Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
155 obserwujących
1934 notki
2441k odsłon
  506   9

Jazda po pijanemu

Znów wybuchła afera z celebrytą złapanym na jeździe samochodem po pijanemu. Telewizja nawet zrobiła reportaż ze wszystkich takich przypadków z ostatnich lat. Łapani są znani aktorzy i piosenkarki. Celebryci oficjalne uczestniczą w różnych kampaniach na rzecz bezpieczeństwa, a sami to w życiu prywatnym olewają. To pokazuje hipokryzję naszego społeczeństwa – głośno mówimy jedno, a po cichu robimy drugie. A czasem to, co myślimy, że jest po cichu, wybucha wielkim nagłośnieniem. Dlaczego tak się dzieje?

  W Wielkiej Brytanii wolno prowadzić samochód po kilku piwach czy lampkach wina, do 0,8 promila, a wypadków jest tam wielokroć mniej niż w Polsce, gdzie mamy ograniczenie do 0,2 promila. Czy tam żyje jakiś inny gatunek ludzi? Czy może ruch lewostronny jest bezpieczniejszy?

  Przyjmuje się, że uśredniony wynik dla jednego piwa wynosi 0,26 promili we krwi, a kieliszek wina 100 ml o mocy 12%, mężczyźnie o wadze około 80 kg, daje 0,1 promila. Więc można uznać, że Polsce można legalnie wypić małe piwo lub lampkę wina i jechać samochodem. W Wielkiej Brytanii można cztery razy więcej, czyli około trzy duże piwa lub butelkę wina.

  Anglik po trzech piwach powoduje mniej wypadków niż Polak po jednym. Jak to się dzieje?

  Wytłumaczenia są takie:

  • Brytyjczycy jeżdżą ostrożniej, wolniej i nie wyprzedzają.
  • Ruch lewostronny jest bezpieczniejszy, bo człowiek jest najczęściej praworęczny, dlatego taki ruch jest bardziej naturalny, obowiązywał nawet w Starożytnym Rzymie.
  • W ruchu lewostronnym częściej są ronda niż skrzyżowania, a to w dużym stopniu redukuje wypadki – ronda są bezpieczniejsze.
  • Anglosasi mają generalnie lepsze przepisy ruchy drogowego.
  • W Wielkiej Brytanii jest lepsza organizacja ruchu, lepsze oznakowanie, lepsze drogi.
  • Na zachodzie są w ogóle lepsze samochody.
  • Na zachodzie jest lepsza policja, sprawniejsza, mądrzejsza, lepiej zorganizowana.
  • Brytyjskie sądownictwo lepiej działa, sprawy drogowe są osadzane szybciej i sprawiedliwej.
  • Za jazdę po pijanemu są tam duże kary, korupcja jest mniejsza niż w Polsce.
  • Brytyjczycy mają lepszą kulturę jazdy, bo mają w tym dłuższe tradycje, wykształcili to kilka pokoleń wcześniej niż w Polsce i trwała u nich stabilna ewolucja, ruch się zmieniał powoli, nie było rewolucji.

  Te wszystkie argumenty o tym, że ruch lewostronny jest lepszy, a Anglosasi mają lepszą kulturę jazdy, nie wyjaśniają problemów alkoholu. Tam są lepsze warunki, a u nas gorsze — więc nie ma sensu porównywać pijanego u nich i trzeźwego u nas — to, że obaj stworzą podobne zagrożenie, nie wyjaśnia sprawy. Istotne jest porównanie pijanego z trzeźwym w tych samych warunkach. Tam i trzeźwy, i pijany ma te same przepisy, tę samą infrastrukturę i kulturę. Dlaczego więc pozwalają jeździć pijanym? Dlaczego nie chcą jeszcze bardziej zredukować wypadków?

  A może chodzi o to, że pijany wcale nie powoduje więcej wypadków? Jeśli tak, to to wymaga badań i wyjaśnień. Dlaczego u nich pijani nie zwiększają liczby wypadków, a u nas zwiększają? A może u nas też nie zwiększają? Może gdyby stał się cud i alkohol zaczął działać na człowieka jak woda, to liczba wypadków wcale by nie spadła!?

  Może to jest podobnie jak z narkotykami? Prohibicja ma służyć zmniejszeniu liczby narkomanów, a działa na odwrót: tam, gdzie jest prohibicja, jest więcej narkomanów niż tam, gdzie jej nie ma. Może to zakaz jazdy po pijanemu zwiększa liczbę wypadków?

