Polska jest postrzegana jako piękny kraj zamieszkały przez nietuzinkowych obywateli, którzy zupełnie niewrażliwi na intelektualne (i inne) autorytety głoszą własne tezy życiowe w mnogości bez mała równej ilości mieszkańców.
Ten nietuzinkowy naród wybrał nietuzinkową władzę z bardzo nietuzinkowymi pomysłami zmiany zastanego w Polsce ustroju na ustrój „słusznie miniony” ale za to dobrze wszystkim znany więc nie wymagający trudnych objaśnień dlaczego do niego wracamy.
Mimo, że świat organizacyjnie wyraźnie kształtuje się w duże obozy polityczno-gospodarcze zdolne do konkurowania z mocarstwami o tendencjach imperialnych (Federacja Rosyjska, USA, Chiny, itp.), Polska wraca do jednonarodowej państwowości z programem izolującym nas od integracyjnej taktyki państw we wspólnoty duże, zdolne do w/w konkurowania z mocarstwowymi potęgami o strategiach dominacji nad słabymi.
Taktyka integracyjna współczesnego świata znosi wiodące role religii w polityce państw z tego prostego powodu, że religie zawsze były i są elementem konfliktogennym pośród różnowierców (obecnych w zintegrowanych państwach) szkodliwie dla integracji pilotowanych przez liderów różnych wyznań wynoszących własne religie ponad inne.
Polityka integracyjna odniosła w Europie wielki sukces skutkujący powstaniem Unii Europejskiej - wspólnoty interesów gospodarczych i politycznych – z wielkim cywilizacyjnym sukcesem wyrównującym w historycznie niespotykanie szybkim tempie różnice cywilizacyjno-bytowo-infrastrukturalne pomiędzy państwami biednymi i zacofanymi a państwami rozwiniętymi i bogatymi.
Postęp ten „wdarł się” też jednak w myślenie światopoglądowe ludzi „krusząc” polski mit o bez mała 100% naszej katolickości.
Spopularyzowana myśl laicka odciągnęła od wiary wielu owych „płytkich” katolików obniżając frekwencje mszalne – głównie w niedzielę i święta – co mocno zaniepokoiło hierarchię KK w Polsce.
Taką atmosferę polityczną postanowiły wykorzystać różne, poza katolickie, grupy społeczne przypuszczając ideologiczny atak na katolików, głównie na KK mocno ingerując w uświadamiające-edukacyjny proces wychowawczy dzieci i młodzieży promując wydawniczo głównie laicką kulturę obyczaju w sferze płciowości (gender, homoseksualizm), co wbrew intencjom owych promotorów mocno zradykalizowało niechęć „przeciętnych” mieszkańców Polski do tych swobód.
Zauważyli to ortodoksyjni katolicy i hierarchowie KK więc ruszyli do przeciw ofensywy zmasowanym potępieniem objawów laickości społeczeństwa nieustannym emitowaniem tego sprzeciwy w mediach katolickich głównie Radio Maryja i TV Trwam całodobowo nieomal obecne w domach dalekiej od dużych miast prowincji.
W ten światopoglądowo-polityczny świat zdecydowanie wkroczył PiS i w sojuszu z KK „ukuł” elektorat dający mu zwycięstwo w ubiegłorocznych wyborach.
Smutne dla Polski jest to, że ten elektorat dający zwycięstwo PiS-owi zupełnie nie rozumie, że to on jest największym beneficjentem członkostwa Polski w UE, bo miliardy unijnych euro płynące szerokim strumieniem do Polski trafiają głównie na programy rozwojowe polskiej prowincji, której obraz dzięki temu zaczyna przypominać Zachód.
Jesteśmy świadkami tego zaprzepaszczania, co dotrze do zwolenników tej władzy dopiero kiedy z braku tych euro zarosną trawą rozpoczęte za środki unijne inwestycje gdy zanikną (bądź będą ograniczone) owe europejskie subwencje.
