To jest blog, wpisy mogą mieć charakter osobisty, a nie publicystyczny – i ten taki będzie.
Z końcem lipca do Ceuty wdarło się bezprawnie około 60 tysięcy nielegalnych migrantów. Wszyscy mają jedno marzenie: stać się obywatelami Europy. Pedro Sánchez ma trochę inne marzenie, ale również związane z pojawieniem się w Europie migrantów.
O Ceucie wielu by się nie dowiedziało, gdyby nie obrazy z miejsca zdarzenia – ludzkie masy wdarły się na hiszpański ląd. Głównie to młodzi mężczyźni. Przyczyna jest nam dobrze znana: chodzi o polepszenie sobie bytu. Niektórzy twierdzą, że polepszenie bytu kosztem ludności rdzennej, bo gdy Hiszpan idzie do pracy, to migrant z Afryki musi się zintegrować, a to generuje koszt. Koszt pokrywany przecież z podatków pracującego Hiszpana.
Oczywiście linia rządu Hiszpanii jest inna. Zdaniem premiera Pedro Sáncheza obecność migrantów odpowiada za 25% PKB per capita, generuje 10% dochodów systemu ubezpieczeń społecznych (składek), a pobierają oni zaledwie 1% wydatków publicznych. Jest to – zdaniem szefa rządu – silny argument za tym, żeby ich wcielać.
Złośliwe głosy twierdzą jednak, że chodzi po prostu o nowych wyborców. Klientelizm jest praktyką znaną co najmniej od czasów starożytnego Rzymu: ja będę twoim patronem, ale będę wymagał przysługi przy urnie wyborczej. W tym konkretnym wypadku – oddania głosu.
Zostawmy jednak na boku argumentację gospodarczą – bo napływ taniej siły roboczej jest szkodliwy dla gospodarki, gdyż nie wymusza impulsów do innowacji i zmian. Zostawmy też na boku argument moralny, że najgorszą pracę za najniższą stawkę mają wykonywać obcy. To stygmatyzowanie ze względu na pochodzenie, co jest wyjątkowo dziwne, zważywszy na to, że lewicowy rząd powinien dbać o najsłabszych i wyrównywać szanse.
Mnie zadziwia to, że sforsowanie granicy państwa okazało się tak proste. Nie dziwi mnie intencja tych, którzy chcą się dostać do Hiszpanii i dalej do Europy. Chcą żyć lepiej niż tam, gdzie panują rządy sprawowane przez ludzi bliskich im mentalnie i kulturowo. Dostali jasny impuls: przyjeżdżaj, dostaniesz benefity i obywatelstwo.
Dziwi mnie postawa Sáncheza. Chwilę temu w Wielkiej Brytanii upadł rząd Keira Starmera. Ludzie związani z ziemią od pokoleń powiedzieli wreszcie „stop” – brak zgody na niekontrolowany przyrost obcej kulturowo tkanki społecznej oraz bezsilność władz przechyliły szalę. Suweren uznał, że nie da się dalej ignorować problemu.
Rząd Sáncheza może upaść z tych samych względów. Obraz jest silniejszy od tysiąca słów. Młodzi mężczyźni szturmujący brzegi Ceuty to jeden z nich. Tych obrazów przybywa – pojawiają się napięcia społeczne, ludzie wychodzą na ulice, bo mają dość bierności władz lokalnych i centralnych.
Sánchez ma dziś dwa wyjścia:
Może pozwolić nielegalnym migrantom pozostać w Europie. Narazi się wtedy na krytykę państw UE, które radykalnie zmieniły kurs dotyczący migracji, co może doprowadzić do izolacji Hiszpanii w strefie Schengen oraz dać ogromne paliwo polityczne opozycji. Zachowa jednak nadzieję, że ci ludzie będą mu wdzięczni i pozwolą mu dalej rządzić – pomimo oporu ludności chtonicznej.
Może też odebrać przybyłym nadzieję: ogłosić, że nie ma dla nich miejsca ani żadnych korzyści. To jednak może natychmiast zmienić ich nastawienie z pokojowego na agresywne. Wtedy Ceuta wraz z przyległościami odczuje ich gniew, a politycy prawicy – być może całkiem słusznie – uznają, że mamy do czynienia z inwazją.
Jedno jest pewne: ambicje polityków i nadzieje przybyszów nie powinny być kierowane przeciwko mieszkańcom Europy i własnemu narodowi.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)