70 obserwujących
379 notek
380k odsłon
  707   1

O "tuszowaniu" słów kilka do ogródka panu Terlikowskiemu.

           Przetacza się przez salon dyskusja wywołana wypowiedzią pana Terlikowskiego na temat biskupa Skworca. Dałem się w nią wciągnąć i uznałem, że temat wart jest notki - stąd niniejsze podsumowanie.

          Ponieważ Terlikowski w swoim wywiadzie udaje, że nie rozumie dlaczego sankcje dla biskupa Skworca są tak słabe lub tak mocne, więc wytłumaczę za niego. Dawno dawno temu, kiedy miała miejsce większość tych ohydnych czynów pedofilskich w kościele, stosunek społeczeństw (nie tylko polskiego) do zjawiska pedofilii był zupełnie inny niż dziś. Lekceważono je do tego stopnia, że niejaki Daniel Cohn-Benditt - dziś szanowany europoseł, publikował teksty w których opisywał swoje czyny pedofilskie ("eksperymenty" - tak to określał) i jeszcze w roku 1982 chwalił się nimi publicznie w niemieckiej telewizji. Oczywiście nikt go za to nie ścigał. Moim zdaniem mniej interesujące jest to dlaczego się go nie ściga obecnie (kwestie polityczne, przedawnienie i takie tam...), jego przykład świadczy bowiem jasno o tym, że jakoś tak do końca lat 80-tych nie uważano pedofilii za szczególnie grozne zjawisko! Traktowano je trochę tak jak pederastię, nieco śmieszne dziwactwo: starsi panowie uganiają się za dziewczynkami (czasem chłopcami), poklepują po pupach i są wskutek tego bardziej szczęśliwi. Zresztą nie tylko Cohen-Benditt, są liczne inne przykłady z tamtego okresu świadczące o powszechnym lekceważeniu problemu, dopiero znacznie pózniej w pełni zrozumiano co to może oznaczać, ujawniono istnienie siatek pedofilskich, kidnaperstwa i zbrodni. Biskupi postępowali wtedy zgodnie z ówczesnymi poglądami na zagadnienie, a nawet ostrzej, przypomnę że władze Berlina oddawały dzieci z domów dziecka "na wychowanie" pedofilom, co uważano za ogólnie korzystne (niedawno ujawniona afera): odsuwali podwładnego od katechezy do funkcji administracyjnych i przenosili na inne parafie. A niby jak mieli reagować? Na podstawie jakichś często niejasnych plotek, niepotwierdzonych informacji z drugiej ręki (w takich sprawach najczęściej nie ma zupełniej pewności, kto myśli inaczej temu polecam "Polowanie"- świetny duński film z roku 2012r: Złota Palma, 10 innych nagród) donosić na podwładnego księdza PeeReL-owskiej Milicji Obywatelskiej? W stanie wojennym? Kto tak wtedy postępował? W innych środowiskach zazwyczaj w ogóle nie reagowano na takie sygnały, no ale księżom to jednak nie uchodziło. Dziś na fali mocno podkręconej histerii związanej z tym zjawiskiem wykorzystuje się sytuację by usunąć z kościoła tych biskupów których akurat chce się usunąć, a pozostawić innych, np. abp. Marxa w Niemczech, którego dymisji papież nie przyjął. Można w ten sposób załatwić praktycznie każdego, bo chyba w każdej diecezji miał w minionym półwieczu miejsce jakiś przypadek pedofilii wśród księży i każdy biskup reagował na to tak jak wtedy uważano za słuszne. Tak więc obecnie abp. Skworc nałożył na siebie jakieś ograniczenia bo jest pod presją, ale ponieważ jest niewinny i niczego niewłaściwego nie zrobił, więc z tym nie przesadza. 


           Dodam, że absolutnie nie lekceważę przestępstw pedofilskich, jeśli chodzi o moje zdanie, to byłbym za tym by sprawców gwałtów pedofilskich wieszać za genitalia w miejscach publicznych (ku przestrodze). Et voila! Natomiast to nie w KK ukrywa się "jądro ciemności". Międzynarodowe siatki pedofilskie działają nadal i są trudne do zwalczenia, zwłaszcza że należą do nich ludzie możni i właśnie wykorzystują nagonkę na KK dla odwrócenia od siebie uwagi. Nie podoba mi się jedynie cyniczne wykorzystywanie ciężkich nieraz krzywd i zbrodni dla rozgrywek z KK. Oto rozkręcono histerię i ściga się biskupów za to, że WTEDY nie zachowali się właściwie z puntu widzenia tego co jest uważane za słuszne DZIŚ! To jest absurd! Całe to "tuszowanie" to było tak naprawdę zachowanie zgodne z ówczesnymi poglądami na zagadnienie. Co istotne, w tej całej medialnej nagonce celowo miesza się dwie rzeczy: ściganie gwałcicieli ze ściganiem biskupów za rzekome "tuszowanie".  To drugie to często kompletna często aberracja, o czym napisałem powyżej. 

