Kiedy od czasu do czasu oglądam komedie Stanisława Barei, a te serwowane nie częściej niż raz na dwa lata naprawdę jeszcze czasem mnie śmieszą, zastanawiam się zawsze nad jedną rzeczą - czy żeby dostrzec absurdy tamtych czasów, trzeba było być jak reżyser w głębi duszy poetą?
Albo inaczej stawiając pytanie, czy mieszkańcy Polski lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku byli aż tak zmęczeni ciągłym rozwiązywaniem problemów w innych ustrojach niespotykanych, że śmiech na mniej osobiste okoliczności zostawiali?
No właśnie. Niby proste zagadnienie, a jednak nie do końca.
Oczywiście Bareja przejaskrawiał i korzystając z magicznej zdolności kamery do koncentrowania uwagi widza na interesującym reżysera materiale manipulował. Ale to przecież żadna nowość, od „zawsze" tak się w kinie robi i głównie od talentu twórcy zależy, jak bardzo wciągnąć się damy.
Czy jednak wystarczy to by wytłumaczyć fenomen popularności komedii jego autorstwa? Przecież przedstawione przez niego karykatury ludzi tamtych czasów miały swoich żywych odpowiedników i ci żyli sobie normalnie - raczej jednak drażniąc niż śmiesząc.
Nie można zapomnieć również o strachu, który kazał bać się robiącego karierę chama, bo ten z łatwością mógł zdrowo zaszkodzić. Racja, ale czy wynika stąd, że Bareja pokazał tylko to, co wszyscy widzieli, ale z takich a nie innych, niekoniecznie związanych ze strachem powodów woleli przemilczeć?
Możliwie, ale znaczyłoby to, że odpowiedź na pytanie zadane w pierwszym zdaniu tej notatki jest przecząca. A jakoś nie wydaje mi się, by dowolne społeczeństwo posiadało tylu zdolnych do wzniesienia się „ponad" i spojrzenia pod innym kątem na odleglejszy niż czubek własnego nosa obszar obywateli.
Powiem więcej - jestem przekonany, że to niemożliwe. Jednak Stanisław Bareja to potrafił. Pokazywał bowiem coś, czego na co dzień większość nie dostrzega i dopiero gdy poda jej się to na tacy dociera do niej absurdalność tego kawałka rzeczywistości i wybucha śmiechem. Tak, że kontrasty wywołują śmiech to nic nowego.
Dlatego też teraz w komediach Barei ludzi żyjących w tamtych czasach bawi bardziej to, że wtedy tego wszystkiego nie chcieli bądź nie potrafili dostrzec, natomiast bardziej współcześni Polacy śmieją się, bo nie mogą tak naprawdę uwierzyć, że chociaż jest to parodia ludzi i zdarzeń z tamtych czasów, to jednak w pewien sposób prawdziwa.
Zapewne jest to spore uproszczenie, ale wydaje mi się, że w jakimś stopniu i w odniesieniu przynajmniej do części ludzi prawdziwe.
Mnie jednak dzisiaj zastanawia coś trochę innego.
Czy będziemy mieć okazję pośmiać się jeszcze z komedii Barei nowego, osoby której starczy talentu by drwić nie z Kaczek, Donków, Dyplomatołków i całej reszty tego repertuaru teraz granego, ale czegoś oryginalnego i świeżego?
Marzę o tym, bo już nie mogę doczekać się komedii przedstawiającej Polaka AD 2008 przekonanego, że głosowanie na Platformę Obywatelską tudzież wysyłanie esemesów do „Szkła Kontaktowego" czyni z niego magicznie człowieka inteligentnego.
To na bank będzie kawał kina kultowego.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)