Wiem, że się powtarzam.
Tak bywa, gdy chce się powiedzieć więcej, niż jest się w stanie ubrać w formę słów właściwych w danym momencie.
Jeszcze gorzej jest, gdy w grę wchodzą emocje.
Wtedy już w ogóle słownictwo bardzo się zawęża i wysiłek włożony w to, by wewnętrzna cenzura znalazła mniej wulgarne zwroty i z tego powodu po głowie ciągle kołacze się „kurde", co źle wpływa na całość przekazu i pisząc po prostu się męczę.
Dlatego tak trudno jest mi napisać notatkę o wydarzeniach ważnych, żyjących w świadomości ogółu, często bolesnych.
„I na dodatek kontrowersyjnych" - chciałem właśnie dodać, bo nietrudno zgadnąć, że mam dzisiaj na myśli stan wojenny.
Wtedy dotarło do mnie, że przecież wszelkie rozbieżności w społecznej ocenie tamtego okresu wynikają nie stąd, że ludzi przytłacza taka mnogość dokumentów i analiz, że czują się w nich zagubieni, ale przede wszystkim z faktu, że systematycznie, od początku lat dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku, powtarza się jako „oczywistą-oczywistość", że wydarzeń stanu wojennego nie można podsumować jednoznacznie.
Że wszystko jest względne. Że „Ruski Satrapa", że „Pan Generał". Że „czołgi na ulicach", że „wojny nie widzieliście". Że „stu zabitych", że „gdyby weszło sowieckie wojsko...", że internowania", że "gdzie tam łagry". I tak dalej, i tak dalej w ten deseń.
A ponoć Okrągły Stół był ukoronowaniem zwycięstwa Solidarności nad komunizmem i jako taki powinien przecież sprawić, że poprzedzające go czasy stanu wojennego - jakiekolwiek faktycznie uciążliwe bądź lekkie by nie były - powinny stanowić okazję do hucznych imprez, parad, oficjalnych uroczystości.
Mamy wolność przecież, a wolni obywatele, nawet jeżeli sami mają gdzieś wszelkie państwowe fety, powinni dostawać jednak jasny sygnał od rządzących: „Wygraliśmy, a o tym, jak źle było kiedyś ku przestrodze pamiętajcie".
Jak jest w rzeczywistości, każdy może odpowiedzieć sobie sam.
Ja odnoszę wrażenie, że nie tylko nie jesteśmy katowani mrożącymi krew w żyłach, przedramatyzowanymi paradokumentami z tego okresu czy nudnymi, kombatanckimi wspomnieniami oficjeli, ale że jest wręcz odwrotnie - że trzynasty grudnia jest zwykłym, szarym dniem, a nie żadną rocznicą.
Dlatego też, nie chcąc miotać przekleństw, które cisną się jednak na usta, gdy słyszy się o Bohaterskim Generale - Humaniście Tragicznym, a jednocześnie z racji tematu będąc zmuszonym do powtórki, skwituję tę rocznicę bardzo krótko:
Po raz kolejny widać, że zwycięzcy piszą historię i nie trzeba geniusza by zauważyć, że raczej nie jest to dzieło Solidarności.
*http://www.brainyquote.com/quotes/quotes/g/georgeorwe109402.html



Komentarze
Pokaż komentarze (2)