Wyrazistą ilustracją polskiej sytuacji społeczno-politycznej jest powołanie przez Papieża Franciszka na stanowisko metropolity krakowskiego abp Marka Jędraszewskiego czołowego „generała” Episkopatu polski na froncie walki z tendencjami laickości państwa i apologety Radia Maryja, że o sprzyjaniu „religii smoleńskiej” nie wspomnę.
Nominacja ta bardzo zaskoczyła środowisko „laicyzacji Polski”, czemu wymowny wyraz dał Michał Wilgocki na łamach GW:
„Koniec końców, Kraków obejmie abp Marek Jędraszewski – fundamentalista określający inaczej myślących takimi wyrafinowanymi określeniami, jak: „lewacy”, „zdrajcy”, „cywilizacja śmierci” (o kobietach biorących udział w „proteście parasolek”).
Szok. Jak to się mogło stać, że postępowy Franciszek awansował kogoś takiego? Czy nikt nie pokazał mu wypowiedzi arcybiskupa, tak odległych od stylu papieża, jak to tylko możliwe?
Widzę dwie przyczyny tego, co się stało – obie smutne dla nadwiślańskich katolików, zwłaszcza „otwartych”.
Po pierwsze – widocznie Polska nie jest „przedmurzem chrześcijaństwa” i najważniejszym Kościołem, który Franciszek ma na głowie. Papież od początku pontyfikatu zapowiada decentralizację władzy hierarchicznej, przenoszenie uprawnień jak najniżej, do diecezji. Być może w myśl tej filozofii postanowił, że w polskich sprawach zaufa polskim biskupom. A oni są tacy jak abp Jędraszewski – w końcu sam się nie wybrał do Prezydium Konferencji Episkopatu.
Po drugie – może Franciszek nie jest tak postępowym papieżem, jak widzą go media? Fakt, jego styl i język były dla komentatorów nadzieją na odwilż w Kościele. Ale warto też spojrzeć na kilka jego wypowiedzi dotyczących aborcji, homoseksualizmu czy gender, które nazywa „kolonizacją ideologiczną”.
Same gesty i godna pochwały postawa w sprawie przyjmowania uchodźców to za mało, by ochrzcić Franciszka „przywódcą globalnej lewicy” – jak nazwał go Sławomir Sierakowski. Może zatem nie tylko polscy biskupi, ale również papież jest taki jak abp Jędraszewski?
I wreszcie – gdyby Franciszek posłuchał suflerów i wybrał na metropolitę krakowskiego np. bp. Rysia, nie oznaczałoby to z automatu, że młody biskup „otworzyłby” konserwatywny polski Kościół. Kilka lat temu podobne nadzieje wiązano z bp. Wojciechem Polakiem, który został prymasem. Komentatorzy widzieli w nim człowieka z zupełnie innej bajki niż trzon Episkopatu. I mieli nadzieję, że jak Franciszek zrobi raban nad Wisłą. Czekają do dziś”.
http://wyborcza.pl/7,75968,21098173,franciszek-nie-zrobi-rabanu-nad-wisla.html
Z powyższego tekstu zapożyczyłem tytuł tej notki, jako refleksyjne określenie każdej ” ideologicznej kolonizacji” zawsze odległej od surowych reguł postępującej ewolucji porządku świata zupełnie obojętnego na ideowe upodobania ich autorów.
Gdyby wymienione wyżej przeciwstawne sobie „plemiona” (popularne) Polaków wzajemnie nie narzucały sobie własnych światopoglądów istniał by demokratyczny ład społeczny wolny od drapieżności narzucanych sobie wzajemnie owych reguł światopoglądowych praktycznie urzeczywistnianych w zgodzie z konstytucją jako obszar prywatności z wykluczeniem indoktrynowania nimi innych.
Szkoda, że nie respektują tego polscy liderzy życia politycznego głównie ci, którzy obecnie kierują państwem i Kościołem


Komentarze
Pokaż komentarze (19)