11 lutego z okazji 47 rocznicy Islamskiej Rewolucji Sekretarz Generalny ONZ przesłał prezydentowi Irana najlepsze życzenia. Trudno doprecyzować czy gratulował mu krwawego stłumienia ostatnich rozruchów, czy też w ogóle tego, że ten krwawy reżim utrzymuje się u władzy tyle lat mordując, torturując i zmuszając do emigracji swoich obywateli. Natomiast jasnym jest źródło tych ciepłych słów do islamskich rewolucjonistów: to serce António Guterresa – byłego przewodniczącego Międzynarodówki Socjalistycznej. Antonio nie zapomina po prostu o tym, że reżim w Iranie jest lewicowy, a ponieważ serce ma po lewej stronie, więc od serca życzy braciom rewolucjonistom błogosławieństwa Allaha. Ale czemu się dziwić, jeśli Iran, który niezmiennie głosi walkę o likwidację Izraela, jest członkiem ONZ, którego członkiem jest także … Izrael. Jak to się ma do Karty Narodów Zjednoczonych i czy w ogóle takie kraje jak Iran lub Korea Północna powinny być jej członkami? Czemu to służy i jaki jest sens istnienia ONZ, gdzie za jednym stołem siedzą w miarę normalni faceci i bandyci?
A jak się przeczyta preambułę Konstytucji Islamskiej Republiki Iranu, to wszystko staje się jasne: „Armia Islamskiej Republiki Iranu i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej będą odpowiedzialne nie tylko za ochronę i zachowanie granic kraju, ale także za wypełnianie ideologicznej misji dżihadu w sposób Boży; to znaczy za rozszerzanie suwerenności prawa Boga na cały świat”. Czyli celem Iranu jest zaprowadzenie szyickiej dyktatury na całym świecie. Dlatego też wysiłek rewolucyjnego Iranu skierowany jest nieustannie na wspieranie szyickiej rewolucji na całym świecie, zaczynając od krajów gdzie panują sunnici.
Kim są tacy ludzie jak Baszszar Hafiz al-Asad lub Ali Hosejni Chamenei? Pierwszy na fotografiach robi wrażenie spokojnego i dystyngowanego arystokraty, natomiast drugi poczciwego staruszka. Asad przed swoją ucieczką do Moskwy wysłał tam 250 mln. $ (około dwóch ton banknotów), natomiast Chamenei po stłumieniu ostatnich rozruchów wysłał prawdopodobnie do Moskwy nawet 400 ton złota! Rosyjskie i białoruskie Ił-76 wykonały kilkadziesiąt lotów z Teheranu do Mineralnych Wod starannie unikając przestrzeni powietrznej, która mogłaby być kontrolowana przez kraje NATO. Asad już dawno zakupił apartamenty w Moskwie, gdzie obecnie odpoczywa wraz z rodziną. Chamenei nie zdążył. To po prostu cwaniacy, którzy nie tylko maltretowali swój naród, ale też elementarnie go okradli.
Niestety Trump sympatyczny nie jest. Zachowuje się arogancko, jest bezczelny, gada głupoty, nieobliczalny. Z punktu widzenia estetyki Asad i Chamenei prezentują się znacznie lepiej. Zresztą Hitler pewnie miał więcej uczuć do niemieckich dzieci, niż Churchill do angielskich. Ten ostatni był alkoholikiem, a Hitler prowadził zdrowy obraz życia. A jakie znaczenie ma estetyka i sympatyczność w polityce międzynarodowej? Duże, bo służy do bałwanienia niczego nie rozumiejących damulek, jajogłowych i zbuntowanej, burżuazyjnej młodzieży. Czy polityka międzynarodowa dotyczy etyki, czyli walki dobra ze złem, czy estetyki? Według mnie zdecydowanie tego pierwszego. Poprzez historię nieustannie toczy się walka hord Mordoru z elfami, krasnoludami i hobbitami. W realności ich przywódcy nie zawsze są tacy rycerscy, święci i dystyngowani.
