Miał rację pan Jarosław Kaczyński narzekając na szczupłość kadr menadżerskich w swojej partii, co powoduje, że ważne funkcje w państwie partia obsadza tak, jak zasoby kadrowe pozwalają, a nie tak jakby należało.
„Prezes PiS Jarosław Kaczyński bez ogródek wyjaśnia politykę kadrową w spółkach skarbu państwa w rozmowie z "Gościem Niedzielnym". Lider partii rządzącej twierdzi, że "kategorie merytoryczne" przy doborze pracowników nie sprawdziły się i teraz w państwowych firmach "mianujemy ludzi bliskim nam środowisk, którzy realizują nasz program".
https://superbiz.se.pl/wiadomosci/kaczynski-o-misiewiczach-do-spolek-mianujemy-ludzi-bliskich-nam-aa-Dx9s-gjcX-WEu6.html
Bez wyzłośliwiania się trzeba jednak przypomnieć o identycznej polityce kadrowej PZPR – partii sprawującej władzę w PRL-u – gdzie ówczesnych partyjnych nominatów na ważne stanowiska w państwie prześmiewczo określano wtedy: „mierny, bierny ale wierny”!
Czym skutkuje w państwie taka polityka kadrowa o jakiej szczerze mówi Jarosław Kaczyński? Ano kompromitującymi zjawiskami niegodnymi poważnego państwa, członka UE satyrycznie określanymi dzisiaj „Misiewiczami”. Masa błędów kadrowych zbiorczo określanych przykładem stadniny koni, „twórczo” praktykowanej też na stanowiskach ministrów i lawinowo wiceministrów, jest skutkiem sześciokrotnej nowelizacji ustawy o SN, wstydliwej rejterady z ustawą o IPN, straszeniem Niemców roszczeniami wojennymi, czy degradowanie autorytetu polskich sądów rzeczywistej ostoi państwa prawnego.
Wielką kompromitacją okrywają Polskę zachowania ministrów spraw wewnętrznych, byłego p. Mariusza Błaszczaka i obecnego Joachima Brudzińskiego, którzy w obywatelskich pokojowych manifestacjach antyrządowych upatrują wielkie zagrożenie dla Państwa, a w prawdziwie groźnych pochodach polskich neofaszystów z hasłami rasistowskimi i skrajnie szowinistycznymi nie dostrzegają skandalu.
Niezwykle inteligentny wywód na temat tej polskiej materii politycznej dokonał Jarosław Flis doktor habilitowany socjologii UJ, który w obszernym artykule zamieszczonym w Tygodniku Powszechnym (https://www.tygodnikpowszechny.pl/panstwo-z-glowa-prezesa-154344) jasno wykazał, że inteligentne społeczeństwo wyraźnie przeszkadza PiS-owi w czynieniu „dobrej zmiany”, bo wytykając władzy mnóstwo błędów natychmiast są one przez obóz rządzący nicowane na sukcesy. Jarosław Flis tak to wytyka w artykule:
*Najbardziej spektakularnym przypadkiem jest sprawa ustawy o IPN, prowadząca na arenie międzynarodowej do powtórki sytuacji sprzed ponad roku, przy pamiętnym głosowaniu 27:1 podczas próby zblokowania Donalda Tuska.
*Ujawnienie sprawy nagród dla członków rządu, skończyło się sondażowym dołkiem i równie pospieszną, co chaotyczną reakcją na finansową zachłanność kadr PiS.
*Zmniejszenie włodarzom gmin poborów w imię rozwodnienia (rozmycia) dramatycznej zachłanności kadr rządowych.
* Deklaracja prezesa Kaczyńskiego, że w wyborach samorządowych nie wystartują osoby piastujące dodatkowo wysokopłatne funkcje w radach nadzorczych spółek SP, potwierdzające istnienie partyjnych synekur w tych spółkach.
*Inną niekonsekwencję polityki płacowej PiS ogłosiła stanowiskiem swojego komitetu politycznego, że granica takich płac w w/w przypadkach to 15 tys. zł. miesięcznie, co wywołało szok, bo żywa jest pamięć społeczna pastwienia się na b. wicepremier z PO Elżbiecie Bieńkowskiej za słowa: „że za 6 tys. zł. pracuje złodziej lub idiota”.
*Ustrojowe zamieszanie wywołane przez PiS degradowaniem samodzielności sądów w Polsce na czele z TK i SN wywołało społeczny sprzeciw i nadzwyczajną konsolidację cementującą środowiska prawnicze oraz środowiskowy i społeczny ostracyzm wobec sędziów i innych prawników przyjmujących stanowiska w upolitycznionych strukturach „zmodernizowanego” sądownictwa.
Wszystkie w/w „wpadki” PiS spotkały się z prześmiewczą krytyką społeczną i opozycji, co partia rządząca traktuje jako „totalnie” bezzasadny atak na „dobrą zmianę”. A to nieprawda. Wymieniona przez Jarosława Flisa seria rządowych aktów władczych, inteligentna część polskiego społeczeństwa trafnie rozpoznała jako rażące braki profesjonalizmu u polityków obozu rządzącego powodujący psucie praworządności państwa prawnego.
Ten sam brak owego profesjonalizmu generuje opinie rządowych dygnitarzy, o „totalnej opozycji” i próbach obalania rządu przy pomocy „ulicy i zagranicy”.
Pan Flis tak kończy swój artykuł:
„Demokracja najlepiej funkcjonuje w warunkach sceptycyzmu – wątpliwości dotyczących, tego czy dane rozwiązanie naprawdę przyniesie taki efekty, jakich się chciało. Najszczersza wiara w jednostkowy geniusz tego nie zmieni”.
I to zdanie niech posłuży jako pointa tego postu.
PS. Tytuł artykułu p. Jarosława Flisa brzmi: „Państwo z głową prezesa” uznałem za stosowne przypomnieć dla zrozumienia sensu pointy!


Komentarze
Pokaż komentarze (64)