Powyższym tytułem zaryzykowałem porównać spalenie Warszawy w czasie powstania w 1944 r. i samospalenie się Piotra Szczęsnego 9 października 2017 r.
Karkołomność porównania jest celowa w imię wzbudzenia refleksji o sensowności heroizmu lub jego braku w demonstrowaniu postaw samobójczych dla spektakularnego uzmysłowienia światu krzywd i nieprawości dotykających jakiejś ludzkiej zbiorowości bądź indywidualnie człowieka.
W opinii wielu historyków i strategów wojskowych Powstanie Warszawskie było takim aktem heroizmu ze strony polskiego państwa podziemnego dla ukazania światu polskiego dramatu i bohaterstwa Polaków nie ustających w walce z barbarzyńskim niemieckim okupantem.
Podobnie akt samospalenia Piotra Szczęsnego miał na celu wstrząsnąć społeczeństwem zbyt spolegliwym – jego zdaniem – wobec systematycznego redukowania praw i swobód demokratycznych dokonujących się w Polsce pod rządami PiS.
W narracji apologetów PiS Powstanie Warszawskie było heroicznym, wielce patriotycznym aktem bohaterstwa, zaś gest Piotra Szczęsnego jest sugerowany jako wynik zaburzenia psychicznego.
W takim duchu mnożą się publikacje o dwojakiej optyce tego dramatu.
a. Pierwszą - refleksyjną dowodzącą o desperackiej bezsilności człowieka protestującego przeciw politycznej machinie ucisku lekceważącej sprzeciw wobec praktykowanej strategii politycznej godzącej w mechanizmy bezpieczeństwa i wolności obywateli.
b. Drugą, że jest to gest człowieka niezrównoważonego psychicznie w stopniu poważnej utraty zdolności rozpoznawania swoich czynów.
Obiektywnie rzecz ujmując tak naprawdę nie wiadomo, która z tych opinii jest bliższa prawdy. Obie zasługują więc na analizę przyczynowego sprawstwa tak dramatycznie tragicznych postaw i spektakularnych gestów samobójstwa osób protestujących.
Mniej więcej w ostatnim stuleciu takich desperackich gestów samospalenia zanotowano na świecie ok. 40.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Samospalenie_(forma_samob%C3%B3jstwa)
Zacietrzewionym wyznawcom politycznego sprawstwa PiS-u owego samospalenia Piotra Szczęsnego przypominam podobny gest wobec PO, który dokonał Andrzej Filipiak 12 czerwca 2013 argumentacją utraty pracy z powodów zdrowotnych.
Najczęściej przywoływane dzisiaj przykłady przypominają samo podpalenia historycznie nam bliskie jak:
Ryszard Siwiec 8 września 1968 r. na Stadionie Dziesięciolecia - przeciw interwencji Wojska Polskiego w Czechosłowacji i łamania praworządności w Polsce.
Jan Palach 16 stycznia 1969 r. w Pradze – przeciwko wkroczeniu Układu Warszawskiego do Czechosłowacji.
Czy są jakieś analogie tragedii Siwca, Palacha i Piotra Szczęsnego? Oczywiście, że są choćby w postawach samobójców, którzy bardzo wyraziście demonstrowali ów gest protestu przeciw polityce aktualnych rządzicieli państw, których protestujący byli obywatelami.
Osobiście odpowiada mi refleksja ks. Adama Bonieckiego przedstawiona w wywiadzie dla Gazety Wyborczej pt. „Krzyk” z 4-5 listopada 2017 r. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22600793,ksiadz-boniecki-samospalenie-to-krzyk-straszliwy-a-ilu.html :
*Samospalenie to krzyk straszliwy. A ilu ludzi nie posuwa się aż do tego? Jak bardzo się mogą czuć skopani , zrąbani tym, co robi ten co ma władzę?
*Nie wiem, czy ta śmierć zmusi szerokie kręgi społeczne do refleksji. Bardzo jest łatwa ta ucieczka, że albo to jest produkt "opozycji totalnej", albo psychicznie chory człowiek.
* To jest tak mocny znak protestu, że właściwie nie można przejść wobec niego obojętnie. Do mnie szybko dotarło, że on nie był fanatykiem ani szaleńcem. To nie było spowodowane przyczynami psychiatrycznymi, to był człowiek bardzo serio myślący.