                Co do ścigania pedofilów i gwałcicieli (bo elementem tej zbiorowej histerii jest też słynne wariactwo pod hasłem "me too"): oczywiście jestem za tym by surowo karać gwałcicieli, jeśli udowodni im się ich czyn. Problem w tym, że te czyny na ogół odbywają się bez świadków, więc trudno je udowodnić. Można to zrobić na podstawie obdukcji, śladów i dna, ale trzeba działać bezpośrednio po przestępstwie. 

            Natomiast, jeśli jakiś pan czy pani przypomina sobie po 20-40 latach że kiedyś została zgwałcona lub "była molestowana" (cokolwiek by to miało znaczyć) i domaga się odszkodowania, to moim zdaniem smutnym świadectwem powszechnego skretynienia jest to że ktokolwiek traktuje to poważnie. Dobrym przykładem są tu pamiętne pomówienia abp. Gulbinowicza: przecież cała ta historia zeznana przez "poszkodowanego" jako żywo przypomina powieści Kafki swym onirycznym nastrojem (cóż: opowiadał poeta!). Zastrzegam: gdyby były jakiekolwiek dowody (np. nagrania) to jak najbardziej, ale najczęściej jedynym "dowodem" są złożone po dziesięcioleciach zeznania "poszkodowanych"! Przykro mi, ale takich spraw w ogóle nie powinno się rozpatrywać, ani o nich pisać, traktując jako pomówienie, a już na pewno nie rozpatrywać w sądzie, bo tam wyrok można wydać tylko gdy NIE MA WĄTPLIWOŚCI o winie. Już w prawie Mojżeszowym wymagano w sądzie DWÓCH świadków.  To też jest ("me too") moim zdaniem szczególny rodzaj zbiorowej histerii i mody : nagle gwiazdki i celebrytki, już po zrobieniu kariery i wielokrotnym umaczaniu w tym całym bagienku, przypominają sobie, że tak naprawdę to są brutalnie wykorzystanymi dziewicami! Blaaaaaaagam... Podkreślam, że przypominają sobie o tym że zostały wykorzystane już grubo po tym, jak zrobiły karierę i skonsumowaly owoce tego "wykorzystania".

 Podsumowując: uważam, że to z czym mamy obecnie do czynienia to jest rodzaj sterowanej zbiorowej histerii. Wykorzystuje się to, że tzw. "powszechne zepsucie" zaszło tak daleko i znaczna część ludzkości czuje się już tak "zbrukana", że jak kania dżdżu łaknie jakichś choćby pozorów "czystości". Wokół zalew seksu, pornografii (łatwo dostępnej wszędzie i dla wszystkich), zboczeń, zdrad, rozwodów, promiskuityzmu, parad równości, rynki miast zamienione (po zmroku) w tłumnie odwiedzane domy schadzek... (doprawdy nie rozumiem jak obecnie są w stanie utrzymać się domy publiczne i komu się chce jeszcze płacić za to co można za darmo podnieść z chodnika?). Nie dziwota, że ludzie wciągnięci w to bagno odczuwają potrzebę odreagowania. Histeria antypedofilska w KK doskonale trafia w powszechne zapotrzebowanie i wielu daje się w nią wciągnąć pałając "świętym oburzeniem", co pozwala im się poczuć choć trochę szlachetniej i lepiej. No a "sternicy" tej histerii wykorzystują ją do rozprawy z biskupami. Ponieważ mody dziś płyną z USA, więc nakłada się na to jeszcze anglosaski "antypapizm" wraz z purytańską hipokryzją i jest już wszystko co potrzeba. W tym wszystkim nie mam już pewności co jest bardziej chore: dawne lekceważenie zjawiska, czy obecna histeria? Na pewno obie ale które bardziej? Jak słyszę o słynnym "złym dotyku" to mnie skręca: znam przypadki ojców i dziadków, którzy mają problemy w relacjach z córkami i wnuczkami  ze względu na powszechny medialny obłęd i wariactwo. Myślę, że za jakieś 50 lat ludzie będą się o tym uczyć w szkołach, jak dziś np. o rewolucji kulturalnej i tępieniu wróbli w Chinach. I bardzo będą się dziwować!


Na marginesie: polecam "Widzialną Ciemność" Goldinga (moim zdaniem jego najlepsze dzieło) - pozwala spojrzeć na zjawisko pedofilii nieco innymi oczami, chyba bardziej realistycznie niż oczami przekrwionymi obecną histerią. 



Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo