Dziś po raz kolejny zastanawiałem się, czy przypadkiem coś ze mną jest nie tak. Wszystko z tego powodu, że słysząc o wizycie Dalajlamy w Parlamencie Europejskim oraz Gdańsku nie poczułem najmniejszego dreszczu emocji. A przecież ta manifestacja bodhisattwy współczucia Awalokiteśwary jest symbolem popkultury nie gorszym niż Paris Hilton i Big Mac i jako taka powinna mnie ruszać przynajmniej na tyle bym miał ochotę wysłuchać jej wersji przesłania „peace on earth".
Gdy uświadomiłem sobie jeszcze, że Dalajlama spotykał się z Nie Byle Kim, bo podobną sobie Postacią z Pomnika, Człowiekiem, Który Obalił Komunę - Wałęsą Lechem poczułem, że tym bardziej powinno mi być z powodu tego braku zainteresowania wstyd.
Jednak nadal nie czułem niczego szczególnego. Żadnego przyspieszonego bicia serca, rumieńców. Zero, nic.
Zaniepokojony wizją, że być może nie dorosłem do aktualnej wersji demokracji (tej przyciętej do potrzeb globalnie ocieplonego świata) i tym samym niedługo mogę z własnej winy znaleźć się na jej marginesie (jak nie przymierzając jakiś szeregowy tybetański mnich), postanowiłem przynajmniej poszukać, co przy okazji gdańskiej wizyty Dalajlama raczył był powiedzieć.
Liczyłem bowiem na to, że może wskutek tych słów doznam jakiegoś głęboko intelektualnego wstrząsu i przeobrażony wewnętrznie może niekoniecznie zacznę od razu odmawiać wewnętrzne tantry tudzież przekazane od mahasiddhini Nigumy praktyki Szangpa Kagju, ale chociaż następnym razem przynajmniej zagłosuję na PO. Kto wie...
W każdym razie, nie chcąc odkładać możliwości stania się kimś lepszym, szybko zabrałem się za Google. Dalajlama, Wałęsa, Gdańsk, wizyta. Mniej więcej od tych słów kluczowych zacząłem.
Pierwszy lepszy link. OK, klik. „Dalajlama uważa się za marksistę". I dalej: „Jeśli chodzi o teorię gospodarki społecznej, uważam się za marksistę. Ale z pewnością nie jestem leninistą, bo Lenin stworzył system totalitarny. [..] Jestem raczej buddyjskim socjalistą - podkreślił Dalajlama".
Niezłe, bo nawet Lecha ‘Nie chcem, ale muszem lewom noge wspierać' Wałęsę zamurowało. Na szczęście tylko na chwilę, bo jak przystało na Mędrca Europejskiego zaraz odparował błyskotliwie: „Jako marksisty nie widziałem Waszej Świątobliwości.", tym niemniej wyznanie to również dla mnie było mocne.
Na tyle, że wręcz odechciało mi się dalszej lektury i nawet nie wiem, czy buddyjski marksista-nieleninista zareagował jakoś na tę reprymendę.
W każdym razie, zgodnie z oczekiwaniami które miałem przed lekturą myśli Dalajlamy, w jakiś tam sposób jednak mnie olśniło.
Zrozumiałem bowiem, że nawet jeżeli pod chińskimi rządami Tybetańczykom nie żyje się najlepiej, to jednak nie powinniśmy się w ich sprawy wtrącać.
Wszystko wskazuje bowiem na to, że ich duchowy przywódca szykuje im „raj" jeszcze gorszy niż chińscy komuniści, bo (Wałęsa świadkiem) pod własnym mogą znaleźć się butem.



Komentarze
Pokaż komentarze (44)