52 obserwujących
230 notek
460k odsłon
  2336   0

Putin był, Putin jest, Putin będzie

Od czasu do czasu wszelacy specjaliści od spraw rosyjskich wieszczą, że już, już władza Putina się zachwieje. A to od chorej ekonomiki Rosji, a to od spadku cen na ropę, a to od koronowirusa. Powołują się na jakieś inteligencko-żydowskie ruchawki w Moskwie (uczestniczy w nich maksimum 0,5 % mieszkańców rosyjskiej stolicy), które jakoby mają poprzedzić masowe demonstracje w całym kraju. To zadziwiające, że ludzie wykształceni, inteligentni i często żyjący w Rosji po wiele lat zupełnie tego kraju nie rozumieją. Tymczasem Rosjanie będę jeść trawę z trawników i obgryzać korę z drzew w parku, a Putin dalej będzie prezydentem. Taka jest Rosja, taka jej historia i taki naród rosyjski. Rosjanie nie muszą Putina kochać, nie muszą nawet chodzić na wybory, ale muszą go mieć jako prezydenta. Jak powiedział jeden z głównych ideologów putinowskiej Rosji Aleksander Dugin: Putin wszędzie, Putin wszystko, Putin absolut, Putin niezmienny.

Rosja to Rosja, Europa to Europa – kto o tym zapomina, ten nigdy Rosji nie zrozumie. Do Rosji nie można przykładać europejskiej miary. Traktowanie Rosji jako części Starego kontynentu jest jednym z najważniejszych błędów europejskiej polityki i intelektualistów. Rosja stoi na granicy dwóch kontynentów i jej europejskość była zawsze czymś cząstkowym. Zresztą sami Rosjanie coraz bardziej to podkreślają, bo bliższe jest im idea Euroazji.

Przed przyjściem do władzy Putina, w latach 90tych, wszyscy musieli sadzić kartofle. Każdy miał daczę lub swoje małe pole wydzierżawione od kołchozu. Profesor, ślusarz, nauczyciel, kierowca, na terenie całej Rosji ruszali wiosną na sadzenie, a jesienią na kopanie kartofli. W tym czasie w zakładach pracy życie zamierało, a czasami nawet prosto oficjalnie ogłaszano dni wolne. Obok Akademgorodka – jednego z największych radzieckich centrów naukowych wzdłuż drogi kilometrami ciągnęły się ziemianki. Całe pole ziemianek, gdzie fizycy jądrowi chowali swoje ziemniaki na zimę. W czerwcu w Magadanie pomagałem znajomemu sadzić kartofle – wokół leżał jeszcze śnieg! Ale trzeba było sadzić ziemniaki - to była sprawa przeżycia. Kto miał swoją „kartoszkę” ten mógł spokojnie patrzeć na przybliżającą się zimę. I działo się to w państwie, które było potęgą w podboju kosmosu.

Na obrzeżach Moskwy, znajduje się Pticzyj Rynok (Ptasi rynek) – można tam kupić wszystko, co jest związane z „daczą” (działką), a także wszystko dla wędkarstwa lub ukochanego pieska. Ogromną cześć rynku zajmują egzotyczne rybki. Dzisiaj najbardziej popularne są karpie koi – jeszcze nie tak dawno w ogóle ich nie było w Rosji. Karp koi nie żyje w akwarium, lecz w niewielkim basenie w ogródku. A skąd wziął się basen w ogródku? Jeszcze kilkanaście lat temu w tym miejscu rosły kartofle lub ewentualnie kapusta. A teraz kartofle kupuje się w sklepie. Na miejscu kartofli rosną kolorowe karpie koi. Rosjanin nie myśli już o tym, jak przeżyć następną zimę, ale zatroskany jest tym jak spędzić czas wolny, jak urządzić sobie mieszkanie, dokąd pojechać na wakacje: do Antalyi czy Szar-am-lejk? To jest Rosja Putina: syta, dostatnia i zadowolona.

