3 obserwujących
95 notek
70k odsłon
  260   0

pstrąg w galarecie !

Cześć !

Dość dawno zakończyłem pracę nad buszowaniem w kuchni dlatego, że w zasadzie wyczerpałem wszystkie istotne tematy. Okazuje się jednak, że nie do końca. Przez ten czas nabrałem praktyki w przygotowaniu nowych rozwiązań, nauczyłem się nowych sposobów tworzenia niepowtarzalnych smaków i... dotarłem do wielu blogerów zajmujących się prowadzeniem kuchni na poziomie takim, do jakiego nie pretenduję.

Z założenia miał to być blog ze wsparciem dla tych, którzy nie wiedzą, jak zabrać się za samodzielną pracę w kuchni, lecz nie bardzo wiedzą, od czego zacząć...

No i okazało się, że w kuchni eksperyment jest podstawą buszowania...

Dlatego, że przed nami jest temat wigilijny, że jest ten szczególny wieczór, kiedy w gronie najbliższej rodziny spędzamy dość dużo czasu także i przy biesiadnym stole, czas był zabrać się za wigilijnego karpia. Z założenia miał to być karp w galarecie, po świętach specjalnie przygotowany karp smażony... a że są inne ryby - o wyborze zarządził przypadek. Wybraliśmy się z żoną do sklepu jednej z dużych (niekoniecznie największych) sieci handlowych po karpia. Na elewacji witał nas ogromny plakat informujący o ciągłej sprzedaży karpia...

No cóż, reklama ma do siebie to, że zachęca. Trzeba jednak być na nią odpornym, bo tak naprawdę karp był, ale rano... w porze południowej już go nie było... a nikt nie będzie czekał z tak  trudnym produktem na spóźnialskich.


Mieliśmy dwie opcje. Owszem, karp, jak na święta przystało, miał być, ale gdyby był pstrąg, to na pewno go też weźmiemy.

A już w środku to o karpiu pozostały tylko informacje. Został wykupiony. Ale w chłodziarce z rybami był atrakcyjnie opakowany ... pstrąg...

Był taki ładny, nie mały (pamiętam pstrągi z potoku w górach, które moi rówieśnicy wyłapywali ręką z potoku jeszcze w latach 60. XX w.) i nie za duży. Zapakowany po dwie sztuki, z głową i wypatroszony... Więc nie było powodu, by odejść z kwitkiem. Zastanawialiśmy się nad pstrągiem w galarecie i wymyśliliśmy prosty sposób na realizację tego projektu - o czym już następne akapity...


Pstrąg patroszony jest o tyle wygodny, że względnie łatwo jest przygotować go już we własnym zakresie. Warto sprawdzić, czy jest uwolniony od łuski. Zazwyczaj handlowcy oferują go oczyszczonego, ale z łuską na skórze. Jej pozbycie się nie sprawia problemu. Trzeba pstrąga ułożyć na desce do krojenia i bardzo ostrym nożem "wygolić" z tej łuski w kierunku od ogona ku głowie. Przy okazji pozbywamy się śluzu, dzięki któremu rybom jest łatwiej wyślizgnąć się z rąk, gdy ktoś chciałby ją wyjąć z wody.

W zasadzie jest to jedyny zabieg, o którym warto pamiętać przed dalszą obróbką tuszki oferowanej przez sklep.

Po umyciu ryby po "goleniu łuski" trzeba odciąć głowę, płetwy oraz ogon. Jeżeli ktoś nie posiada garnka odpowiedniej długości, może rybę od razu podzielić na części takiej wielkości, by zmieściły się w garnku.

Warto zastanowić się, ile ryb przygotować na posiłek.

W naszym przypadku w zupełności wystarczają dwie ryby dla trzech osób.


Przygotowanie wywaru do gotowania ryby.

Wywar można przygotować na kilka sposobów. Ja wybieram ten najprostszy. Na dwie ryby do garnka wrzucamy odcięte wcześniej głowy i płetwy. Dodajemy dwie lub trzy marchewki (w całości), dwie do czterech cebul obranych z łusek. Cebulę wrzucamy bez jej uprzedniego pokrojenia w kawałeczki.

Można też dodać inne przyprawy. Są to przede wszystkim pierz ziele angielskie, kilka ziarnek pieprzu zielonego, można dodać świeżego imbiru w ilości około jednej łyżeczki.

Można też dodać inne przyprawy - jak na przykład ząbek lub dwa czosnku, kilka liści laurowych, kawałek pora, selera...

Tym razem albo czegoś z tego zestawu akurat nie miałem pod ręką albo też zapomniałem...

Pozostaje jeszcze sól do wywaru. Tę w ilości jednej małej łyżeczki (3 do 5 g) dodaję już po około półgodzinnym gotowaniu wywaru - przygotowany zestaw uzupełniam wodą w ilości 1,5 do 2 l.

W międzyczasie rybę pokrojoną w dzwonka przesypuję (delikatnie) solą i umieszczam w lodówce.

Są różne sposoby tego przygotowania, można ją tak przetrzymać nawet do dwóch godzin, można dodać cytrynę... Ja jednak schłodzoną rybę wstawiam do garnka w chwili, gdy marchewka będzie odpowiednio miękka, ale nie rozgotowana.

W tym przypadku wcześniej odławiam z garnka wszystkie umieszczone tam warzywa oraz głowy z ryb i płetwy. Do wywaru wkładam delikatnie przygotowane części ryby i gotuję na bardzo małym ogniu przez około 20-30 minut.

Pstrąg jest zazwyczaj delikatny i bardzo szybko jest już gotowy do jedzenia.

Po stwierdzeniu, że jest już ugotowany - delikatnie trzeba go wyjąć z garnka i ułożyć na talerzu, by wystygł na tyle, że będzie można przystąpić do dalszej pracy.

polega ona na ściągnięciu z ryby skóry. Trzeba to zrobić delikatnie, bo łatwo jest płaty ryby pokruszyć i wtedy nie będzie ona tak atrakcyjna. Skóra, jeśli nie jest wysuszona, nadaje się do konsumpcji.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości