzeba naukowców, którzy mając wiedzę o stanie dotychczasowych badań będą w stanie rozważyć wszystkie możliwości transformacji wyników do tego modelu.       To wielka praca, zwłaszcza, że dla wielu odrzucenie dotychczasowej konwencji będzie trudne. 

     Nie jestem fizykiem i włączanie się w ten proces przekracza moje aktualne możliwości. Zwłaszcza, ze moje obowiązki związane są z innym zakresem prac; to nie jest dziedzina zapewniająca utrzymanie mnie i mojej rodzinie.

    Pojawienie się „na rynku” pracy p. Boratyńskiej pobudziło mnie do ponownego zaangażowania się w analizę zagadnienia w kontekście wcześniejszych wyobrażeń. „Wejście” w tematykę zajęło mi blisko 2 tygodnie, a i to wiele pojęć nie jest jeszcze dla mnie jasnych – wiele za bardzo skojarzonych jest z dotychczasowymi wyobrażeniami, które należałoby odrzucić. Czyli usunąć złogi dotychczasowych, łączących się z życiowymi doświadczeniami.

    To trudny proces wymagający wyłączenia z codziennej „bieżączki”. Nie bardzo mam po temu warunki i możliwości.
     Dlatego też traktuję tę notkę jako ostatnią w temacie, acz nie odżegnuję się od uwag tematycznych także w przyszłości. Niektóre kierunki przemyśleń i możliwe skutki wydają się ciekawe. Ale to w wolnych chwilach.


 

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura