Zawierucha wokół znowelizowanej przez PiS ustawy o IPN rozdrapuje przyschnięte rany polskiej historii szczególnie tej znaczonej burzami wojen i rewolucji.
Oczywistość praw fizyki choćby takich jak „akcja” i „reakcja” jest obca polskim politykom obozu rządzącego uparcie inicjujących akcje „nowych wykładni polityki historycznej” skierowanej wyłącznie na gloryfikowanie bohaterstwa Polaków i zamazywanie faktów przeciwnych.
Gdyby politycy PiS nie lekceważyli praw fizyki wiedzieli by, że „akcja” dogmatycznego idealizowania bohaterstwa Polaków, zrodzi „reakcję” temu się przeciwstawiającą.
Ku zdziwieniu wielu obywateli zbulwersowanych polityką historyczną PiS, spodziewających się zdecydowanej reakcji ze strony „opozycji demokratycznej” (tak, tak, demokratycznej nawiązującej do tej z lat 80-tych XX w.), odzew taki nastąpił ze strony oświatowych środowiskach prowincjonalnych bardzo edukacyjnym programem tworzenia młodzieżowych zespołów badania historii w miejscowości swojego zamieszkania.
Pierwszy etap prawdy historycznej nastąpi więc podczas powoływania takich młodzieżowych zespołów badawczych. Te miejscowości, w których inicjatywa taka uzyska poparcie władz oświatowych będą upublicznione jako „otwarte na prawdę historyczną”, zaś takie które się temu sprzeciwią wzbudzą pytanie o przyczyny tego sprzeciwu, który będzie utożsamiany ze strachem przed wyjawieniem ciemnych kart historii danej miejscowości.
Na przykład w mojej rodzinnej miejscowości (małe miasteczko w Wielkopolsce) z piękną tradycją Powstania Wielkopolskiego pomija się z dziwnym zawstydzeniem okres okupacji niemieckiej i tuż powojenny o „dziwnej” aktywności miejscowego AK (kilkuosobowa grupa mieszkańców miasteczka). Owa dziwna aktywność została zapamiętana jako przypadki grabieży na mieniu poniemieckim i miejscowych rolników.
Sprawa miała sądowe finały więc są materiały badawcze owego historycznego epizodu miasteczka.
Kolejne etapy prawd historycznych odsłanianych przez dociekliwą miejscową młodzież o pasjach historycznych i przyjmowanie tych odkryć przez miejscową ludność będą obrazem dojrzałości obywatelskiej mieszkańców.
Pomysł ten, choć kontrowersyjny, osobiście uważam za bardzo dobry, bo wolny od politycznej doktryny „wyższości formy /narodowej/ nad treścią /patriotyczny/”.
Nie ma więc obaw, że odsłanianie pełnej prawdy historycznej osłabi polskie patriotyzm, wręcz odwrotnie, bardzo go wzmocni dobrym samopoczuciem młodego pokolenia bezpośrednim uczestnictwem w poznaniu pełnej i prawdziwej historii swojej rodzinnej miejscowości.
Jeżeli władze państwowe poprą taką akcję edukacji historycznej, to będzie to dobra wiadomość dla obywateli, oznaczająca, że pojęcie „polski patriotyzm” uwolnił się od prób jego zdominowaniem skompromitowaną ideą nacjonalizmu.
Paradoksalnie więc PiS może przyczynić się do normalizacji polityki historycznej zobiektywizowaniem narracji „dumy narodowej” na wszystkie nacje II Rzeczpospolitej klasyfikowane stosunkiem czynów dobrych do złych, co tak wymownie przypomniał Jarosław Kurski na wojennym przykładzie Żyda, Kurta Lewina – syna rabina Lwowa:
„Lewin doznał niemieckiej, polskiej i ukraińskiej podłości – i przeżył dzięki Niemcom, Polakom i Ukraincom. Co narody mają tu do rzeczy? Lepiej mówić o złych i dobrych ludziach”.
Takiego pojmowania historii trzeba uczyć dla dobra narodów kiedyś skonfliktowanych, a dzisiaj przyjaznych.
Nawrót do wrogości to zbrodnia!


Komentarze
Pokaż komentarze (22)