Panujący nam miłościwie rząd koalicji partii Sebastiana Karpiniuka i Eugeniusza Kłopotka i nie boi się tematów trudnych.
W odwadze swojej jest jednak ostrożny i nie będąc skorym do pochopnych i ryzykownych eksperymentów w tak wrażliwej społecznie dziedzinie jak na przykład ekonomia, na razie wprawia się w zagadnieniach, które choć pozornie lżejsze, są nawet bardziej ważkie i niebagatelne.
Widać przy tym wyraźnie, że zachęcając do ogólnonarodowej debaty o zapłodnieniu in vitro, aborcji i eutanazji nie boi się oskarżeń o próbę poszukiwania tematów zastępczych, a tym samym daleki jest od schlebiania kochającej tego typu przedstawienia publiczności.
Słuszne to bardzo, bo nie może być tak, że z powodu jakiegoś kryzysu miliony rodaków zmuszone zostaną czekać ze sztucznym zapłodnieniem, skrobanką czy od jakiejś "maszyny robiącej ping" odcięciem.
Dlatego znów możemy bardzo się cieszyć, że przezorny premier zaapelował o taką debatę, zwłaszcza, że tam a odbyć się bez emocji i wojny politycznej.
Zgadzając się z tym w zupełności doszedłem jednak do wniosku, że szkoda ograniczać się tylko do tych trzech zagadnień i działając zgodnie z duchem taniego państwa rozszerzyć trochę tę publiczną dysputę.
Szczególnie, że choć moja propozycja nie jest oryginalna i nowa, to tematycznie jest zbliżona do nurtujących nasz rząd miłości głęboko filozoficznych rozważań o życiu, przemijaniu oraz śmierci. Tym samym na pewno nie zakłuci idei przewodniej tej wymiany myśli.
Tak, jestem coraz bardziej przekonany, że zdecydowanie niegłupim rozwiązaniem byłoby dołączenie do puli tematów kryzysowych rozpalającą emocję kwestię kary śmierci.
Proponuję, by od domowych rozmów począwszy, po spotkania w szerszym gronie, aż po występy w publicznej i niepublicznej telewizji zachęcać dyskutantów do wypowiedzenia się w temacie zasadności egzekucji za najcięższe przestępstwa.
W końcu chodzi o dość trudne kwestie zabijania osób, które jeszcze nie miały okazji nikogo skrzywdzić, albo już skrzywdzić nikogo raczej nie mogą, więc takie na przykład krzesło elektryczne, stryczek czy kulka dla cynicznego mordercy na pewno urozmaicą rozmowę o niewątpliwie moralnie cięższych dylematach.
Oczywiście nie sposób ukryć, że temat ten może trochę zaskoczyć naszych interlokutorów, bo po pierwsze premier nic o nim nie wspominał, a po drugie każdy inteligentny Europejczyk wie, że kara śmierci jest złem najgorszym, tym niemniej nie powinniśmy się poddawać.
Bądźmy tylko konsekwentni i nie dajmy się łatwo zbyć czy sprowokować pamiętając, że to nie mogą być dyskusje, w których rząd jest "za", a opozycja "przeciw". O tym musimy zacząć rozmawiać ludzkim językiem, a nie językiem partyjnych połajanek.
Tak więc do dzieła. W końcu chodzi o to, by żyło się lepiej. Prawie wszystkim.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)