Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
125 obserwujących
1567 notek
1995k odsłon
211 odsłon

Marynarskie miedziane druciki

Wykop Skomentuj3

       Jerzy Porębski to znany autor piosenek i ich wykonawca. Powszechnie śpiewamy jego piosenki na Mazurach. Największy hitu wszechczasów jego autorstwa, który zna na pamięć każdy żeglarz, to: Gdzie ta keja. Jego piosenki są w zasadzie fabularne, więc też każdy wie, że on jest naukowcem, który bardzo dużo pływał na polskich statkach rybackich i stąd ma duże doświadczenie oceaniczne. Zna życie na morzu i o nim śpiewa. Ma dziś już 81 lat. Znalazłem jego bardzo ciekawy wywiad z 2011, w którym opowiada o swoim barwnym życiu: JERZY PORĘBSKI – ZAMYKANIE KÓŁ wywiad sterowany. Polecam przeczytanie całości. Mnie szczególnie zainteresował taki fragment:

„(…) Byliśmy raz jednodniowymi milionerami. W Las Palmas na brzegu handlarze proponowali, że kupią metale nieżelazne. Więc w kolejne rejsy rybacy ze sobą zabierali różne rurki miedziane, bo za to się dostawało dosyć dobre pieniądze (…)”

       Trochę to niejasno napisane. Jak oni zarabiali miliony na miedzianych rurkach? I przypomniałem sobie opowieść Ryszarda Opary, byłego milionera, który dorobił się w Australii, a potem wszystko stracił w Polsce, bo go państwowy bank oszukał. Był ofiarą oszustów kilkukrotnie. W swojej autobiografii też pisał o marynarzach i ich miedzianych drucikach: AMEN -Autobiografia Naukowa- Odc.25. Polecam przeczytanie jego autobiografii, bo też jest bardzo ciekawa. Otóż tak Ryszard Opara opisuje ten marynarski biznes:

„(…) Ponieważ pracowałem również w szpitalu, blisko portu Sydney, zaczęli mnie odwiedzać czasem również marynarze z polskich statków, które przypływały do Australii z różnymi towarami. Prócz problemów medycznych, próbowali czasem „załatwiać” ze mną... rozmaite interesy.

Kiedyś np. przyszedł do mnie młody facet i zapytał, czy nie byłbym zainteresowany kupnem czystego srebra. Przypłynął do Sydney jako marynarz - ale też, żeby pohandlować. Jak stwierdził, miał tego towaru (srebra) kilkadziesiąt kilogramów w zwojach drucianych - na sprzedaż. W ten sposób podobno cała załoga statku próbowała jakoś dorobić do marnych pensji, dodał marynarz. W ogóle się na tym nie znałem. Odpowiedziałem więc, że niestety...nie mogę im pomóc.

Gość wrócił jednak następnego dnia z próbką i poprosił, żebym może zapytał jakiegoś znajomego jubilera, aby on sprawdził tę próbkę i wartość srebra za kilogram. Dodał, że wraz z załogą mają 100 kg tego towaru. Znałem kilka osób z branży, więc chcąc po prostu jakoś pomóc marynarzom z Polski, wziąłem próbki do wyceny i przekazałem znajomym jubilerom. Oni stwierdzili, że srebro jest super wysokiej jakości i jeden z nich, lokalny producent sztućców - wykazał zainteresowanie zakupem całych 100 kg. Zaproponował też całkiem dobrą cenę - ok. 50'000 $ gotówką.

Świeżo poznany marynarz chciał w sumie 10'000 $. Prosta i czysta transakcja...pomyślałem. Będę mógł pomóc marynarzom a przy okazji, sam parę dolarów zarobię. Mogłem wprawdzie ich bezpośrednio skontaktować z jubilerem, ale wtedy..., nic, lub niewiele, bym na tym zarobił.

Postanowiłem więc całą transakcję przeprowadzić samemu. Miałem zawsze trochę gotówki w kasie, poprosiłem marynarza, by przywiózł „towar” do mojej przychodni. Zapłaciłem i wsadziłem srebro do bagażnika swego samochodu. Wieczorem pojechałem do domu jubilera, który przyjął towar - wziął i obiecał zapłacić mi rano. Mając świadomość dokonania dużej, intratnej transakcji, postanowiliśmy jakoś miło to „oblać”. Wspólnie z żoną i kilkoma kolegami poszliśmy do bardzo eleganckiej restauracji. Ostatecznie 40'000 dolarów piechotą wtedy nie chodziło... ani nawet dzisiaj.

Następnego dnia rano pojechałem do jubilera po pieniądze. Okazało się, że zostałem całkowicie oszukany. Kupiłem pęczki drutu z fałszywego „srebra”. Tak naprawę tylko same końcówki były prawdziwe, czyste srebro. Cała reszta w środku okazała się...miedzią, znakomicie posrebrzoną. Pojechałem do portu, ale statku, ani moich 10'000 $ gotówki, już tam nie było.(…)”

       Ciekawe, nie? Ciekaw jestem jak ten biznes był rozpowszechniony za PRL-u. Czy ktoś wie coś więcej na ten temat? Węszycie w tym SB-cką działalność?

Grzegorz GPS Świderski

PS. Notki powiązane:

Osoby LGBT nie są równe ludziom normalnym <- poprzednia notka 

następna notka -> Dynamika Konfederacji

Tagi: #gps65, #Marynarze, #PRL, #Oszustwo

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości