Czyli jednak stało się. Mamy pierwszego w historii Stanów Zjednoczonych prezydenta, o którym można śmiało powiedzieć, że został wybrany z powodów rasistowskich.
Trudno bowiem inaczej nazwać pobudki, którymi kierowali się w swym wyborze zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy każdego z dwóch głównych kandydatów, skoro na każdym kroku podkreślano, że Obama ma szansę zostać Pierwszym Czarnoskórym Prezydentem USA w Historii. Inne przesłanki zdawały się mieć drugorzędne znaczenie.
Okazało się zatem, że wyrazista, zerojedynkowa alternatywa sprawdza się znakomicie szczególnie wtedy, gdy klient (w tej konkretnej sytuacji wyborca) nie musi wybierać między wieloma różnymi cechami produktu i spokojnie może skoncentrować się na tej jednej, charakterystycznej i łatwej do nazwania. W tym przypadku kolorze skóry. Wszystko ponad to było tylko konsekwencją tej rasowej przynależności i związanymi z nią, domniemanymi lub faktycznymi, doświadczeniami, oczekiwaniami i predyspozycjami.
Można przypuszczać, że identycznie wyglądałoby to w odrobinę tylko innej rzeczywistości, gdyby do boju o fotel prezydenta stanęli kobieta i mężczyzna. Wtedy dla odmiany płeć zdeterminowałaby wszystko i faktyczne poglądy kandydatów miałyby trzeciorzędne znaczenie.
W każdym razie schemat byłby mniej więcej taki sam: Po pierwsze płeć, a cała reszta to tylko dodatek i wynikające z niej uwarunkowania.
Idąc dalej rozważyć można jeszcze alternatywę gej-hetero, ale powiedzmy, że na ten moment jest ona jednak dość abstrakcyjna. Przynajmniej do najbliższych wyborów. Tym niemniej i w tym przypadku byłoby zapewne podobnie, choć na pewno zdecydowanie bardziej radykalnie, bo jednak polityczna poprawność nie zaszła na tyle daleko, by dało się łatwo przekonać ludzi do poparcia kogoś tylko z tego powodu, że woli pobawić się siusiakiem niż miłymi piersiami.
Jakkolwiek na problem nie patrzeć, faktem jest, że Amerykanie wybrali tak, a nie inaczej i w niedługim czasie przekonamy się na ile była to decyzja dobra dla nich i dla reszty świata. Nie można bowiem wykluczyć, że Barack Obama jest ukoronowaniem pewnej epoki i jako taki może wieszczyć jej wielki sukces, ale paradoksalnie również koniec. Zależy.
W każdym razie nie sądzę, że jego wybór stanowi początek czegoś nowego. Uważam bowiem, że zbytnio wpisuje się to wszystko w schemat powszechnego quasi-otumanienia, które od czasu dominacji telewizora ogarnia kolejne pokolenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)