*Rządzący działają w wymiarze makro – tu przesuwamy, tu zmieniamy pozycję budżecie, manipulujemy na tej wielkiej mapie społecznej – a tam są żywi ludzie. I nie wiemy czy poprzednim systemie też nie było bliskich takiej drogi.
*My chyba nie jesteśmy zbyt mądrym narodem . Nie umiemy dopuścić sytuacji, że jak innym ludziom na czymś zależy, to ja z czegoś zrezygnuję, choćby z tego kandydata. Przecież nie trzeba w 100 procentach mieć wszystkiego.
Resume powyższego rozważania tkwi chyba w tym zdaniu ks. Bonieckiego: „Przecież nie trzeba w 100 procentach mieć wszystkiego”.
Żeby tę zasadę chcieli zrozumieć rządzący w państwach ludzie, którzy z maniackim uporem chcą dostosować porządek państwowy według własnych koncepcji ustrojowych z nonszalanckim lekceważeniem wszystkich i wszystkiego, co tego nie podzielają.
Taką właśnie sytuację mamy obecnie w Polsce, państwie, które samobójczy historyczny akt Powstania Warszawskiego, skutkujący śmiercią Warszawy określa bohaterskim zrywem, a samobójczy akt obywatela nie godzącego się na naruszanie praworządności nazywany jest szaleństwem.
Polska jest już pobudzana gorączką przyszłorocznych wyborów samorządowych inicjowanych otwarciem kampanii wyborczej zapoczątkowanej politycznymi nastrojami partii, które jakże są dalekie od tezy ks. Bonieckiego, że przecież nie trzeba w 100 procentach mieć wszystkiego. Partie demonstrują tezę przeciwną. One chcą mieć władzę samorządową wyłącznie dla siebie w rozumieniu: nasi wójtowie, burmistrzowie, prezydenci, marszałkowie sejmików – jednym słowem cała władza w ręce jednej partii.
Takie postawy bardzo gorzko skomentował w tej samej Gazecie Jarosław Kurski pisząc:
„Jeśli opozycja wygra te wybory, postawi tamę triumfującemu pochodowi PiS. Jeśli przegra, to przegra i te i wiele kolejnych wyborów. Zastępca redaktora naczelnego 'Gazety Wyborczej' podkreśla, że do zwycięstwa opozycji potrzebna jest jedność, a dziś bawi się ona tak, jak bawią się na podwórku wyrośnięci chłopcy, którzy prześcigają się, kto ma większe ego. - Nie dbam o to, jak historia oceni Zandberga, Nowacką, Czarzastego, Schetynę. Jeśli zawiodą i nie udźwigną tej zbroi, Polacy przerażeni destrukcja polskiej demokracji uznają ich za pożytecznych wspólników Jarosława Kaczyńskiego. I będą mieli rację”.
Słowa Jarosława Kurskiego potwierdza stan ducha opozycji, sprzeczny z intencjami protestującego Piotra Szczęsnego tak sygnowanego w liście pożegnalnym:
„Protestuję przeciwko ograniczaniu przez władzę wolności obywatelskich. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji, w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnego i niszczeniu systemu niezależnych sądów”.
Mój sceptycyzm co do zasadności protestów w tak skrajnie tragicznej formie wynika z zauważanej, zupełnej obojętności społeczeństwa o dobro ogółu w imię populistycznych korzyści społecznych beneficjentów polityki socjalnej państwa.
Szlachetność intencji Piotra Szczęsnego, za które oddał życie poruszyła ludzkie sumienia, ale czy na tyle by przejęli się tym politycy? Absolutnie nie. Przecież szlachetność w polityce od dawna już nie obowiązuje. Ona została wyparta orężem walki narzuconej przez przeciwnika pod nazwą „wszystkie chwyty dozwolone”.
Postulaty Piotra Szczęsnego można wpisać na sztandary opozycji ale walczyć o nie trzeba metodami konkurenta politycznego, o co apeluje Jarosław Kurski. On ma rację!
Jestem absolwentem Politechniki Poznańskiej (inżynier elektryk - budowa maszyn elektrycznych). Staż pracy: 20 lat w przemyśle i 20 lat w administracji państwowej szczebla wojewódzkiego - transformacja gospodarki z socjalistycznej na rynkową.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura