35 obserwujących
494 notki
485k odsłon
1457 odsłon

O publicystyce po lekturze ostatniego "Do Rzeczy"

Wykop Skomentuj37

     Wobec przedstawicieli profesji innych, niż moja żywię szacunek niemal nabożny.  Wykonywanie swojego zawodu uważam za łatwiznę  - no, bo skoro ja to potrafię, to o czym tu gadać.   Ale gdybym musiał np. wykuć podkowę albo rozciąć, a potem zaszyć komuś brzuch  - o, to inna rozmowa.   Szczególnym poważaniem darzyłem zawsze publicystów;  ileż to trzeba wiedzieć i ile należy umieć, żeby ten zawód uprawiać z powodzeniem!   Ja, na przykład, spróbowawszy tu kiedyś coś napisać  ( a kudy temu do publicystyki!)  postawiłem na końcu tytułu kropkę i słusznie mnie za to skarcono.   Trzeba wiedzieć!

   To poważanie ostatnimi czasy jakby trochę osłabło.  No, bo tak:  czytam w ostatnim  "Do Rzeczy"  tekst Łukasza Warzechy  pt.  "Szaleństwo bez metody" - i co krok potykam się w nim o coś, czego nie mogę zrozumieć albo strawić.  Jasne, to może być moja słabość.  Albo i nie.  Tekst zaczyna się od tego, że autor przywołując przykład Hiszpanii, Włoch, Wielkiej Brytanii i Szwecji przypomina, ilu ludzi chorowało i umierało w tych krajach na początku epidemii i teraz - i zestawia to z takimi danymi z Polski;  ten zabieg służy mu do postawienia tezy, że wprowadzone u nas na początku przymknięcie aktywności było niepotrzebne - szczególnie, że kosztowne.  Jak do tego wniosku redaktor doszedł - trudno dociec;  przytoczenie mnóstwa nie bardzo przystających do siebie liczb stwarza wrażenie mętliku, w którym pewnie tylko on jest w stanie się rozeznać.  Tak sobie myślę, że gdyby te dane odpowiednio opracować  (są od tego spece)  uwzględniając w dodatku ilość wykonywanych testów, a przede wszystkim liczebność populacji - to szeregowy czytelnik, jak ja, mógłby jakiś pożytek z tego wynieść i nie wykluczam, że także przekonać się do tezy pana redaktora.   A wracając do kosztów:  redaktor przytacza liczby mówiące, że lockdown będzie nas w tym roku kosztował tylko nieco mniej, niż Szwedów - jego brak, a za to odbijemy się od nich tylko  trochę skuteczniej.  Co z tego wynika?  Według Warzechy - że nie warto było się zamykać.  Rzecz jednak w tym, iż nie da się wykalkulować, o ile mógłby spaść nasz PKB bez wprowadzenia lockdownu - niewykluczone, że o wiele więcej - gdybyśmy się tak pochorowali, jak np. Włosi.  Przy tym - porównywanie krajów o liczbach mieszkańców jak 1 do 4 jest zabiegiem mocno wątpliwym - dlaczego, to wiadomo.

    Podsumowanie artykułu jest takie:  -"walka z epidemią nie może odbywać się na zasadzie każdego kosztu, byle uratować choć jedno życie, bo może się okazać, że zapłaciliśmy absurdalnie drogo za uniknięcie problemu, który nie był tego wart".  Racjonalizm - aż powala na kolana;  ciekawe, czy redaktor okazał by się wystarczająco pryncypialny, aby i swoje życie umieścić wśród tych, które warto by poświęcić dla uratowania jakiegoś procenta PKB.

   A jeszcze przed podsumowaniem - autor opisał przykład jakiegoś bezsensownego postępowania w jakiejś szkole  przy okazji jakiejś kwarantanny - bo:  "czytelnicy przysyłają mi opowieści".  Jaką wartość dla obrazu całości ma przytaczanie jednostkowych przypadków - nie wiadomo, czy obiektywnie ocenionych i prawidłowo opisanych?  I w dodatku - nie wiadomo, jak licznych.

   Co powiedzieć o zaprezentowanym przez redaktora warsztacie - doprawdy, nie wiem.  Może czasu było przymało, bo należało zdążyć z jeszcze jednym tekstem do tego samego numeru periodyku.  A w tym króciut6kim tekściku - same pytania:  - gdzie jest Prezydent, czy leży chory albo czy go uprowadzili obcy z Alfa Centauri?  Ach, nie ma to jak dowcip - cenię go sobie szczególnie w takim wydaniu, kiedy obraca się przeciw wysilającemu się autorowi.  Redaktorowi chodzi o to, czemu Prezydent nie wypowiada się na temat głośnych ostatnio projektów ustaw - czy  "drugą kadencję postanowił przespać?"  Jeśli ktoś przesypia, to pewnie redaktor: gdzie jest Prezydent - wie chyba każdy, podobnie jak każdy wie, że o ustawach wypowie się on zgodnie z obyczajem i procedurą wtedy, gdy ich teksty w ostatecznej postaci do niego trafią;  nie koniecznie wtedy, gdy zażąda tego sam pan Łukasz.

   Pewien doktor u Choromańskiego mówił z naciskiem:  - "myśleć, myśleć!";  prawda - nie mówił, że przed pisaniem.

Wykop Skomentuj37
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura