Filip Palkowski Filip Palkowski
198
BLOG

Czy czeka nas bieda?

Filip Palkowski Filip Palkowski Społeczeństwo Obserwuj notkę 7
Obecnie żyjemy w czasach dobrobytu i spokoju - pytanie jak długo? Prognozy dotyczące przyszłości niestety nie napawają optymizmem.

Tytuł poniższego tekstu zdecydowanie nie brzmi optymistycznie – w tym stwierdzeniu nie sposób o kontrowersje. Nasza ludzka natura jest skłonna raczej do wypierania negatywnych informacji, stąd tezy o nadchodzącym zubożeniu społeczeństwa nie cieszą się popularnością. 

Czy w ogóle mamy przesłanki by prognozować co wydarzy się w najbliższych latach? Poniżej przedstawiam argumenty świadczące o tym, że pauperyzacja społeczeństwa jest rzeczą praktycznie pewną.


Demografia.


Wiedza o zapaści demograficznej staje się coraz bardziej powszechna – zarówno politycy, jak i media głównego ścieku potrafią grzmieć o kryzysie (choć bardziej właściwym słowem byłaby tragedia czy zapaść) demograficznym. Te same media potrafią publikować teksty mające na celu wzbudzić obrzydzenie do rodzicielstwa czy wierności małżeńskiej. Jakie jednak znaczenie ma demografia dla ekonomii? Niemiecki ekonomista Philip Muller stwierdził, że za 20 – 30 lat emeryci, którzy na starość nie zgromadzą kapitału będą zmuszeni do żebractwa. Dla nas, karmionych wizją bogatego zachodu perspektywa ta może wydawać się abstrakcyjna nawet gdy chodzi o Polskę, a co dopiero o kraje pokroju Niemiec. Niestety struktura demograficzna wskazuje właśnie na taką przyszłość. Z biegiem lat będzie zwiększać się liczba osób będących beneficjentami pomocy społecznej a zmniejszać z kolei ilość osób utrzymujących ten system z podatków. Będą oni przeznaczać pieniądze wyłącznie na podstawowe potrzeby, choć wielu nawet na to będzie brakować. Zmniejszenie konsumpcji spowoduje osłabienie gospodarki, może to doprowadzić nawet do wygaszenia niektórych branż. Przykłady państw zachodu pokazują, że próby naprawy sytuacji demograficznej przez sprowadzanie nachodźców w dłuższej perspektywie nie działają.


Imigranci/ nachodźcy


Z tematem demografii nierozłącznie wiąże się kwestia nachodźców. Wedle lewicowo – liberalnej narracji mają być oni receptą na kryzys demograficzny. W praktyce kraje Europy zachodniej ściągające imigrantów już od trzech pokoleń są przykładem, iż teza ta jest fałszywa. Abstrahując od faktu, że kolejne pokolenia nachodźców przejmują europejskie zwyczaje w kwestii dzietności to znaczna ich część nie ulega asymilacji, tworząc w najlepszym przypadku zamknięte społeczności i żyjąc z tzw socjalu. W gorszym przypadku organizują gangi stwarzając zagrożenie dla rdzennych mieszkańców. Powyższy temat z pewnością niezwykle złożony, jednak z punktu ekonomicznego ich obecność nie przyczynia się do zwiększenia dobrobytu, a wręcz przeciwnie – znaczna ich część utrzymuje się z zasiłków oraz zajmuje się działalnością przestępczą. 


Sztuczna inteligencja 


AI najprawdopodobniej w najbliższych latach będzie mieć ogromny, wręcz przełomowy wpływ na nasze życie. O ile postęp technologiczny zasadniczo jest czymś dobrym nie sposób zaprzeczyć, że rewolucyjne zmiany potrafią znacząco pogorszyć sytuację ekonomiczną części populacji. 

Przykładem może być rewolucja przemysłowa, gdzie narodził się tzw ruch luddystów niszczących maszyny, gdyż miały odbierać zatrudnienie człowiekowi. Obecnie prognozuje się, iż rewolucja AI doprowadzi do utraty pracy przez znaczną część tzw pracowników umysłowych, jak i niewykfalifikowanych pracowników fizycznych. Owszem, będą beneficjenci wskazanego stanu rzeczy, lecz dotyczy to przede wszystkim gigantów technologicznych. Wielu zwykłych obywateli może dotknąć problem trwałego bezrobocia. Od pewnego czasu trwają dyskusje nad podstawowym dochodem gwarantowanym – czyżby było to przygotowanie na nadchodzącą rewolucję AI? Jeśli takowy dochód stanie się rzeczywistością to będą to środki umożliwiające co najwyżej wegetację.


