Gdybyśmy szukali odpowiedzi na pytanie, co jest priorytetem polityki wewnętrznej Platformy musielibyśmy dojść do wniosku, że rozbicie lub delegalizacja PiS. Widać to całkiem wyraźnie. Zresztą sama partia rządząca specjalnie się z tym nie kryje. Oczywiście cel ten zawoalowany jest całą maścią opowieści mających nadać mu pozory legalności i słuszności, czy wręcz przedstawia się go jako warunek konieczny przywrócenia w Polsce demokracji, ale to po pierwsze opowieść skrojona na użytek ludzi, którzy swoją bezrefleksyjność udowodnili już podczas październikowych wyborów odmawiając udziału w referendum (czyli zdolnych łyknąć praktycznie wszystko), a po drugie niczego nie zmienia w oglądzie sytuacji.
Po prostu PO musi pozbyć się partii Jarosława Kaczyńskiego z polskiej sceny politycznej.
Powód jest prozaiczny i wbrew pozorom nie chodzi tylko o zemstę za lata upokorzeń rozumianych jako odcięcie od koryta. Najistotniejsze jest to, że ta władza doskonale wie, że posunęła się na tyle daleko w naciaganiu prawa i Konstytucji, że pod żadnym pozorem nie może dopuścić, by ewentualna przegrana w kolejnych wyborach wiązała się z powrotem rządów PiS egzekwującego z większą niż wcześniej determinacją prawo i sprawiedliwość. Alternatywą musi być nowa, koncesjonowana opozycja. Deklaratywnie pałająca rządzą rozliczeń, lecz tylko właśnie deklaratywnie, czyli na użytek prawicowej gawiedzi, która zresztą już zaczyna pobrząkiwać, że PiS się skończył.
W przypadku faktycznego rozpadu tej partii – w najlepszym razie – powstanie jakiś koalicyjny rząd patriotyczno-narodowo-katolickich kanap żrących się o stołki w Koalicyjnym Obozie Prawdziwej Prawicy Prawicowej, który akurat do tego, by cała para poszła w gwizdek *zapowiedzi* rozliczeń nadawać się będzie wprost idealnie. Tak miną – wariant niekoniecznie realny, bo przecież przedterminowe wybory wisieć będą wtedy cały czas w powietrzu – następne cztery lata i zajęci coraz bardziej absorbującym wiązaniem końca z końcem Polacy przywykną, pobrzękując najwyżej coś nieuprzejmie od czasu do czasu w internecie. Rzecz jasna pod warunkiem, że nie posuną się w tym do coraz szerzej i dowolnie interpretowanej mowy nienawiści…
Tak moim zdanie przedstawia się pesymistyczny, ale jak najbardziej akceptowalnym przez partię rządzącą scenariusz na najbliższe dwa-trzy lata. Ten optymistyczny rysuje się znacznie "lepiej". W tym PiS rozpada się i podgryzająca się jak w latach dziewięćdziesiątych prawica nie przekracza progu wyborczego, za to "nowa", gotowa do posypania głowy popiołem za drobne niedociągnięcia i wspierana tradycyjnie przez "wolne media" Koalicja Panobywatelska wygrywa w cuglach rządząc już samodzielnie.
Kurtyna.
Naród mlaszcze i klaszcze w oczekiwaniu na Nowy Etap Reformy. Chwalą nas w niemieckie prasie. Ciąg lepszy nie nastąpi.



Komentarze
Pokaż komentarze (162)