Strajk w LOT-cie jest symptomem powolnego wypalania się partii rządzącej jako politycznej awangardy rewolucyjnej bez mała (a może w pełni) reformie państwa wycofującego się z zachodniego modelu demokracji liberalno-demokratycznej nawrotem do socjalno-nocjonalistyznno-katolickiego modelu: „Polak na zagrodzie równy wojewodzie”. Oczywiście „zagrodą” jest Polska, a ”wojewodą” UE.
Ta reformatorska retoryka PiS zadziałała w wyborach 2015 r. dająca parlamentarną wygraną PiS radośnie świętowaną (opijaną!) przez liczne rzesze późniejszych beneficjentów comiesięcznego, stałego i bezwarunkowego dodatku rodzinnego 500+ na każde drugie i kolejne dziecko w rodzinie. Spin doktorzy PiS i szerokie rzesze polskiego kleru dokładnie wiedzieli w jakich środowiskach społecznych Polski jest największa dzietność i najmniejsza obywatelska świadomość (żeby nie rzec zerowa) nowoczesnych mechanizmów państwowej polityki na całokształt stosunków gospodarczo-społecznych w państwie.
Właśnie te środowiska euforycznych beneficjentów „dobrej zmiany” uwolniło PiS w wyborach samorządowych od kłopotliwych pytań dotyczących całokształtu ogólnopolskich problemów państwowych szczerze przez PiS odsłoniętych podczas sławetnej kampanii podporządkowywania sobie Trybunału Konstytucyjnego - ciągle powtarzaną przez dygnitarzy rządowych tezą, że „ludzi nie interesuje konstytucja i trybunał konstytucyjny, bo ludzi interesują ich codzienne problemy bytowe”.
Obecne wybory samorządowe dokładnie potwierdziły to zjawisko. PiS poparły te same środowiska kręgów społecznych o najmniejszej świadomości obywatelskiej i jeszcze skutecznie zagłuszonej przez owych spin doktorów PiS i kler katolicki ciągłą propagandą o szkodliwości elit społecznych (sądownictwo, kultura, oświata akademicka) i opiekuńczym dobrodziejstwie państwa.
W tej atmosferze ustanowiono podwyżkę minimalnej płacy, „kasację” cywilno prawnych umów zatrudnienia /propagandowo określanych śmieciowymi/, urządowieniu mediów publicznych na narodowe, obsadzeniu spółek państwowych funkcjonariuszami partii rządzącej, konsumowaniem finansowych zysków tych spółek na cele propagandy „dobrej zmiany”, krociowe dotacje dla instytucki kościelnych, rechrystianizacja oświaty, nacjonalizacja polityki historycznej państwa, itd., itp.
Odwrotne do powyższych nastroje panujące w dużych ośrodkach miejskich naturalne skupisko bardziej obywatelsko światłych rodaków (prawnicy, nauczyciele szkolni i akademiccy, szerokie kadry administracyjne, instytucji kultury, mediów, publicystów, literatów, twórców kultury, twórców dóbr materialnych – architektów, budowniczych infrastruktury, wytwórców przemysłowych, itp., itd.) zagłosowały na inteligenckich przedstawicieli anty pisowskiej opozycji.
Podczas trzyletniego „panowania” rządów PiS systematycznie się im „wypalało” bardzo kosztowne polityczne paliwo pokrywane z budżetu państwa, który ma (jak każdy budżet) ograniczone możliwości zmuszające swoich włodarzy do racjonalizacji wydatków, co zmusza do ograniczania najprzeróżniejszych roszczeń środowiskowych rozbudzonych w sferze publicznej (oświata, służba zdrowia, policja itp.) po infrastrukturalną i gospodarczą (LOT).
Wspomniany aktualny strajk w LOCIE odsłonił propagandową utopię rządowej rozrzutności wstydliwą praktyką LOTU samo-zatrudniania /tępionej gdzie indziej/ załóg samolotowych (umowy śmieciowe!), co tak ładnie skomentował ktoś z pasażerów LOTU: że w samolocie tego przewoźnika każdy członek załogi (stewardesy, piloci, nawigator) jest z innej firmy. Myślałem, że to żart, ale tylko do czasu kiedy w TVN 24 usłyszałem potwierdzenie tego z ust kapitana – pilota samolotu tych linii.
