Już to chyba raz objaśniałem, ale jeśli tak, to jak widać z różnych dyskusji, nie dość jasno. Teraz będę nieodparcie przekonujący.
Jeśli pożyczasz książkę biednemu koledze, to pozbawiasz pisarza zarobku. Jeśli pozwalasz słuchać innym ludziom piosenek ze swojej płyty, pozbawiasz zarobku piosenkarza. Jeżeli wymasujesz synkowi bolący zmęczony mięsień, pozbawiasz zarobku lekarza i farmaceuty, który produkuje środki przeciwbólowe. Jeżeli nie zniszczysz ubrania, które już ci się znudziło, tylko oddasz je biedakowi, pozbawiasz zarobku producenta ubrań.
Prawda, że to jest argumentacja człowieka złego i chciwego? Kali jest skrzywdzony, bo Kali nie może zarobić jeszcze więcej niż zarabia. Tymczasem Kali nie może zarobić więcej, bo ktoś dobry pomógł jego potencjalnemu klientowi, zmniejszając popyt na jego produkty.
Ale my wychowujemy dzieci na ludzi dobrych - uczymy ich żeby dzielić się z innymi, żeby pożyczać biedniejszym kolegom, żeby pomagać potrzebującym... Skutkiem dobrych czynów człowieka dobrego jest zmniejszenie popytu na niektóre dobra i zwiększenie popytu na potrzebniejsze dobra, bo biedni ludzie nie kupują rzeczy, na które ich nie stać, tylko oszczędzają pieniądze na to, co jest im konieczne do życia, np. na lepsze jedzenie. Zauważcie, że biedak, który nie kupi płyty ani książki, bo ktoś mu je pożyczy, wyda swoje pieniądze np. na lepsze jedzenie, na lepsze ubranie, albo na lekarstwa dla chorego dziecka, albo na jakieś inne potrzebne rzeczy. Zauważcie, że to wszystko jedno, jaki dobry uczynek wykonamy - czy pożyczymy książkę biedakowi, czy udostępnimy płytę do słuchania na YouTubie, czy damy stare ubrania biednym, czy nakarmimy głodnego. Zawsze skutkiem naszego dobrego uczynku będzie lepsze ubranie, lepsze jedzenie i lekarstwa dla biedaków. Kto słucha YouTuba, ten oszczędza na płytach i może lepiej opiekować się dziećmi.
Karanie ludzi za bezinteresowne pomaganie innym, jest działaniem w służbie zła. Jeżeli widzę na YouTubie blokadę jakiegoś udostępnienia, to wiem, że rządzą siły zła - rządzą złodzieje, czyli przestępcy. nazywam ich "mafią wydawniczą". Ofiarami tej mafii są biedni ludzie, sadownicy, ogrodnicy i wszyscy ci, którym mafia wydawnicza odbiera zarobki przy pomocy terroru nazywanego przez nich "prawami autorskimi". Tymczasem prawa autorskie istnieją naprawdę i powinno się ich bronić, np. poprzez pilnowanie, żeby autor zarabiał zawsze wtedy, gdy ktoś inny zarobi na wykorzystaniu jego dzieła. Tymczasem mafia wydawnicza ograbia autorów z należnych im pieniędzy, ale to już byłaby dywagacja wdawanie się w szczegóły tego procederu. Wracam więc do meritum.
Istotą zła działalności mafii wydawniczej jest demoralizacja dzieci, które staramy się wychowywać na ludzi dobrych. Terror mafii wydawniczej karze dobrych ludzi za ich dobre uczynki, a skorumpowani prawnicy związani z mafią uczą nasze dzieci, że dobro jest złe - pomaganie jest złe, pożyczanie i udostępnianie jest złe. Uczą nasze dzieci, żeby odpowiadały swoim kolegom: "nie pożyczę ci, sam sobie kup, daj zarobić innym". Absurd takiej odpowiedzi można od razu obnażyć taką odpowiedzią: "Ja nie wyrzucam pieniędzy - dam zarobić innym, nawet jeśli mi pożyczysz". Ten absurd pokazałem tym ułomnym, którzy nie czują w głębi serca, co to jest zło, a co to jest dobro. Kto nie chce wychowywać dzieci na ludzi dobrych, ten zrozumie argument czysto rozumowy - mafia wydawnicza jest wrogiem wszystkich uczciwych producentów i sprzedawców.
Jednak osobiście argument moralny uważam za mocniejszy, bo większość ludzi bardziej kocha swoje dzieci niż swój rozum. A więc tak podsumuję notkę: Zachęcajmy dzieci do dobrych uczynków, niech pożyczają, niech udostępniają, niech pomagają, niech rozdają... Pokażmy światu, że dobro musi zwyciężyć, że mafia wydawnicza musi przegrać. Nie pozwólmy złodziejom wychowywać naszych dzieci.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)