43 obserwujących
206 notek
388k odsłon
944 odsłony

M 32

Wykop Skomentuj4

Z przodu, z prawej i z lewej płaska, płaska, równa jak patelnia zielono-bura przestrzeń. Droga idzie prosto jak strzała. W moim Subaru mogę rzeczywiście włączyć automatycznego pilota i zasnąć. Stalowe, ciężkie niebo zawisło nad stepem. Nisko, nisko ciągną się chmury jakby chciały rozwałkować najmniejszą nierówność. Zaledwie co kilkadziesiąt kilometrów na horyzoncie pojawia się jakiś pagórek. Ledwie go widać. I co? I nic. Po prostu pusta przestrzeń z linią drogi po środku. Nie ma „krowy, ani drogi na Ostrołękę”. Krowa jest: pewnie co 50 km albo koń lub wielbłąd. Żadnego domu. Jedyne urozmaicenie to co 100 km napis „M32”.

Jadę z północy Kazachstanu na południe. Z Aktjubinska (Ak-tobo – „biała górka” do Kizył-ordy („Czerwona horda”). Dalej Szymkient i Taraz. Gdzieś po prawej na zachodzie powinno być Morze Aralskie, albo to co z niego zostało. W czasach radzieckich wielkie rzeki Azji Centralnej puszczono po kanałam Doliny Fergańskiej, aby wyprodukować jak najwięcej bawełny. Morze Aralskie szybko zaczęło wysychać. Teraz to pustynia, gdzie co jakiś czas jak martwy wieloryb leży na boku statek – wypisz wymaluj surrealistyczny obraz Salvadora Dali.

„Na patrzenie w tył drogi jest chęć.

A niechcący z patrzenia coś się w oczach odmienia,

A na drodze, o sarna!, o czołg!

Tyle spraw odmienionych, tyle traw niedotkniętych,

Ale ciało dziś jedno, ale jeden mój ślad.

Ile drogi, co wszędzie i zawsze inna.

Ile drogi każdemu w świat

I kto zakłada ślad?”

Nie ma co patrzeć do tyłu, bo tam też nic nie ma. Ani sarny, ani czołgu, choć co prawda gdzieś niedaleko Bajkonur. Kiedy jechałem tędy kilka lat temu samochód mijałem średnio co pół godziny. Droga była jednak w budowie. Kilkaset kilometrów, całą noc po wybojach, raz po lewej, raz po prawej stronie nasypu. Dobrze pamiętam kiedy dojechałem nad ranem do Kyzył-ordy byłem jak w transie: po dziurach na lewo, po dziurach na prawo i kilkaset metrów po polu i znowu … Teraz droga już skończona. Ruch jak na Marszałkowskiej: samochód co kilka minut. Rejestracje z całej Azji Centralnej i z Europy – nawet kilka ciężarówek było z Polski.

Komu była potrzebna ta droga przez kazachski step? Geopolityka. Amerykanie ciągle mają największą marynarkę na świecie. Mogą w ciągu paru dni zablokować swoimi lotniskowcami i okrętami podwodnymi Morze Chińskie i żółte ludziki nie będą mogły pchać w świat swojego szuwaksu. Tak więc od kilku lat prezydent Chin tylko i mówi ciągle o Nowym Jedwabnym Szlaku. Wiele pięknych słów o współpracy, a chodzi o nic innego jak o szlak transportowy do Europy. Niestety ten piękny asfalt kończy się na rosyjskim szlabanie. Widocznie Putin ma inną koncepcję. Dalej 100 km nieprawdopodobnych wybojów. Chińczycy się jednak nie zniechęcili. W zeszłym roku jechałem rowerem przez nową nitkę Jedwabnego Szlaku, którą ciągną teraz przez Uzbekistan, Turkmenistan, Iran i Turcję. W Kirgistanie wiercą tunel w ponad 4000 górach między Kazarmanem i Dżalalabadem.

Ziemia jest pusta i bezludna. W Polsce gęstość zaludnienia 123 osób na kilometr, ale jak tylko przejechałem granicę z Białorusią od razu odczułem pustkę. Tutaj tylko 45,8. Widocznie jeszcze nie odrobili strat z I wojny, rewolucji, terroru stalinowskiego i przede wszystkim z II wojny. W Rosji jeszcze gorzej: las, zaorane pola i półwymarłe wsie. Większość domów już rozwalonych, gdzie niegdzie żyją jacyś staruszkowie. Jak umrą to urzędniczka w Moskwie wykreśli kolejny kod pocztowy z listy. Miasteczka bardzo prowincjonalne, zapyziałe i nijak nie przypominają przepychu stolicy. To dlatego w Rosji żyją miliony emigrantów i Putin chętnie ich zaprasza. Na ile realnie wzrosła ilość muzułmanów w Federacji Rosyjskiej w ciągu ostatnich 20 lat, to pewnie jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic imperium.

Kazachstan pusty, pusty: 6,5 człowieka na kilometr. A żyją te człowieki w miastach. Uralsk czy Aktjubińsk pojawiają się przed moimi oczami jak fotomorgana. Aż oczy przecieram: morze wieżowców, korki na ulicach. Ale wystarczy wyjechać kilka minut za miasto i znowu totalna pustka. Urbanizacja doprowadza do tego, że ziemia staje się jeszcze bardziej pusta. A jeśliby tak przesiedlić w ten kazachski step np. mieszkańców Bangladeszu co to jeden drugiego po piętach depcze aż się do morza spychają? Stalin wpadł na ten pomysł, ale niewiele to kazachski step zmieniło.

Śpię po kilka godzin w przydrożnych motelach i dalej w trasę. Po poprzednim doświadczeniu staram się trzymać rytmu dnia i nocy i dzięki temu zamiast po 8 już po 5 dniach dojeżdżam do granicy Kirgistanu. Na granicach spędzam w sumie około doby, ale nie mogę narzekać: celnicy i pogranicznicy są zazwyczaj życzliwi. Granice tutejsze to oddzielna bajka. Nie piszę bo i tak Czytelnik-Europejczyk tych meandrów organizacji i polityki nie załapie. Na południu Kazachstanu robi się ludniej. Szymkient, Taraz objeżdżam obwodnicami. Pojawiają się pola, owce, domy, soczysta zieleń. Jednopasmowa droga zamienia się w betonową ekspresówkę. Czy bliżej Kirgistanu tym weselej.

Tymczasem za kilka dni ruszam na ponad dwumiesięczną wyprawę, przy której przejazd z Polski do Kirgistanu to przechadzka. Więcej tutaj:

http://www.oleniok.wioslo.pl/oleniok/


Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości