Obrady kongresowe partii rządzącej (PiS) były dokładną narracyjną kopią wszystkich plenów i kongresów PZPR, której jednopartyjne rządy powtarza PiS. Jedyna różnica tych rządów polega na tym, że PZPR sprawowała władzę bez demokratycznego mandatu narodu, a PiS taki mandat posiada. I to jest koniec różnic, bo filozofia rządzenia jest taka sama.
Wszystkie PZPR-owskie zloty, plena i kongresy zawsze z wielką emfazą podkreślały sukcesy rządzącej partii bagatelizując niepowodzenia jako nieliczne „potknięcia” zawsze przecież zdarzające się przy dziełach wielkich o wiekopomnym historycznym znaczeniu.
Kongres PiS zrobił w sobotę to samo. Prezes partii rządzącej dokładnie w duchu I Sekretarza PZPR obdzielał rząd pochwałami z dobroduszną przyganą niektórych ministrów dając im do zrozumienia, że partia czuwa i dokładnie obserwuje ich pracę i polityczne zaangażowanie.
Uczciwie trzeba przyznać, że podstawy do serwowania pochwał zarówno w gospodarce, zatrudnieniu jak i finansach rzeczywiście są. Abstrahując od proporcjonalnych czynników tych sukcesów spowodowanych ogólnoświatową koniunkturą i trafnością dyscypliny finansowej wicepremiera Morawieckiego sytuacja gospodarcza Polski jest dobra.
I gdyby na tym Kongres zakończył obrady można by spokojnie przejść do porządku codziennych zajęć z poczuciem bezpieczeństwa i nadzieją dobrych zmian. Ale nie zakończył.
Niestety część ideologiczna kongresowych obrad skutecznie zaburzyła ów optymistyczny obraz rządów PiS zapowiedzią nieustępliwego modernizowania ładu ustrojowego Polski z zatrważającą maksymą prezesa partii grożącą rewitalizacją inteligencji polskiej, dogłębną reformą sądownictwa i dekoncentracją rynku mediów.
Tak więc PiS wpada w koleiny PZPR, który także „tworzył” nową socjalistyczna inteligencję na gruzach przedwrześniowej, zgniłej inteligencji mieszczańsko burżuazyjnej. Oni (PZPR), tę przedwrześniową inteligencję także pozbawiali wszystkich stanowisk publicznych, co PiS dokładnie powtarza czystkami w aparacie urzędników państwowych, formacjach mundurowych, wymiarze sprawiedliwości, mediach publicznych, reformie oświaty.
W polityce zagranicznej ideowe dogmaty prezesa Kaczyńskiego są zapowiedzią konsekwentnego kontynuowania stosunków europejskich E (czytaj w UE). Polega to na całkowitym odrzuceniu przyjęcia 7 tys. uchodźców i własnej definicji solidarności europejskiej. Wyraził je pozytywną oceną funduszy unijnych, których głównym beneficjentem jest Polska. Zaraz jednak dodał, że to nie oznacza, że rezygnujemy z prawa do innych ocen, w tym kontekstu historycznego i ekonomicznego. Przypomniał krzywdę wojenną Polski z 1939 r. i wymownie nadmienił, że formalnie nie zrezygnowaliśmy z reparacji wojennych co zabrzmiało jak zapowiedź powroty do takich roszczeń.
Przesłanie z Kongresu PiS jest oczywiste: *Koniec Polski liberalno-demokratcznej. *Koniec zgubnej niezależności polskich sądów nieczułych na owe „wiekopomne” reformy PiS. *Koniec niezależnych mediów „ogłupiających” Polaków wrogą krytyką partii rządzącej. *Koniec „potulnego” posłuszeństwa UE domagającej się respektowania przyjętych przez Polskę wartości europejskich, których PiS nie uznaje, *Koniec III RP jako okrągłostołowego wytworu zdrady narodowej.
Odpowiedź na tytułowe pytanie jest tylko jedna: Polacy jak umiecie liczyć to nie liczcie, że PiS odstąpi choćby o milimetr od planu likwidacji III RP i zbudowania prawdziwie narodowo-katolickiego państwa polskiego.
Wniosek: uczmy się politycznej arytmetyki, sprawdzian już za dwa lata!


Komentarze
Pokaż komentarze (21)