Jak potoczyły by się dzieje świata, gdyby Grecy przegrali pod Maratonem, a Aleksander nie pokonał króla persów Dariusza? Czy Polska byłaby wtedy częścią Światowej Republiki Islamskiej Iranu? Czy Paryż byłby stolicą francuskiego kalifatu, gdyby Karol Młot nie pokonał w 732 r. pod Poitiers maurów, którzy już przekroczyli Pireneje (o ironio Francuski kalifat może stać się faktem nie dzięki sile arabskiego oręża, lecz mocy macic muzułmanek!)? Gdyby w bitwie nad rzeką Tałas w 751 w Kirgistanie nie wygrali Arabowie, to czy Chińska Republika Ludowa nie sięgałaby Morza Kaspijskiego? Czy chrześcijańscy dowódcy pod Lepanto w 1571 roku byli bardziej kulturalni i mili niż Donald Trump? A co by się stało, gdyby Sobieski nie wygrał pod Wiedniem? I tu ciekawostka: lewacy z Rady Miasta Wiednia jak polscy husarzy walczą o to, żeby w stolicy Austrii nie stanął pomnik Sobieskiego. Dlaczego? Aby nie urazić tureckich mieszkańców stolicy. To może rzeczywiście Sobieski nie powinien niszczyć wojsk Kara Mustafy, tylko pozwolić Turkom wydupczyć wiedeńskie panny i sprzedać je do haremów na Bliskim Wschodzie? Wiedeńczyków zaś albo wyrżnąć, albo na galery, a austriackich chłopców do szkół janczarów. Wtedy Rada Miasta Wiednia nie miałaby problemów z postawieniem pomnika Kara Mustafy.
Putin już śnił o tym, że będzie tworzył nowy porządek globalny we współpracy z Chamenei, Maduro, Xi i wieloma innymi rzezimieszkami. Tymczasem życie powiedziało jak w pokerze: Sprawdzam. I okazało się, że wyżej sra niż dupę ma. Putin jak i jego przyjaciele Bogu dzięki okazali się awanturnikami, którzy mogą tylko pokrzykiwać i wymachiwać maczugą, dopóki Indiana Jones nie wyciągnie rewolweru. USA jest jedynym krajem, który jest w stanie prowadzić operacje zbrojne w dowolnym punkcie na całym świecie. Putin i jego szajka wygrywają bezczelnością i machaniem szabelką. Ameryka ratowała nasz świat w XX wieku już 4 razy: wygrała z Kaiserem, Japonią, Hitlerem, a końcu Regan wykończył bolszewików. I chwała im za to, nawet jeśli są nadęci i aroganccy. Mam nadzieję, że i tym razem uda się im złamać islamski dżihad. Być może nie wszystko w tej wojnie z Iranem przemyśleli, może to i dosyć ryzykowne, ale czy nie jest to chichot historii, że jeszcze za mojego życia Irańczycy witali ajatollaha Chomeiniego jak mahdiego i zbawiciela, a teraz liczą że rakiety Wielkiego Szatana zniszczą dyktaturę, która ich gnębi.
Tymczasem Pan Marek Magierowski, były ambasador RP w Izraelu i USA, niepokoi się w Gościu Niedzielnym (największym opiniotwórczym tygodniu w Polsce), że w Stanach dochodzi do głosu prawicowe extremum („Pochód amerykańskiej ekstremy”). Chodzi o przedstawicieli administracji Trumpa, którzy uważają, np. że biali mieszkańcy Stanów są dyskryminowani bardziej niż czarni, a nawet sztucznie wypierani przez kolorowych emigrantów; którzy są przeciw legalizacji homozwiązków lub nie podoba się im, że „żydzi obnoszą się ze swoją rolą ofiary”. Rzeczywiście MAGA wprowadziło na polityczne salony Ameryki mnóstwo ludzi, którzy nie mieścili się do tej pory w sterowanym przez lewicę mainstreamie. Pewnie Pan Magierowski będąc ambasadorem bywał na amerykańskiej prowincji i spotykał tam WASP, z których wielu uważa, że zostali zdradzeni przez swoje elity w Waszyngtonie, Nowym Yorku, na Harvardzie i Hollywood. Lat 25 temu robiąc zdjęcia do mojego filmu „Wybacz mi Sergiej” nocowałem u mojej znajomej w południowym Teksasie. Podczas kolacji podśmiewałem się z czarnych (a szczególnie otyłych murzynek) włóczących się nocą po dworcu autobusowym