Pieniądz fiducjarny


Powyższa nazwa podchodzi od łacińskiego słowa "fides" czyli wiara. W kontekście pieniądza oznacza on walutę niepowiązaną z realnymi dobrami, której wartość opiera się wyłącznie na zaufaniu do instytucji państwa i banku centralnego emitującego pieniądz. W największym uproszczeniu środek płatniczy tego typu można drukować (w praktyce są to operacje na rynku finansowym, których mechanizm na potrzeby tekstu pominę), co przyczynia się do dewaluacji pieniądza tj utraty jego siły nabywczej. W skrócie – z czasem za wskazaną kwotę można kupić coraz mniej dóbr. Można rzec, że wraz z wzrostem cen idą wzrosty wynagrodzeń, choć w dłuższej perspektywie nie nadążają one za realną inflacją. Poza tym uderza to w osoby oszczędzające. W minionych wiekach inflacja wynikała z procesu psucia pieniądza – dodawania do złotych/srebrnych monet metali nieszlachetnych, przez co tracił on siłę nabywczą. Wysoka inflacja doprowadziła do upadku imperium rzymskiego oraz monarchii francuskiej za króla Ludwika XVI. Obecnie rządząca koalicja 13 grudnia doprowadza do rekordowego zadłużania Polski nie tylko nominalnie, lecz także w stosunku do PKB a więc możliwości spłaty długu. Praktycznie cała gospodarka światowa od roku 1970, gdy upadł system z Breton Woods (wiążący wartość dolara amerykańskiego ze złotem a pozostałych walut z dolarem) opiera się na kreacji pieniądza. Ktoś mógłby rzec, iż nic takiego się nie stało. Czy faktycznie? Czy utrata w okresie 20 – 30 lat połowy siły nabywczej oszczędności to nic? Osobom, które żyją "od pierwszego do pierwszego" może wydawać się ten problem obcy, nie mniej jednak ma to wpływ i na ich życie. Osoby posiadające kapitał w obliczu inflacji starają się uciekać od gotówki na rzecz innych aktywów – w Polsce prawdziwa klasa średnia najczęściej inwestuje w nieruchomości. O ile dość popularny jest hejt na rentierów, iż zawyżają ceny mieszkań (choć problem jest bardziej złożony) to bardzo rzadko wspomina się o prawdziwych przyczynach tego stanu rzeczy – ucieczki kapitału w nieruchomości z powodu inflacji. W dłuższej perspektywie pieniądz fiducjarny prowadzi do pauperyzacji społeczeństwa. Niestety nie zanosi się, by proces ten uległ odwróceniu, wręcz przeciwnie, najprawdopodobniej będzie trwał w coraz większej skali. Praktycznie wszystkie państwa są zadłużone, więc w interesie rządzących jest dewaluacja długu. Dla zdecydowanej większości obywateli oznacza to utratę siły nabywczej oszczędności oraz nienadążanie wzrostu wynagrodzeń (a szczególnie świadczeń takich jak emerytury) za realnymi wzrostami cen.


Polityka UE


Nawet dziś dla wielu osób Unia Europejska jest synonimem dobrobytu i nowoczesności. O ile pogląd ten jakieś 30 lat temu mógł wydawać się uzasadniony to dziś wydaje się niemalże absurdem. Otóż UE nie tworzy nic innowacyjnego – w wyścigu technologicznym biorą udział USA z Chinami a sama Unia powoli staje się czymś w rodzaju skansenu. Dodatkowo gospodarka jest obciążona "zielonymi" regulacjami. Nie wchodząc w kontrowersje dotyczące wpływu "zielonego ładu" na klimat odnieśmy się wyłącznie do aspektu wpływu na gospodarkę. Nikt rozsądny nie stwierdzi, iż jest on pozytywny. Wzrosty cen energii wynikające z "zielonego ładu" dotykają nie tylko przeciętnego obywatela, który musi płacić więcej za prąd. Wyższe koszty energii przekładają się na koszty produkcji. W dalszej konsekwencji ceny dóbr rosną, niektórzy przedsiębiorcy zaś przenoszą produkcję w inne kraje. Procesy te już mają miejsce w Europie. Do tego sama UE obciąża regulacjami nie tylko przedsiębiorców, lecz także, a może przede wszystkich zwykłych obywateli. Dotyczy to regulacji nakazujących np wymianę "kopciuchów" rezygnacji z węgla czy gazu na rzecz "ekologicznych" lecz kosztownych źródeł. Sama wymiana źródła ciepła to niemałe koszty. Wydawać by się mogło, iż państwo wspaniałomyślnie przychodzi z pomocą oferując programy dotacji i wsparcia. W praktyce dotacje powodują wzrost cen produktów na rynku, czego ostatecznym beneficjentem są producenci pomp ciepła, fotowoltaiki itp. Nie trzeba dodawać, że środki na dotację pochodzą z podatków. 


Podsumowanie


Powyższy tekst stanowi jedynie pobieżne zapoznanie się z wskazanymi problemami, jest jedynie wstępem do głębszej analizy sytuacji. Nie mniej jednak pytanie postawione w tytule nie powinno brzmieć "czy" lecz "kiedy czeka nas bieda". O ile obecnie żyjemy jeszcze w czasach dobrobytu to jest on w dużej mierze sztucznie pompowany przez kredyt. Obecnie żyjący przejadają dobrobyt wypracowany przez poprzednie pokolenia, lecz nadejdzie moment, gdy wszyscy zapłacimy za to wysoką cenę. Po zapoznaniu się z tekstem widzimy, iż obecnie występuje łącznie kilka niekorzystnych okoliczności, które nie mogą pozostać bez wpływu na nasze życie. 


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj7 Obserwuj notkę

Dzielę się skromnymi przemyśleniami na temat współczesnego świata

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo