Rafał jest moim wirtualnym kolegą, którego znam już kilka lat, a nigdy nie widziałem na oczy. Nie przeszkadza nam to jednak czasem ze sobą rozmawiać i prowadzić za pomocą irca dysputy na tematy głębsze niż tylko polska scena polityczna i gwiazdy pokroju Wenderlicha Platformy Obywatelskiej, czyli posła Karpiniuka.
Ostatnio dostałem od niego linki do filmów na YouTube, gdzie czarnoskórzy obywatele USA wyjaśniają, dlaczego nie poparli w ostatnich wyborach amerykańskiego Tuska.
Przyznaję, że chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że tak jak nie każdy socjalista jest urodzonym złodziejem, bo niepohamowana chęć dysponowania cudzą własnością może być przecież nabyta, tak samo nie każdy Afroamerykanin musiał automatycznie poprzeć czarnoskórego kandydata na prezydenta; to jednak byłem tymi pełnymi szczerej nienawiści do populistów wypowiedziami mocno zaskoczony.
Ta niedowierzająca reakcja uświadomiła mi, jak bardzo dałem się ogłupić mediom i zgodziłem się mimowolnie i nieświadomie na założenie sobie szkieł kontaktowych, które tak przetworzyły docierający do mojego mózgu obraz rzeczywistości, że zadziałam schemat: „wszyscy czarni są identyczni".
Stało się zatem tak, że wyłączyłem swój krytycyzm i pozwoliłem sobą zmanipulować w sposób szczególnie bolesny z tego powodu, że manipulacja ta opierała się na moim autentycznym rasizmie, którego wypieram się, a na pewno ukrywam i wstydzę.
Gdybym bowiem nie traktował wszystkich Afroamerykanów, jak ludzi mniej inteligentnych i w gruncie rzeczy mało urozmaiconych, to czy musiałbym konstatować teraz ze smutkiem, że jednak taki stereotyp tkwi we mnie głęboko?
Abstrahując teraz już zupełnie od tego, czy faktycznie liczba czarnoskórych mieszkańców USA niepopierających Baracka Husseina Obamę jest na tyle duża, by w ogóle warto było ją wyodrębniać, seans tych kilku filmów na YouTube uświadomił mi, że niestety myślę stereotypami.
Jest to wprawdzie odkrycie dość przykre, ale jeszcze do zniesienia.
Znacznie smutniejsza jest bowiem konkluzja taka, że po raz kolejny udała się stara jak świat sztuczka divide et imperia i wrzuceni do jednego worka czarnoskórzy obywatele USA siłą rozpędu wybrali „swojego" prezydenta.
Tym samym pogrzebana została amerykańska legenda o selfmade manie, który dzięki własnej pracy, chęci i wierze, może praktycznie wszystko. Paradoksalnie bowiem wybór Baracka Huseina Obamy na prezydenta pokazał, że Ameryka nie jest już wspólnotą wolnych ludzi, gdzie z każdym dniem coraz mocniej zacierają się rasistowskie różnice, ale niestety staje się coraz bardziej i paskudnie czarno-biała.
Sądzę, że gdyby żył teraz, Alexis de Tocqueville nie napisałby tak pełnego podziwu dla amerykańskiej demokracji dzieła.
Fragment notatki "Iniemamocni z PO" ukazał się w tygodniku "Wprost" numer: 48/2008 (1353). Polecam :-)



Komentarze
Pokaż komentarze (27)