O nauczycielach i pracownikach służby zdrowia nie będę pisać, bo pełno tego we wszystkich mediach.
Do LOTU wrócę tylko jednym zdaniem. Ta firma otrzymała z budżetu państwa miliard zł. kapitałowego wsparcia ratunkowego przed upadłością, o czym tak informowano społeczeństwo:
„ Jeszcze dwa, trzy lata temu ta firma była przeznaczona do sprzedaży. I zostałaby sprzedana gdyby nie zmiana rządu w 2015 roku. Teraz LOT wstaje z kolan – mówił niedawno wicepremier Mateusz Morawiecki, nawiązując do jednego z naczelnych haseł „dobrej zmiany”. Rzeczywiście, wyniki narodowego przewoźnika wyraźnie się poprawiły, liczba samolotów rośnie, a teraz spółka uruchamia największą od lat kampanię wizerunkową. Tyle, że to w pierwszej kolejności zasługa poprzedniego prezesa LOT Sebastiana Mikosza. Obecny, Robert Milczarski też sprawnie zarządza firmą, ale przede wszystkim kontynuuje strategię napisaną kilka lat temu przez Mikosza”.
https://www.newsweek.pl/biznes/firma/lot-wstaje-z-kolan-tylko-dzieki-komu/xtdeh9y
Fakty te tak przypomina strajkującym obecny menadżer LOTU. Sstem wynagrodzeń w spółce jest optymalny, a spełnienie roszczeń płacowych zmusiłoby zarząd LOTU o zwrócenie się do właściciela (państwo) o kolejne dofinansowanie.
Nie czas tutaj przypominać pamiętne domaganie się zwolenników „dobrej zmiany” o finansowe ratowanie polskich stoczni metodą „na LOT” i wypominanie poprzedniemu rządowi zaniechanie takiego wspierania pokazując jego skuteczność w Niemczech.
Przypominam tym osobom, że Niemcy dopłacili do stoczni i niemieckie stocznie wyszły na prostą. A Polska dopłacając do stoczniowych bankrutów, wspierała konsumpcję załóg, które po wyczerpaniu tej pomocy natychmiast występowali o wsparcie kolejne.
Pytanie, czy sukces Niemiec można powtórzyć w Polsce. Odpowiedź brzmi TAK! Ale pod jednym warunkiem, że PiS zaniecha kontynuowania „polskich reform” likwidujących zachodni model społeczno gospodarczy. Pozostawi spółkom państwowym gospodarczą samodzielność i samorządność, a korzyści właścicielskie ograniczy wyłącznie do dywidendy uzasadnionej sytuacja finansową spółki z wszystkimi elementami odtwarzania dóbr produkcyjnych i rynkowych.
Obecne praktyki pokazują wyraźnie, że PiS wyczerpuje swój polityczno-państwowy potencjał zarządczy w tempie wprost proporcjonalnym do wyczerpywania się rezerw finansowych budżetu państwa.
Całe to paliwo socjalno – rozdawnicze zastraszająco groźnie się kurczy a razem z nim kurczą się polityczno społeczny potencjał PiS-u niezbędny do trwania przy sterach państwa.
Politycy PiS wydają się tego nie dostrzegać, skoro prezes Jarosław Kaczyński przedstawia katastrofalny dla polskiej gospodarki wniosek o tworzeniu fabryki samochodów elektrycznych przy przedsiębiorstwie energetycznym bez zasobów, doświadczeń i tradycji motoryzacyjnych.
Ten utopijny pomysł bez cienia krytyki ze strony wicepremiera ds. gospodarczych dowodzi, że PiS się wypala i najwyraźniej rozpada się jego materialno – intelektualny potencjał niezbędny do kierowania państwem.
PiS-u nie żal, ale żal obywateli narażonych na finansowe konsekwencje tej utopijnej strategii „dobrej zmiany”.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)