  Ekonomia takie kwestie wyjaśnia: jeśli mamy przejechać jakąś krótką odległość rzędu kilku kilometrów, a jesteśmy pijani, to bezpieczniej jest pojechać samochodem, niż iść na piechotę, bo jest większe ryzyko, że dojdzie do wypadku, gdy ryzyko trwa godzinę, niż gdy trwa kilka minut. Dodatkowo, jeśli nie jestem bardzo pijany, a tylko trochę, tak że mam tego świadomość, to będę jechać ostrożniej, co w statystykach wyjdzie na zmniejszenie liczby wypadków.

  Może takie kwestie należałoby badać, a nie czas reakcji po alkoholu? A z tym czasem też nie jest tak prosto — on nie zawsze ciągle spada wraz z wypitym alkoholem. Są badania pokazujące, że u ludzi starszych rośnie do pewnego poziomu, a potem spada. Jest też słynny pik Balmora – wykres pokazujący, że wydajność programisty powoli maleje wraz z wypitym alkoholem, ale gdzieś po trzecim piwie gwałtownie rośnie, by potem znów spadać. Więc gruby siedemdziesięcioletni programista po trzech piwach, mniej wywoła wypadków, bo jedzie ostrożniej, krócej ryzykuje wypadkiem, ma lepszy czas reakcji i ma większą inteligencję. Tego się porządnie nie bada, a jak się bada, to nie nagłaśnia, bo propaganda uczyniła z tego tabu i wciska dogmat, że jazda po pijanemu jest zła. Jak obowiązują dogmaty i tabu, to system jest nieracjonalny a przepisy przeciwskuteczne.

  Gdy się płynie jachtem żaglowym, to można dużo wypić i to wcale nie ogranicza bezpieczeństwa prowadzenia takiego jachtu. Pięć piw nie stanowi problemu. Oczywiście tu też jest jakiś limit, też pewien stopień upicia spowoduje katastrofę, po pół litrze wódki na pewno stanie się coś złego, a lekka kobieta może i po dwóch piwach zwariować. Problemem nie jest picie, ale nadmierne picie.

  Ewidentnie na przeciętnej żaglówce można wypić dużo więcej niż na motorówce. Ze statystyk wynika, że większość wypadków na wodzie po alkoholu powodują motorowodniacy, a przecież żeglarze piją tak samo. Bo po prostu żaglówka jest wolniejsza, a żeglarze są bardziej doświadczeni – więc prawie w ogóle nie powodują wypadków nawet po pijanemu. Więc bez sensu jest przenosić w przepisach te same promile z lądu na wodę. A tak się właśnie robi — na wodzie są te same limity co na lądzie.

  Na dobrym koniu można jechać, będąc pijanym w sztok — ryzyko wypadku niekoniecznie wzrasta. Bo koń pomaga, sam umie trafić do domu. Z samochodami jest podobnie — mając lepszy, mniej się ryzykuje. Są już takie, które same trzymają się pasa drogi i same nie pozwalają wjechać w samochód naprzeciwko. To zresztą są argumenty wyjaśniające to, dlaczego Anglosasi pozwalają jeździć po pijanemu — bo mają lepsze samochody.

  Więc może liczba promili powinna być zależna od marki i rodzaju pojazdu, a nie uniwersalna dla wszystkich? Jeśli kwestia picia alkoholu jest silnie indywidualna, to może powinno się wydawać certyfikaty dla konkretnych ludzi i ich samochodów czy jachtów? W ten sposób jedni by mogli jeździć do 0,9 promila, a inni tylko do 0,1, a jak chcą więcej, to niech sobie kupią lepszy samochód albo niech płyną łódką, albo potrenują refleks.

  To by wywołało presję na producentów, by produkować samochody pozwalające jeździć bezpieczniej z większą liczbą promili i presję na ludzi, by się ćwiczyć w dobrej jeździe i by kierowcy umieli rozpoznać własne możliwości, własną sprawność czy refleks, nie tylko po pijanemu, ale i na trzeźwo. Niektórzy ludzie są bardziej niebezpieczni na trzeźwo niż inni lekko pijani.

  Myślę, że tu wolny rynek zapewniłby większe bezpieczeństwo niż arbitralne, oparte na dogmatach decyzje polityków. Koszty ubezpieczenia zależne od liczby wypadków, szczególnie po pijanemu, byłyby nieuchronne, a zatem silniej by działały niż groźba mandatu. Znów jak we wszystkim winne jest państwo, a wolny rynek jest niedoceniany. Uzasadniam to w notkach, do których są odnośniki w PS.

Grzegorz GPS Świderski
t.me/gps65


PS. Notki powiązane:

------------------------------

Betel. Część 5. Strategia. <- poprzednia notka

następna notka -> Usprawiedliwiam Korwina!

------------------------------

Tagi: gps65, promile, jazda po pijanemu, przepisy drogowe, pijaństwo.

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale