Gdybym czytał blogi publikowane na łamach Salonu24 pewnie nie miałbym wrażenia, że w polskiej polityce niewiele się dzieje. Strona główna zmienia się dość dynamicznie, są więc jeszcze tematy, które chyba najbardziej niezależni z rodzimych komentatorów przed tą skromną, ale wierną publicznością nadal z pasją i regularnością roztrząsają.
Sam jednak, tak jak jeszcze niedawno z lepszym lub gorszym skutkiem bez większego problemu polską scenę polityczną jakoś opisać potrafiłem, teraz mam już dość. Wrażenie, że wszystko już było jest zbyt silne. A ja nie znoszę się powtarzać.
Ileż bowiem razy można pisać o rządzących nami niby liberałach i człowieku, który jak kilkanaście lat temu Stanisław Tymiński teczką pełną haków i dziwnym akcentem Polaków oczarował, teraz wariacją na na Szafę Pełną Ustaw i Cuda numer ten sam powtórzył? Teoretycznie niby temat rzeka, ale co z tego?
Czy znacie może kogoś, kto dzisiaj przyzna, że na Tymińskiego głosował? Wyborcom nowego i lepszego Stana (również peruwiańskiego) też trzeba dać przynajmniej kilka lat, a nie już teraz oczekiwać, że zaczną sobie pewne fakty i zdarzenia kojarzyć i przypominać.
Na razie mamy jednak Donalda na fali, a rzeczywistość nie jest na tyle okrutna, by bieg jej jakoś zawirować. Tym samym nie ma się co na nią obrażać, bo najwyraźniej tak być powinno i tyle.
Skoro bowiem po blisko półwieczu zniewolenia, zakończonego wreszcie odzyskaniem niepodległości (niezależnie od tego, czy prawdziwej czy tylko bolkowo-okrągłostołowej) nie potrafimy wyciągać wniosków i uczyć się na własnych błędach, a na dodatek za durne pochlebstwa i na wyrost oraz z nieskrywaną drwiną rozdawane nominacje na inteligentów czy innych liberałów gotowi jesteśmy wyłączyć myślenie i oddać się kultowi rzeczywistości widzianej przez okno telewizora, to najwyraźniej taka jest już nasza rola.
Pogódźmy się zatem z tym i śmiało patrzmy w przyszłość. W końcu zasługujemy na cud i jakie ma znaczenie to, że Tymiński już był i coś mógłby nam jednak przypominać?
Ważne, że nie jest przecież najgorzej, a do powtórki z innego Stanisława - Augusta Poniatowskiego jeszcze chyba jednak jakaś droga nam została.
PS Pracując ciągle nad podniesieniem poziomu pisma jako całości, tygodnik "Wprost" już po raz drugi zdecydował się opublikować fragment mojego tekstu. Tak więc, jeżeli pragniecie posiadać to kolekcjonerskie i niezwykle cenne wydanie , czas najwyższy pędzić do kiosków.
Przynajmniej jako miejsce na autograf znanego i lubianego dzierzby będzie to podkładka nie lada ;-)



Komentarze
Pokaż komentarze (3)