38 obserwujących
506 notek
506k odsłon
  316   2

Tusk brzmi w Pszczynie

     Żartobliwy ton tytułu nie odnosi się do tej smutnej sprawy - to jasne;  do poczynań Donalda Tuska natomiast - jak najbardziej.  To zrozumiałe, że głosy polityków wybrzmiewają przy wszelkich możliwych okazjach - polityka w końcu w znacznej mierze z gadaniem jest związana, a sytuacje sprzyjające tej aktywności zdarzają się co rusz.  Przychodzi jednak od czasu do czasu potrzeba spytania o sens i wartość tego, co  wybrzmiało.

   O tym, co się w Pszczynie zdarzyło nie będę mówił, bo znam swoje ograniczenia i wiem, że cokolwiek bym na podstawie fragmentarycznych i niepewnych, dostępnych obecnie informacji powiedział, będzie miało wartość i znaczenie równe zeru - i ani trochę więcej;  przyjdzie odpowiednia pora i znający się na rzeczy powiedzą, co i jak.  Natomiast żadnych ograniczeń - zresztą nie tylko w tej sprawie - nie wyznacza sobie w swoich działaniach Donald Tusk;  nie, żebym powodowany pychą chciał się z tą postacią porównywać - ale samo tak wyszło.  Że się nie ogranicza - to widać, bo w sprawie pszczyńskiej zajął zdecydowane stanowisko - takie mianowicie, iż nie czekając na to, co powiedzą biegli i w końcu prokuratura - juź orzekł, jak się rzecz miała i tym, co myśli podzielił się z ogółem.  Dzieje się tak nie pierwszy raz - ot, choćby sprawa Sławka N.:  też nie dokończona, ale DT wie, że to więzień polityczny.  To oczywiste, że niczego jeszcze nie przesądzono;   podchodząc do obu spraw teoretycznie mógłby ktoś spodziewać się, iż Sławek okaże się czysty, jak przysłowiowa lelija - a lekarze niewinni, bo dzwonili najpierw do TK, a potem do samego Prezesa (wiadomo, którego!)   -   i  jakiegokolwiek działania im zakazano.  Ale nie chcąc poruszać się w sferze urojeń trzeba uznać, że sprawy potoczą się jednak inaczej;  jak wizerunkowo wypadnie wtedy osobnik pretendujący do przejęcia władzy, a więc - w założeniu przynajmniej - poważny,  kiedy okaże się, iż opowiadał niedorzeczności?  Istotne jest też pytanie - ilu obywateli zastanawia się nad wiarygodnością kandydata do najwyższych stanowisk, wypowiadającego opinie bez najmniejszego pokrycia, a za to bardzo zdecydowane.  Rzeczony nad tym najwyraźniej nie zastanawia się zupełnie.

   W jednym ze swoich opowiadań Karol Borchardt pisze, jak to mu podczas jakiegoś rejsu zdarzyło się na pytanie pasażera udzielić odpowiedzi zupełnie niezgodnej z prawdą - bo taka akurat mu przyszła do głowy.  Jego szef - słynny  "Znaczy Kapitan" nijak nie mógł pojąć, że  - "nie wiedział, ale powiedział".  Kto nad podobną sytuacją - w odniesieniu do Tuska -  się teraz zastanawia?  Spośród tych dwudziestu paru punktów procentowych powtarzających się ostatnio w sondażach - na pewno nikt.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka