Wanda Traczyk-Stawska nie żyje. Odeszła osoba, której biografia sama w sobie była lekcją odwagi, odpowiedzialności i pamięci. Członkini Szarych Szeregów, żołnierz Armii Krajowej, uczestniczka Powstania Warszawskiego, psycholożka i działaczka społeczna. Człowiek, który nie tylko walczył, ale przez całe późniejsze życie upominał się o tych, którzy już nie mieli głosu — zwłaszcza o poległych i bezimiennie pochowanych.
Warto szczególnie zapamiętać jej słowa: „Reagować na zło może i powinien każdy na miarę swoich sił”. To nie był patetyczny slogan. To było podsumowanie życia kogoś, kto widział zło z bliska i nie wybrał obojętności.
Dlatego tym bardziej odrażające są komentarze, które pojawiły się po jej śmierci. Grubiańskie, pełne pogardy, politycznego jadu i moralnej małości. Uderzają nie w argumenty, nie w poglądy, nie w konkretne wypowiedzi, lecz w starszą kobietę, w jej biografię, w jej pamięć i w jej prawo do szacunku.
Szczególnie obrzydliwe jest odbieranie komuś prawa do bycia powstańcem przez insynuacje, wyzwiska i język rasistowski. Można się z Wandą Traczyk-Stawską nie zgadzać politycznie. Można polemizować z jej ocenami. Można krytykować jej wypowiedzi. Ale obrażanie jej po śmierci, podważanie jej godności i robienie z uczestniczki Powstania Warszawskiego przedmiotem partyjnej nienawiści są zwyczajnie haniebne.
Kim są dziś ci ludzie, którzy w tak chamski sposób plują na panią Wandę? Najczęściej anonimami ukrytymi za pseudonimami. Ludźmi, którzy zza klawiatury rozdają wyroki komuś, kto jako nastolatka ryzykowała życie w czasie wojny. Łatwo jest po latach opluwać powstańców, kiedy samemu nie trzeba było podejmować żadnych dramatycznych decyzji, nie trzeba było patrzeć na śmierć, strach, okupację i ruiny własnego miasta.
Najbardziej uderza nie sama krytyka poglądów — bo do niej każdy ma prawo — lecz ton pogardy, insynuacji i moralnego karłowacenia. Ludzie, którzy często nie mają odwagi podpisać się własnym nazwiskiem, próbują odbierać godność osobie, której biografia jest większa niż wszystkie ich internetowe połajanki razem wzięte.
To jest właśnie najbrzydsza twarz polskiej wojny plemiennej: jeśli ktoś „nie nasz”, to wolno mu odebrać wszystko — zasługi, pamięć, honor, a nawet prawo do żałoby. Wczoraj tacy ludzie potrafili klękać przed symbolem Powstania Warszawskiego, dziś są gotowi opluć powstańca, jeśli nie mieści się w ich partyjnym obrazie świata.
To nie jest patriotyzm. To nie jest troska o historię. To nie jest żadna „prawda”. To zwykłe chamstwo przebrane za ideowość, frustracja udająca odwagę i nienawiść udająca wzmożenie patriotyczne.
Wanda Traczyk-Stawska nie potrzebuje obrony przed anonimowymi komentatorami. Jej życie broni się samo. To raczej oni wystawiają świadectwo sobie — swojej małości, swojemu zacietrzewieniu i temu, jak nisko można upaść, gdy polityczna nienawiść staje się ważniejsza od elementarnego człowieczeństwa.
Cześć Jej pamięci.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)