Tak się jakoś złożyło, że zupełnie umknęła mi debata na temat Trzech Króli i tego, czy święto to powinno być dniem ustawowo wolnym.
Na szczęście jest stacja telewizyjna, która nie boi się poruszania trudnych kwestii i tym samym również widz maluczki ma szansę dowiedzieć się, co u elit tego narodu w tej czy innej sprawie piszczy. A te, jak to zwykle w Polsce bywa, nie są zgodne, czy szóstego stycznia obywatele powinni tylko świętować, czy może jednak również daninę dla budżetu wypracowywać.
Joanna Senyszyn nie powiedziała oczywiście nic nowego. Klerykalizacja, katolicyzacja, konfesjonalizacja tudzież kropidłoizacja były słowami, których zapewne nie wypowiedziała, ale na pewno wisiały w powietrzu.
Czołowa reprezentantka intelektualnego skrzydła lewicy dawała z każdym zdaniem do zrozumienia, że wie o czym mówi, bo jak Gwiazda Betlejemska przyświeca jej myśl Trzech Wielkich Mędrców: Marksa, Lenina i Engelsa, a tym samym na żadne świętowanie wszeteczno-katolskich guseł nie może dać zgody.
Na tym tle Kropiwnicki - poczciwy kompan Niesiołowskiego i urodzonego w Trąbkach Mariana Piłki z czasów, gdy Waldemar Pawlak cieszył się bardziej opinią wiejskiego cyborga niż gospodarczego liberała, a Wałęsa nie był jeszcze bohaterem ludzi starannie wykształconych, wypaść musiał oczywiście blado.
Coś tam mówił, napomykał o zniesieniu dnia wolnego od pracy w Trzech Króli jako relikcie komunizmu i że popiera go siedemset tysięcy ludzi, tym niemniej gwiazda uroczej jak Donald Joanny sprawiła, że w jej blasku zupełnie się spalił.
Teoretycznie mógłbym mieć nawet żal do niego, że był tak mało przekonujący, bo jako człowiek wierzący powinienem przecież popierać wniosek o dzień wolny w święto kościelne, to jednak pozostałem obojętny.
Dotarło bowiem do mnie, że popierając zwolenników oficjalnego i upaństwowionego świętowania tego dnia błogim nicnierobieniem, byłbym jak ten obłudny i fałszywy katolik statystyczny, który bywając od czasu do czasu w kościele, trzecie przykazanie realizuje głównie w supermarkecie.
Jednym słowem zrozumiałem, że oczywiście mógłbym popierać inicjatywę Kropiwnickiego z tego powodu, że całe to lewicowo antyklerykalne towarzystwo wzajemnej wrażliwości społecznej i miłości do ludu realizowanej z zabranej temu ludowi kasy jest przeciw, ale twierdzenie, że wynika to z potrzeby spokojnej, religijnej kontemplacji, którą niby mogłaby odczuwać większości katolików, uważam za spore nadużycie. Po prostu w to nie wierzę. Tylko tyle i nic więcej.
Dlatego uważam, że dla przyzwoitości każda z osób, która złożyła podpis pod tym projektem powinna zadać sobie pytanie, jakie są jej intencje.
I jeżeli tak jak ja dojdzie do wniosku, że jest za uznaniem Święta Trzech Króli za dzień ustawowo wolny z tego powodu, że indywidua pokroju Chlebowskiego czy Senyszyn są przeciw, wtedy dopiero możemy śmiało podać sobie ręce.
Tak, taka motywacja jest dla mnie zrozumiała i wystarczająca.
Komentarze
Pokaż komentarze (6)