20 obserwujących
574 notki
756k odsłon
522 odsłony

Odwiedziłem centrum finansowe świata. Nowy Porządek Świata a City of London

Fot. Romuald Kałwa
Fot. Romuald Kałwa
Wykop Skomentuj2

Byłem bardzo zdziwiony – oni się z tym satanizmem nawet nie kryją – pomyślałem odwiedzając City of London, uznawane za centrum finansowe świata.

Tymczasem, jak twierdzi rzekomo zamordowany holenderski bankowiec Ronald Bernard (sam uważam, że dla jego bezpieczeństwa ktoś to „samobójstwo” mu doradził – człowiek po prostu zniknął) City of London i giełda Nowojorska podlegają Bankowi Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei (BIS), który podobnie jak City of London nie podlega prawu państwa na obszarze którego się znajduje. W tym miejscu Londynu nawet królowa angielska nie ma władzy - odwiedzając jest tylko gościem (symbolicznie oddaje królewskie insygnia władzy przed bramą City).

City of London jest państwem w państwie, z własną władzą i policją. Zdjęcie, które Czytelnicy widzą, zrobiłem w listopadzie 2019 r.

Stacja metra w City of London wygląda bardzo specyficznie. Peron od torów oddziela bariera – ściana z tworzywa sztucznego, z otwieranymi automatycznie „bramami”, która uniemożliwia skakanie pod koła pociągu. Została tak zamontowana ze względu na masowe samobójstwa osób, które straciły majątek w związku z kryzysem finansowym w 2008 r.

Wracając do zdjęcia klubu „The Alchemist” (w którego okolicy zataczali się pijani albo naćpani 30-latkowie, takie cwaniaczki, rozwydrzeni i bezstresowo wychowani gówniarze, typ tzw. yuppie, pracujący zapewne za wielkie pieniądze w jednej z tamtejszych „instytucji finansowych”), zdziwiły mnie okultystyczne symbole na ścianach tego baru/klubu. Pomyślałam: oni z tym satanizmem to się tam nawet nie ukrywają. I ten napis: „Want to work for us?”, czyli korporacyjne „Chcesz dla nas pracować?”.

Przepraszam za jakość zdjęć, skądinąd wyciętych z filmu (faktycznie, nie przyłożyłem się), ale musi istnieć jakieś „świadectwo” tego miejsca, raczej nie odwiedzanego przez turystów, w przeciwieństwie do innych miejsc Londynu.

                                                        City of London a Warszawa

W Londynie nie przeżyłem szoku kulturowego, ponieważ wcześniej (wstyd się przyznać, że tak późno) odwiedziłem Warszawę, i to w niej przeżyłem szok kulturowy – miasto powstałe z ruin robi wrażenie. Przy Warszawie Wrocław to przereklamowana mieścina, a Opole to zapadła bezludna wioska.

Choć niby rządzące światem, to City of London było bombardowane w czasie wojny. Amerykański kapitał, który zainwestował w rozwój nazistowskich, hitlerowsko-himmlerowskich Niemiec, chyba zrozumiał, co takiego zrobił. Niemcy chcieli przecież zbudować całkowicie nową, podporządkowaną im rzeczywistość i podobnie jak działający w Rosji komuniści, wymknęli się spod kontroli światowej finansjerze, która przecież finansowała powstanie obu totalitaryzmów. Dzisiaj, zarówno jedni, jak i drudzy, podnoszą swoje parszywe łby, ale to temat na inne rozważania.

Po wpisaniu w wyszukiwarkę „the alchemist” okazuje się, że lokal o takiej samej nazwie znajduje się w Warszawie. Ciekawe, że warszawski lokal ma bardzo podobne logo i odwołuje się do angielskiego stylu, a w menu znajduje się sporo izraelskich potraw. Treści na stronie internetowej są tak bardzo snobistyczne, że aż pretensjonalne i budzące śmiech politowania. Wiadomo, „warszawka”.

                                                Czy City of London rządzi światem?

No właśnie, to jest dobre pytanie, bo przynajmniej tak się wielu, w tym mi, do niedawna wydawało. Holenderski bankowiec Ronald Bernard w znanym wywiadzie na YouTube twierdzi, że prawdziwym centrum świata jest wspomniany Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei (BIS) - jest to „bank wszystkich banków” od którego zależą wszystkie transakcje międzynarodowe i polityka monetarna świata.

Małgorzata Pokojska (absolwentka ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, doświadczony dziennikarz ekonomiczny m.in. w Życiu Warszawy, Parkiecie, Gazecie Bankowej oraz redaktor naczelna magazynu CFO) w „Loży bankierów” w 2017 r. pisze: https://www.cxo.pl/news/Loza-bankierow,407644.html

„Szczegóły podstawowej działalności banku pozostają tajne.

Tajne są również spotkania „śmietanki” bankierów – Doradczego Komitetu Gospodarczego. Jak pisze Adam LeBor, brytyjski dziennikarz, w książce „Wieża w Bazylei”, wydanej w Polsce w 2016 r., w Banku Rozrachunków Międzynarodowych (Bank for International Settlement-BIS), którego udziałowcami jest 60 krajów plus Europejski Bank Centralny, mamy różne kręgi wtajemniczenia.

Co dwa miesiące w niedzielny wieczór w warunkach pełnej dyskrecji spotykają się przedstawiciele kilkunastu światowych banków centralnych, najbardziej znaczących, którzy udzielają rekomendacji dla członków pozostałych komitetów banku oraz przygotowują projekty na Global Economic Meeting. To spotkanie odbywa się w poniedziałek w szerszym gronie – trzydziestu banków centralnych uznawanych za ważnie dla światowej gospodarki. Oprócz osób, które spotkały się w niedzielę, biorą w nim także udział reprezentanci banków z Polski, Republiki Południowej Afryki czy Hiszpanii. Prezesi banków piętnastu mniejszych krajów, jak Węgier czy Nowej Zelandii, uczestniczą na prawach obserwatorów, a prezesi krajów trzeciej kategorii, pochodzący np. z Macedonii czy Słowacji nie są dopuszczani do sali obrad i muszą łowić informacje podczas przerw na posiłki”.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości