Niezastąpiony moralizator życia publicznego w Polsce minister Mariusz Kamiński – koordynator służb specjalnych – nie ustaje w staraniach o „pełną” jawność tego życia, ostatnio w obszarze majętności Polaków, ponoć mocno podatnych na pokusy korupcyjne za usługi z wykorzystywaniem urzędowego wpływania na nie z korzyścią dla prywatnego interesu petenta.
Znana gorliwość p. Kamińskiego w pierwszym rządzie PiS okazywana temu zagadnieniu nie byłaby kontrowersyjna gdyby nie stosował wobec osób podejrzewanych o skłonności korupcyjne „prowokacji operacyjnej” polegającej na podżeganiu osób skłonnych ponoć do tego precederu.
Takie „prowokacje operacyjne” sąd III RP uznał za nielegalne i wymierzył panu Kamińskiemu i jego zastępcy (obaj dzisiaj w tej samej konfiguracji CBA) kary więzienia, które nie zdążyły się uprawomocnić, bo obu panów ułaskawił od tej, nie prawomocnej jeszcze kary prezydent Andrzej Duda.
Historia ta zdaje się dowodzić, że problem korupcyjny w Polsce nie ma rozmiaru plagi, skoro Centralne Biuro Antykorupcyjne musiało – z braku takich przestępstw – prowokować i podżegać do działań korupcyjnych osoby wpływowe w państwie, aby wykazać się aktywną walką z korupcją.
Już ponad dwuletnie obecne rządy PiS nie mają spektakularnych sukcesów w demaskowaniu afer korupcyjnych poza „drobnicą” typu nieścisłości w oświadczeniach majątkowych rozdmuchiwanych propagandowo do rangi afer do znudzenia prezentowanych w mediach na przykładzie gdańskiego prezydenta Piotra Adamowicza.
Najnowsza inicjatywa ustawodawcza ministra Mariusza Kamińskiego wyraźnie intensyfikuje ten kierunek zainteresowania CBA wnioskującą poszerzenia palety zawodów i stanowisk publicznych propozycją objęcia ich corocznym obowiązkiem składania oświadczeń majątkowych.
Według projektu wszystkie deklaracje – prócz oświadczeń funkcjonariuszy służb /dlaczego?/ - miały być jawne i publikowane w internetowym Biuletynie Informacji Publicznej.
Rzecznik praw obywatelskich szacował, że przyjęcie projektu oznaczałoby lustrację majątków 1,5 mln osób.
Projekt obejmował nawet stanowiska sprzątaczek i służb technicznych instytucji publicznych bezlitośnie skrytykowanych przez 12 resortów rządowych. Po tej krytyce zrezygnowano z jawności u tych osób, ale nie zniesiono projektowanej wobec nich majątkowej lustracji.
Powyższe dowodzi o planach powszechnej lustracji majątkowej Polaków, których władza otacza coraz bardziej ścisłym nadzorem inwigilacyjnym ich postaw życiowych od sympatii politycznych po majątek właśnie. Takie mechanizmy nadzoru państwa nad obywatelami określane są jako autorytarne.
PiS jest pod wielką presją niepewności społecznego poparcia w nadchodzących wyborach pomimo gigantycznych akcji finansowego rozdawnictwa od sfer społecznego „niżu” materialnego po kościelny szczyt materialnego „wyżu”, który (kościelny) odwdzięcza się władzy ścisłym i oddanym indoktrynowaniem „owieczek” ze wspomnianego niżu wierną narracją pisowskiej władzy głoszonej z ambon jako jedynie słusznej.
Ten polski sojusz „ołtarza z tronem” w kontekście „fundowanych” narodowi lustracyjnych mnogości jest rażąco demoralizujący, bo nie obejmuje kościelnych sojuszników rządu ani w zakresie majątkowym instytucji i jej rezydentów z dóbr poza sakralnych, ani moralnym zwalniający kapłanów z wyrokami za pedofilię z upubliczniania ich nazwisk w Internecie.
Czyli uzasadnianie przez władzę potrzeby ciągłego rozszerzania różnego rodzaju lustracji (tutaj majątkowej) argumentem o potrzebie większej transparentności życia publicznego nie jest przekonujące, bo w awangardzie tegoż życia publicznego są na pewno funkcjonariusze Kościoła Katolickiego w Polsce nie podlegający temu obowiązkowi, a sprzątaczka w sądzie (daleko od owej awangardy) już tak.
Kto chce niech wierzy, że transparentność życia sądowej sprzątaczki jest ważniejsza od transparentności życia biskupa czy proboszcza, żeby już nie powtarzać przykładu kościelnego magnata medialnego z Torunia.
Więc komu jest taka jawność potrzebna?


Komentarze
Pokaż komentarze (55)