Zrobiło się cieplej i barbarzyńcy ruszyli na Rzym. Tylko z samego Szanghaju codziennie na Fiumicino ląduje 10 samolotów. Tym razem jednak to Rzymianie łupią barbarzyńców, a nie barbarzyńcy Rzymian. Każdy z gości zostawia mieszkańcom Wiecznego Miasta niemałą sumę pieniędzy. Jak zwykle hitem jest selfy – największy wynalazek początku 3 tysiąclecia. Na Via della Conciliazione w tym roku wielką popularnością cieszy się możliwości zrobienia sobie zdjęcia z najnowszym modelem Ferrari i z Bazyliką św. Piotra w tle, a nawet za niewielką opłatą przejechanie się nim po kilku okolicznych uliczkach.
Kilka lat temu zrobiłem sobie dosyć kiepską stronę www, gdzie zamieszczałem fotografie z moich wypraw w góry Syberii i Azji Centralnej. Strona w gruncie rzeczy nijaka i wiele lat cieszył się niewielką popularnością. I nagle w ciągu ostatnich dwóch lat ilość wejść zaczęła się gwałtownie zwiększać – 2 razy więcej za jeden rok niż za wiele poprzednich lat. Tematyka strony i jego zawartość nie zmieniły się, więc nie tutaj trzeba by szukać przyczyny tego zainteresowania . A więc co się zmieniło? Zmienili się Polacy! Weszliśmy w kolejną 4 fazę konsumpcji , którą roboczo nazwiemy „pożeraniem świata”. Pierwsza faza to upadek komunizmu – jedzenie w sensie dosłownym: nareszcie można było wybrać jedną ze 100 rodzajów kiełbas, lub zjeść taki serek jaki jedzą Francuzi. Druga faza – sprzęt RTV i samochody – lata 90te. Trzecia faza – budowa coraz bardziej wyszukanych i ekstrawaganckich domów. Czwarta faza: pożeranie świata.
Podróżując po świecie w sprawach służbowych od początku lat 90 tych często spotykałem na lotniskach Azji takich jak Bangkok, Moskwa, Kalkuta itp. młodych Niemców, Holendrów, Japończyków, Szwajcarów, Szwedów i przedstawicieli innych najwyżej rozwiniętych krajów świata. Właściwie to wyglądających na młodych, bo często po rozmowie okazywało się, że są już około 40. Zazwyczaj były to pary i zazwyczaj bezdzietne. Koszulka z liściem marihuany, Bobem Marleyem lub towarzyszem Che, na głowie dredy lub coś podobnego, brudny plecak i trampki. Czym się zajmowali? Podróżowaniem. Ale nie było to rodzinne wycieczki wakacyjne, lecz stan permanentnego przemieszczania się z jednego egzotycznego miejsca do drugiego jeszcze bardziej egzotycznego. Środki utrzymania: rodzice lub dorywcze prace w Europie. Maksimum pół roku w Europie, pozostały czas Laos, Chiny, Indie, Malezja, RPA, Nepal, Inkowie w Andach, Majowie w Meksyku, Maroko, Kanada, Wyspy Wielkanocne … Wbrew pozorom nie trzeba było mieć strasznie wielkich sum, żeby prowadzić taki tryb życia – ekonomika w Europie kwitła, ceny w egzotyce minimalne, a wymiana waluty bardzo korzystna. To co zawsze zwracało moją uwagę w zachowaniu tych globtroterów, to ich 100% zblazowanie i totalna nuda na twarzy. Tak, podróżowanie nie dawała im już prawie żadnej przyjemności! To była forma życia od której byli kompulsywnie uzależnieni, jak alkoholik od wódki, a narkoman od heroiny. To był jedyny rodzaj życia, który znali. Pustka, która wozili w sobie po świecie, nie mogła już być zapełniona tymi duchowymi , estetycznymi i innymi niezwykłymi wrażeniami, których doświadczali zwiedzając coraz to nowe zakątki naszej przepięknej planety. Mechanizm jak w każdym uzależnieniu: pokusa przyjemności i ucieczki od trudów życia, od oddania swojego życiu innym, pokusa zamiany swojego życia w bajkę, ucieczka w adrenalinę. Koniec? Jeden z takich Japończyków po zakończeniu drugiej wojny w Iraku, wysłał ostatni e-mail do swoich rodziców: „Jadę sam sprawdzić, co tam się naprawdę dzieje”. Następną informacją dla rodziców było zdjęcie owego delikwenta bez głowy, którą mu obcięto, gdy japońskich rząd nie zechciał zapłacić okupu za górną część jego ciała. To niewątpliwie przykład drastyczny, bo jak się zorientowałem duża część tych „pożeraczy świata” ląduje około 50tki na Bali – tam są ponoć do kupienia bardzo tanie domki bambusowe, można palić trawkę i gapić się bezmyślnie w ocean.
I teraz Polacy weszli na koniec w czwartą fazę konsumpcji. Biura podróży oblężone: Egipt, Kanary i Grecja to pełnych obciach. Bhutan lub Kapsztad to pułap z którego nie powinna się schodzić. Iluż spośród moich znajomych, starzejących się singlów i singielek lub partnerów, którzy wciąż nie mogą stworzyć warunków do rodzenia dzieci, haruje jak osły cały rok, by 2-3 miesiące spędzić w Kambodży albo Chile. Niektórzy, którzy na swoje nieszczęście nieopatrznie narobili sobie dzieci, robią wszystko co mogą, aby zostawić w Poznaniu lub Warszawie swoje nudny żony i ruszają chociaż na jeden miesiąc w Hindukusz – całe ich życie trwa od wyprawy do wyprawy. Czekam na polskie osiedle na Bali, a was drodzy Czytelnicy proszę o wynalezienie nazwy dla tej nowej –mani czy –izmu.
PS: I jeszcze jedno - turystyka jest jednym z najcięższych przestępstw przeciwko ekologii. Co roku setki milionów turystów, a może nawet miliardy powodują spalanie milionów (miliardów?) litrów różnego rodzaju paliwa, przemieszczając się z miejsca na miejsce bez żadnego racjonalnego uzasadnienia, bo przecież zdjęcie z czerwonym Ferrari nim nie jest (jak krasnal z „Amelie”). Nie robią przecież tego nawet z przyczyn handlowych, ratowania życia, odwiedzenia babci, odkrywania nowych lądów. W ten sposób dzięki turystyce powiększa się dziura ozonowa, zwiększa ilość CO2 w powietrzu i wzrasta efekt cieplarniany.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)