w Waszyngtonie. Z grobową miną przysłuchiwał się temu ojciec znajomej, emerytowany lekarz i były prezes republikanów w tym hrabstwie. Po posiłku znajoma zdradziła mi, że ojcu strasznie spodobało się to, co mówiłem o murzynach, ale nic nie reagował, bo takich rzeczy w Stanach się nie mówi publicznie. Podkreślę, że za stołem byliśmy tylko z jej rodzicami! Lata lewicowej dyktatury, promocji LGBT, robienia bohatera z czarnego narkomana i przestępcy (BLM) doprowadziło do radykalnej reakcji, która może po części dziwić swoją gwałtownością, czy nawet desperacją. Atak na Kapitol był właśnie wyrazem tej desperacji i poczucia, że ojczyzna WASP zdradziła. Zarazem mają oni mimo pewnych przechyłów w wielu sprawach rację, bo np. o religii holocaustu pisze też wielu żydowskich intelektualistów. Modlący się w Pentagonie lub Gabinecie Owalnym konserwatywni pastorzy mogą pana Magierowskiego szokować, ale to skutek, a nie przyczyna. Bo przyczyną jest ideologiczna ofensywa lewactwa, która wyprodukowała według mnie jeszcze bardziej kontrowersyjne i destrukcyjne prądy w amerykańskim społeczeństwie, których uosobieniem była np. Kamala. Zresztą pastorzy modlili się nad Trumpem o mądrość, to chyba wszyscy się zgodzimy, jest obecnie bardzo na miejscu. Tylko trzeba pamiętać, że to właśnie ta „prawicowa ekstrema” 4 razy w XX wieku ratowała świat, nie licząc już takich drobnostek jak Korea czy Wietnam. Dlatego amerykańska ekstrema tak już mnie nie przeraża, mam nadzieję, że dla świata i Europy przyniesie wiele pozytywów, a turbulencje wyrówna amerykańska demokracja.
Kreml i jego propagandyści dziesięciolecia wbijali Rosjanom do głowy, że Ameryka pragnie ich zaatakować. A robili to dlatego, że byli przekonani, że Obama i Biden, NATO i Europa nie są zdolni do żadnego działania. Teraz kiedy Trump pokazuje, że „może” propaganda Kremla zupełnie zbaraniała, bo faktem stało się to, co oni uważali za fikcyjnego straszaka. Kto będzie następny pytają się zakłopotani? Rosja? Rosja, totalnie osłabiona wojną na Ukrainie, tracąca wpływy w Azji Centralnej i Kaukazie (Erdogan korzysta i tu, i tu z okazji ile się da), w Europie Wschodniej (nawet Łukaszenko próbuje się wydostać z objęć Putina) i Północnej. Jedynym wiernym sojusznikiem został tu Orban, ale co będzie jak przegra wybory? Następna pewnie będzie Kuba, która i tak po upadku Maduro ledwie dyszy. Bardzo możliwe, że na Hawanę nie trzeba będzie nawet wysyłać żadnych rakiet. Mam znajomych uciekinierów z Kuby, wiele się nasłuchałem o tym karaibskim raju na ziemie, więc mam nadzieję, że Trumpowi uda się nadgryźć niezatapialny reżim Castro. Dobrze by było ulżyć koreańskim niewolnikom Kim-Jong Una, ale Chiny raczej na to Trumpowi nie pozwolą. Rosję stać tylko na pomoc wywiadowczą dla Iranu, ale Trump już o tym wie i znając jego charakter, może to go zniechęcić do przyjaciela Wołodii. Pewnie to był główny temat jego ostatniej rozmowy z Putinem.
Walka między dobrem, a złem toczy się w sercu każdego z nas, toczy się w świecie polityki, toczy się też przy pomocy oręża. Nie zawsze jest ona jednoznaczna, granice są często zatarte, a ci, którzy walczą przeciw Złu nie są sami zazwyczaj święci. Trump oczywiście nie musiał atakować Iranu i mógł dalej prowadzić negocjacje bez końca, kiedy równocześnie Korpus Strażników Rewolucji wzniecałby pożogę na całym Bliskim Wschodzie. Życzę mu, aby znalazł wyjście z zamieszania, które sam wywołał i oby było to z pożytkiem dla Irańczyków, całego regionu i nas samych.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)