
Każda władza kiedyś odchodzi, nawet ta skrajnie totalitarna. Patrz monarchie, komunizm, nazizm.
PiS nie lubi gdy mówi się, że otrzymany przez nich demokratyczny mandat do rządzenia nie jest równoznaczny z prawem do zmiany ustroju państwa. Brak konstytucyjnej większości parlamentarnej upoważnia zwycięską partię tylko do sprawowania rządów w ramach istniejącego ustroju w państwie, analogicznie porównywalnych do uprawnień wykwalifikowanego kapitana statku do jego pilotowania na wyznaczonym kursie, bez prawa ingerencji w konstrukcję owego statku.
Tę prawidłowość PiS odrzuca przypisywaniem sobie prawa do zmiany ustrojowej „konstrukcji” Polski na modłę własnej ideologii nacjonalistycznej, sprzecznej z konstytucją i wiążącymi Polskę traktatami unijnymi.
Jakość demokratycznych rządów oceniają wyborcy po upływie kadencji rządzących udzieleniem lub odmówieniem im wotum zaufania.
PiS otrzymał takie wotum zaufania wyborców w jesiennych wyborach parlamentarnych do dalszego rządzenia, jednak z pewną dozą ostrożnego zaufania wyborców odbierających mu przewagę w Izbie Senackiej, co powinno wzbudzić refleksję partii rządzącej o spadającej sile ich wyborczego mandatu. Nie wzbudziło, lecz zaniepokoiło w stopniu przestrachu widmem utraty władzy.
Wiadomo, że strach jest złym doradcą, któremu uległ PiS przyśpieszając modyfikacje polskiego ustroju zwykłymi ustawami /brak większości konstytucyjnej/ cedującymi decydujący głos w państwie na rząd /władza wykonawcza/ marginalizacją przede wszystkim sądów /władza sądownicza/ uznanych przez TSUE i nasz Sąd Najwyższy za delikt konstytucyjny /sprzeczność z ustawą zasadniczą/.
Apogeum tego deliktu stanowi ustawowe powołanie Izby Dyscyplinarnej przy SN w randze sądu z mocą orzekania w sprawach dyscypliny sędziowskiej. Orzeczenia TSUE i polskiego SN stanowią, że izba ta nie jest sądem.
Autorytarna apodyktyczność władzy wykonawczej w Polsce zignorowała te orzeczenia sądowe, demonstracyjnym podpisaniem przez prezydenta nowelizacji prawa o sądach powszechnych zwaną „ustawą kagańcową” likwidującą niezawisłość sędziowską nakazami skonfliktowanymi z prawem unijnym i orzeczeniami Sądu Najwyższego.
Należy podkreślić obłudę postaw moralnych obozu rządzącego konsekwentnie przecież opowiadającego się za instytucja „klauzuli sumienia” np. w medycynie /słynny casus ginekologa prof. Chazana/ brutalnym łamaniem sumień sędziów, u których element sumienia jest składową sędziowskiego orzekania.
PiS brnie uparcie w przebudowę państwa na swój obraz i swoje podobieństwo /brzydkie/ pospiesznym dyscyplinowaniem sędziów już „ściganych” z mocy owej „kagańcówki”.
Pierwszym ściganym jest sędzia Igor Tyleyja, któremu Prokuratura Krajowa chce postawić zarzut karny, że: „zezwolił przedstawicielom środków masowego przekazu na utrwalanie obrazu i dźwięku podczas posiedzenia Sądu Okręgowego w Warszawie (..) oraz ogłoszenia postanowienia w tej sprawie i jego ustnych motywów, w wyniku czego ujawnił osobom nieuprawnionym, bez wymaganego przepisami prawa zezwolenia osoby uprawnionej, wiadomości z postępowania przygotowawczego Prokuratury Okręgowej w Warszawie (..).”
https://www.euractiv.pl/section/demokracja/news/sedzia-igor-tuleja-zagrozony-wiezieniem/
Zarzut kuriozalny, bo o tym czy coś można lub nie można ujawnić decyduje sąd. Widać prokuratura krajowa o tym nie wie.
Kompletne zagubienie PiS tak skomentował w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” euro poseł Koalicji Europejskiej prof. Marek Belka.
„Przewiduję wielką karierę, także karierę polityczną, dla pana sędziego Tuleyi. Oczywiście, jeśli wybierze to. Obecna władza czyni z niego męczennika. On zresztą zachowuje się w sposób fantastyczny, wspaniały. Tacy ludzie będą dominować potem na scenie politycznej”.
To bardzo trafny komentarz. Od siebie dodam, że sędzia Igor Tuleya otrzymał tym samym pierwszą nieformalną rekomendację na przyszłego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.
Za pointę tej notki nie posłuży fragment modlitwy Tuwima o dobrą władzę”
„…Piorunem ruń, gdy w imię sławy
Pyszałek chwyci broń do ręki,
Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
Miał za rękojeść krzyż Twej męki.
Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość…”
Jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej (inżynier elektryk - budowa maszyn elektrycznych). Staż pracy: 20 lat w przemyśle i 20 lat w administracji państwowej szczebla wojewódzkiego - transformacja gospodarki z socjalistycznej na rynkową.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka