Przyznaję, że pogubiłem się już w tym wszystkim. Mam oczywiście na myśli sezon pierwszy telenoweli pod tytułem „Moda na Miłość: By żyło się lepiej. Wszystkim". Mnogość wątków głównych i pobocznych, intryg i zwrotów akcji przyprawia mnie o taki zawrót głowy, że już nawet nie wiem, kto jest dobry, kto zły, a kto brzydki.
Weźmy na przykład eKłopotka. Bohater w założenia pozytywny, swój, z koalicji. Ale ostatnio zaliczył wpadkę narażając się paskudnie samej niezłomnej Julii...
Sympatia widzów była wprawdzie raczej po stronie jowialnego Eugeniusza, który swój chłop jest i okazji do udzielenia pomocy bliźnim nie przepuści, tym niemniej i łowczyni łapowników też miała trochę racji.
Wydawało się więc oczywiste, że dojść musi do przynajmniej lekkiego zgrzytu w tej słowem silnej ludowo liberalnej koalicji, a tu tylko burza w szklance wody i z rozwoju akcji nici.
Idźmy dalej. Wyśmienity pomysł na żart sytuacyjny, czyli obwieszczone z pompą przez głównego bohatera i niekwestionowaną gwiazdę serii wejście do strefy euro w roku 2012 też pozostało bez puenty.
A chyba każdy spodziewał się postmodernistycznej w formie i perfidnej w swej złośliwości kulminacji, jaką mogłoby naturalne w tym momencie stwierdzenie, że to był taki skrót myślowy i premier miał na myśli nie walutę, a mistrzostwa Europy w piłce nożnej.
Podobnie z chemicznym kastrowaniem pedofilów, które pięknie zbiegło się w czasie z pomysłem na zmniejszenie emerytur byłym esbekom. Przecież to wspaniałe pole do popisu dla scenarzystów. Wystarczyłby wpuścić na scenę któregoś z aktorów charakterystycznych, powiedzmy, że mógłby to być sam Stefan, i pozwolić mu nawijać o potrzebie kastrowania nie tylko dzieciolubów, ale też dziadków esbeckich .
Scena taka wymagałaby wprawdzie zaangażowania całej masy słusznie oburzonych przyjaciół i autorytetów, tym niemniej podwyższona oglądalność byłaby na pewno warta poniesienia nawet znacznych kosztów.
To tylko kilka zaledwie przykładów wątków, które choć ciekawie przemyślane, rwą się paskudnie. Nie wspomniałem przecież nawet o bohaterach jawnie złych, których przecież zgodnie ze znanymi od wieków prawidłami sztuki klasycznej spotkać zasłużona kara musi.
Są wprawdzie jakieś zajawki typu raporty, trybunały stanu, czy zapowiadająca się najciekawiej dramatyczna obrona dawnego wroga, któremu brutalnie wdepnięto butami w prywatne życie; tym niemniej widać wyraźnie, że wszystko to jakieś na siłę, brakuje dynamiki.
Ja jako widz skromny, mam więc prośbę wielką. Czy nie można by zorganizować czegoś naprawdę spektakularnego, elektryzującego, z rozmachem, rozwiewającego nudę ziejącą z ekranu wszelką?
Może po prostu czas już najwyższy przestać się krygować i zrywając koalicję ze zdegenerowanymi ludowcami, wyjść do przyjaciół z LiDu z wyciągniętą ręką?
Oczywiście z obrzydzeniem, wstrętem, lękiem i rezerwą, ale dla dobra przedstawienia, bo przecież nie ulega wątpliwości, że widzowie wierni bez popitki ten związke z rozsądku przełkną.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)