Co może zaszkodzić Putinowi? Nic. Ponieważ, Putin nie tylko nakarmił Rosjan, ale też zwrócił im godność. Znowu czują się obywatelami Imperium, z którym liczy się cały świat. Imperium, które raz tu, raz tam wysyła swoje czołgi. Najbardziej mnie rozbawiają łzy przelewane nad tym, że w Rosji nie ma demokracji. A dlaczego miałaby tam być demokracja? Gdzie taki obowiązek jest zapisany? W Biblii czy w Protokołach Mędrców Syjonu? Demokracja się w Rosji nie sprawdziła. Była kilka miesięcy po rewolucji lutowej i kilka lat po upadku ZSRR. Dla Rosjan demokracja kojarzy się z chaosem, biedą i złodziejstwem. Nikt tam o niej nie marzy, ani mu się po nocach nie śni. Autorytarny system stworzony przez Putina wyśmienicie funkcjonuje i to wystarcza. Ludzie chcą przede wszystkim chleba, pracy, stabilizacji, porządku i bezpieczeństwa. I to wszystko Putinowska Rosja zapewnia. Natomiast żałosne jęki, że Rosja jest państwem autorytarnym są dla putinowskiej propagandy jak woda na młyn. Jeśli by takich wypowiedzi i artykułów w Europie nie było trzeba by je wymyślić. Boć przecież propaganda Putina za podstawę ma przekonanie, że „wszyscy nas nie lubią, choć my sami tacy piękni jesteśmy”! Według badań opinii publicznej w ostatnim czasie do 80 % wzrosła ilość Rosjan nielubiących Ameryki i do 60 % Unii Europejskiej. Wrogość do obcych wśród własnej ludności jest dla Imperium niezbędna.

Rosjanie są wychowani w kulcie wojny i przemocy. I ten kult jest starannie pielęgnowany we współczesnej Rosji. Wielka Wojna Ojczyźniana jest dla Rosjanina tym, czym dla żyda wyjście z niewoli egipskiej. To kwestia religijna, nie tylko patriotyczna. Wolter, ojciec chrzestny europejskiego salonu, opłacany szczodrze przez carycę Katarzynę II, miał wielki talent do ujmowania rzeczy skomplikowanych w krótkie aforyzmy: „Jest [armia rosyjska] pierwszą tego rodzaju, odkąd świat istnieje, jest armią pokoju, która służy jedynie po to, aby wspierać prawa obywateli i zastraszać prześladowców”. I w to wierzą z nielicznymi wyjątkami wszyscy Rosjanie. Rosjanina nie oburza brutalność Putina. Aby rządzić takim ogromnym Imperium, aby rządzić rosyjskim narodem, trzeba być twardym. Rosyjski Obama to mrzonka. A Trump, nawet jeśli się go nienawidzi, to jednak budzi szacunek i zrozumienie, bo może dać po szczęce. To są rzeczy zupełni egzotyczne i dzikie dla pacyfistycznego i pomachującego tęczową flagą Europejczyka. Rosja, jak żaden inny kraj, była często ofiarą samej siebie. Okrucieństwo i bezwzględność jej władców wobec własnych rodaków zapiera dech w piersiach. Jednak w rosyjskim panteonie władców najmocniej świecą Iwan Groźny, Piotr Wielki, Stalin, Breżniew. Byli nawet księża prawosławni, którzy propagowali kanonizację Iwana Groźnego i Stalina – władców bezlitośnie niszczących Kościół Prawosławny. Tych czterech władców Rosji łączy nieograniczona, absolutna władza i wytrwałość w budowaniu Imperium. Putin wpisuje się wspaniale w ten panteon i w porównaniu z innymi wielkimi carami jest dobrotliwy jak owieczka. No oczywiście czasy też się zmieniły i sposób sprawowania władzy nie musi być tak krwawy jak kiedyś.

Lubię to! Skomentuj77 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka