Żyjąc w kraju oderwanym od całej tej idiotycznej gospodarki, a tym samym nieczułym na światowe kryzysy i zawirowania, mam się ostatnio tak dobrze, że aż zapomniałem o pisaniu.
Po prostu cieszę się szczęściem premiera, który najwyraźniej rozumie już, że Polska jest miejscem wyjątkowym nie tylko ze względu na mnogość ludzi dość inteligentnych by na niego głosować, ale też niespotykany w innych częściach globu klimat błogiego od najwyraźniej mocno przereklamowanej rzeczywistości oderwania tudzież odosobnienia.
Po zapewnieniach samego Waldemara Pawlaka, że dzieje się dobrze (chociaż oczywiście nie jest jeszcze hip-hip-hura) które na tle doniesień o giełdowej bessie w Polsce i na świecie wydawały mi się cokolwiek dziwne, tak mocno zdysonansowałem się poznawczo, że aż musiałem się zastanowić. A to, chociażby z racji preferencji wyborczych, nie jest przecież moja mocna strona.
W każdym razie chyba się udało, bo zrozumiałem wreszcie tę wyjątkowość, która jest po prostu pochodną naszego geograficznego położenia. Jasne stało się wtedy dlaczego niegroźna nam zbrojąca się na potęgę Rosja czy jakaś eksterytorialna rura gazowa.
My po prostu tak mamy, że nas zwyczajnie nic co złe się nie ima, a rządy Kaczyńskiego to była ta ostatnia przed czasami wielkiego dobrobytu sroga zima.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)